Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 grudnia 2016

"Pierniczycie"?

Pieczenie pierników nie jest u nas obowiązkową tradycję, raczej kolejnym przedświątecznym zadaniem, które w zależności od ilości czasu albo się realizuje, albo nie :) Nie mogę jednak zaprzeczyć, że jednym z moich najmilszych i najbardziej utrwalonych wspomnień z dzieciństwa było pieczenie pierników u babci (hehe, tak teraz sobie myślę, że moja mama to cwana była, że mnie do babci wywoziła i to u niej robiłyśmy ten cały majdan :D). Coś więc chyba jest w tym magicznego, że większość naszego społeczeństwa łapie za te foremki i wykrawa, aż miło.


Może by mnie ominęło to piernikowe szaleństwo w tym roku, ale za punkt honoru postanowiłam sobie budować mojemu synowi jak najmilsze wspomnienia. Radość w jego oczach, gdy usłyszał, że będziemy razem piec "ciasteczka" - bezcenna. Choćby dlatego było warto poświęcić ten czas - dla Niego, dla Jego szczęśliwych wspomnień. Nie podam Wam przepisu, bo nie był najlepszy, a z pewnością w waszych rodzinach krążą jakieś sekretne, idealne i "zawsze-wychodzące" receptury :) Kto jeszcze nie zdążył zrobić pierników, albo mu się do tej pory nie chciało - jeszcze ma szansę. My już "pierniczyliśmy", teraz czas na Was :D

Marta

czwartek, 24 listopada 2016

Domowa granola

Taka sytuacja:
Południe. Dziecko idzie spać, ogarniasz swoje cztery kąty, szykujesz jakiś obiad, choć wiesz, że reszta domowników zjedzie się dopiero za kilka godzin. Wiesz też, że jeśli teraz czegoś nie zjesz, to za chwilę wciągniesz czekoladę i pół paczki chipsów. Co robić, jak żyć?
Odpowiedź jest prosta: zjeść coś pysznego, pożywnego i zdrowego. Czy da się połączyć te cechy w jednym posiłku? Jak najbardziej! Ja to uskuteczniam od dłuższego czasu i już nie wyobrażam sobie dnia bez domowej granoli
  
domowa granola

Ja najchętniej jem jogurt naturalny typu greckiego, polany niewielką ilością miodu i obsypany płatkami. Pyyycha :) Być może (a nawet na pewno) moja wersja nie jest NAJzdrowsza, ale za to jaka pyszna - a już z pewnością to lepsza opcja niż czekolada i pół paczki chipsów ;D
Korzystałam z tego przepisu na granolę (oczywiście zmodyfikowałam go po swojemu) i widząc, jaka jest smaczna i w jakim tempie znika ze słoika, już wiedziałam, że na stałe zagości w naszym repertuarze. 



Najlepszą rekomendacją niech będą słowa mojego męża na widok (i po spróbowaniu) tego cuda:
- "Wiesz co to jest B... Man (tu padła nazwa reklamowanego jogurtu)?"
- "Coś słyszałam, a dlaczego pytasz?"
- "Bo to wygląda dokładnie tak samo, a to przecież jest dla facetów, więc...sama rozumiesz...Ty nie możesz tego jeść, musisz mi oddać Twoją miseczkę" :D
Nie oddałam. Przygotowałam drugą porcję - na zdrowie swoje i Jego. Wy też wypróbujcie - naprawdę warto!


Marta

czwartek, 10 listopada 2016

Domowa przyprawa do zup, sosów i czego tam jeszcze chcecie :)

Rok temu chodziła mi po głowie domowa kostka rosołowa. Pomysł zrealizowałam, byłam usatysfakcjonowana, ale to wciąż nie było do końca TO. U schyłku lata nadeszła w końcu chwila, gdy dojrzałam do zrobienia domowej przyprawy z suszonych warzyw i ziół. Była w moim odczuciu bardziej pracochłonna, ale nie żałuję tego czasu i wysiłku, bo teraz bardzo ułatwia mi gotowanie. Wydobywa i podkręca smak potraw, a świadomość, że to produkt domowy i w 100% eko, (wszystkie warzywa i zioła pochodziły z przydomowego ogródka) - jest dla mnie bezcenna.


Korzystałam z przepisu zamieszczonego na ChiliBite.pl:

Składniki:
- 1,5 kilograma marchwi
- 300g pietruszki
- 400g selera
- 1 spory por (jasna część)
- 200g pasternaku (nie miałam, nie dałam)
- 10g suszonych borowików (jak wyżej)
- spory pęczek świeżego lubczyku
- spory pęczek natki pietruszki
- łyżeczka ziaren czarnego pieprzu
- kilka ziaren ziela angielskiego
- 3-4 łyżeczki gruboziarnistej soli morskiej
- 3-4 łyżeczki kurkumy

Warzywa korzeniowe umyj, obierz i potnij na drobne paseczki - ja używam do tego skrobaczki do warzyw. Pora rozetnij wzdłuż, umyj i potnij wzdłuż na cienkie paski. Natkę i lubczyk umyj, osusz i oderwij listki z łodyg.
Świeże zioła i warzywa susz na suszarce do warzyw w temperaturze 70°C, aż staną się zupełnie suche i sztywne (u mnie trwało to ok 8 godzin)*. Przełóż je do malaksera lub blendera razem z suszonymi borowikami, zielem angielskim, pieprzem i solą morską. Zmiksuj całość dokładnie, ale tak, by nie powstał pył, a raczej drobniutko posiekane warzywa. Dodaj kurkumę, wymieszaj i przełóż do pięknego szklanego słoja. 

* Warzywa możesz też suszyć w uchylonym piekarniku na blachach wyłożonych papierem do pieczenia.


Naprawdę, z całego serca polecam ten przepis. Nie ma nic ważniejszego i cenniejszego w życiu niż zdrowie. Moim zdanie zdrowie zaczyna się w naszych brzuchach, a tylko własnych wyrobów możemy być w 100% pewni. Żadna sklepowa etykieta "eko" czy "bio" nie daje nam gwarancji, że produkt jest faktycznie wartościowy i korzystny dla naszego zdrowia. Warto poświęcić chwilę, by zrobić coś dla siebie i swoich bliskich - nawet, gdyby to miała być tylko przyprawa do zupy :)

Pozdrawiam Was ciepło
Marta

czwartek, 3 listopada 2016

Jak (zbyt poważnie i mało dziecięco) udekorować tort dla dziecka

Uff, teraz mogę odetchnąć. Wszystkich Świętych za nami, urodziny wyprawione i wreszcie mam chwilę, by zatopić się we wspomnieniach. 2 lata temu odmieniło się nasze życie. 2 lata - niby tak dawno, a jednak tak niedawno. 2 lata - tyle lat ma nasze największe SZCZĘŚCIE. Wiadomo - bywają chwile lepsze i gorsze, ale to już jest wpisane w rodzicielski los. Ja jednak nie oddałabym żadnej z nich, każda z nich tworzy obraz tego, jak bardzo zmienił się nasz świat, odkąd pojawił się F.
Przybyło obowiązków, ale przybyło też radości. Jakżebym mogła więc w dniu urodzin, na które On z takim napięciem czekał - nie wyprawić mu choćby skromnego przyjęcia? Patrząc na radość naszego dziecka, na te błyszczące oczy i śmiejącą się buzię, wiem, że było warto.


W roli skromnego urodzinowego tortu wystąpiło niezastąpione szwedzkie ciasto waniliowe, które udekorowałam kremem mascarpone, wieńcząc "dzieło" kwiatem hortensji, girlandą, świeczkami i - co najważniejsze - borówkami. Ktoś mógłby mi zarzucić, że dekoracja jest zbyt poważna i nieadekwatna do wieku dziecka. Ja odpowiedziałabym tylko, że żadna lukrowa postać tudzież bajkowa figurka nie sprawiłaby mojemu synowi takiej radości, jak borówki. Borówki wielbi miłością niezmierną i bezgraniczną. Borówki wręcz kocha. Przez borówki to ja kiedyś z torbami pójdę, zważywszy na ich aktualną cenę... :P Ciasto upstrzone borówkami było strzałem w dziesiątkę! Spełniłam więc jego wymagania smakowe (choć prościej byłoby mu dać borówki prosto z pudełka, bo i tak je z ciasta powybierał :D), a swoje estetyczne.



Nasze dziecko... Nasz dwulatek...
Codziennie dziękuję Bogu za ten dar i codziennie staram się doceniać jego obecność przy nas. Nie każdemu jest to pisane. 

Synku, dziękuję, że jesteś.

Marta

piątek, 8 stycznia 2016

Pasta warzywna - w zastępstwie sklepowej kostki rosołowej

Moje życie pędzi jak szalone. Brzmi dziwnie? Macie rację. Jak może pędzić, skoro "siedzę w domu z dzieckiem". Tylko matka wie, co znaczy to "siedzenie". Twoje szanowne cztery litery dotykają jakiegoś podłoża jedynie w tych krótkich porach posiłów, by ostatecznie poczuć przyciąganie ziemskie około godziny 22. Odkąd pamiętam, zawsze żyłam w pośpiechu. Szkoła, zajęcia dodatkowe, później studia, praktyki, jakaś praca - wszystko w biegu. Zdawać by się mogło, że urodzenie dziecka powinno trochę uspokoić sytuację, ale gdzie tam - mam wrażenie, że teraz dopiero zaczęła się jazda bez trzymanki! Lata świetlne dzielą mnie od idei slow-life'u, której tak bardzo chciałabym zaznać...


   

Nie ja jedna tak mam. W tym pędzie często zapominamy o sobie - ja na przykład w tej chwili jestem przede wszystkim matką, a cała reszta przypisanych mi ról społecznych zeszła na dalszy plan. I jako tej matce - kurze domowej zależy mi, żeby moje dziecko i reszta rodziny z przyjemnością wracała do domu, który pachnie pysznym, domowym obiadem czy świeżo upieczonym, smakowitym ciastem. W swoich poczynaniach czuję się jednak trochę odosobniona - jak taki freak. Na szczęście Matka Natura obdarzyła mnie silnym charakterem (brzmi lepiej, niż stwierdzenie, że jestem uparta jak osioł) i nie za bardzo przejmuję się docinkami innych - mam bowiem wrażenie, że w oczach osób z mojego otoczenia jestem co najmniej dziwna i lekko nawiedzona. A ja po prostu taka jestem: "naturalna" w każdym calu .W dobie, gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a różnorodność produktów wręcz przytłacza - dążenie do naturalności i umiaru jest wręcz uznawane za fanaberię. Nie próbuję walczyć z wiatrakami, bo na pewne rzeczy i tak nie mam wpływu. Mam za to wpływ na zdrowie mojej rodziny i chcę to wykorzystać.  Moja rodzina - mój skarb i wszystko, co robię, robię dla nich i dla siebie.



Dziś więc poczynania kuchenne z cyklu "Ale chce ci się? Przecież lepiej kupić w sklepie gotowe...".
Przed państwem: pasta warzywna, czyli domowa kostka rosołowa. Przepis pochodzi z bloga FistaszkoweLove i tylko czekał, aż go zrealizuję:

- marchew - ok. 500g.
- korzeń pietruszki - 150-200g
- seler - 150-200g.
- por - 1/2 białej części (ok. 100g)
- czosnek - 2 ząbki
- natka pietruszki - pęczek
- koperek - 1/3 pęczku
- pieprz czarny - ok. 20 ziarenek
- sól - ok. 100g.
- majeranek - 2 łyżki
- liść lubczyku - 2 łyżki
- ziele angielskie - ok. 15-20 ziarenek
- liść laurowy - 3-5 sztuk
- olej lub oliwa z oliwy - 5 łyżek
- woda - 1 szklanka
- można jeszcze dodać seler naciowy, parmezan, cebulę, kurkumę, suszone grzyby - według uznania.


Warzywa zetrzeć na tarce, zblendować lub użyć malaksera. Przyprawy zmielić lub rozetrzeć w moździerzu - ważne, żeby wszystko było jak najdrobniejsze. Na patelni rozgrzać oliwę i przełożyć warzywa razem z przyprawami. Podsmażyć przez 5 minut, dolać wody i podgrzewać na małym ogniu, mieszając przez 30-40 minut, aż wyparuje woda. Po tym czasie jeszcze raz wszystko zblendować na gładką masę i przełożyć do słoika. Z podanej ilości wychodzi mniej więcej litrowy słoik pasty warzywnej. Pastę można przechowywać w lodówce około 3 miesięcy.

Na zdrowie!
Marta

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Gdy w domu zabraknie chleba...

Znacie to? Przed Wami kilka wolnych od pracy dni, sklepy pozamykane, ale Wy roztropnie (oczywiście) zaopatrzyliście się w podstawowe produkty spożywcze i możecie zacząć świętować. Wszystko pięknie, dopóki ostatniego wolnego dnia nie okazuje się nagle, że na kolację już zabrakło pieczywa... Stoicie bezradnie przed chlebakiem tudzież inną szafką, w której trzymacie swój chleb powszedni i pospolite bułki, nad głową mrugają Wam wirtualne znaki zapytania, a w głowie myśli aż krzyczą "co teraz, co teraz???". Spokojnie... Jest na to rada. To scones. 



Dla niewtajemniczonych, scones to taka babeczko-bułka. Bardziej znana w wersji na słodko, ale zdarzało mi się też piec scones ziołowe. To dobra alternatywa w sytuacji awaryjnej, ale też świetne wyjście, gdy coś za Tobą chodzi, a nie wiesz co :)



Te, które piekłam wczoraj to wersja słodka. Korzystałam z przepisu Liski z White Plate i za jej radą jedliśmy je z masłem i domowym dżemem truskawkowym. Jak na mój gust: proste i pyszne - tak, jak lubię. 


Składniki:
260 g mąki pszennej
150 g greckiego jogurtu lub jogurtu naturalnego 
1 jajko
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
70 g zimnego masła, pokrojonego w kostkę
40 g drobnego cukru
garść rodzynek (opcjonalnie)
2-3 łyżki jogurtu do posmarowania bułeczek przed pieczeniem
Mąkę wymieszać z proszkiem. Posiekać z masłem, dodać pozostałe składniki. Wyrobić ciasto łyżką lub mikserem (wystarczą 2-3 minuty).
Na oprószonej mąką stolnicy rozwałkować ciasto na grubość ok. 3 cm. Wykrawać kółka o średnicy 4-5 cm (lub mniejsze, jak kto woli). Wierzch posmarować jogurtem (więcej jogurtu nie miałam, więc ten punkt pominęłam. Bułeczki wyszły mimo to).
Piekarnik nagrzać do 220 st C.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, ułożyć placuszki.
Wstawić do piekarnika. Piec 12-14 minut.
Swoje bułeczki wykrawałam szklanką i z podanych składników wyszło mi ich 13. Żeby się najeść, potrzebowałabym mniej więcej połowy tej porcji tylko dla siebie - ale ja nie jestem wiarygodna, bo pochłonę wszystko, co słodkie :) 
Smacznego!
Marta

wtorek, 7 lipca 2015

Sernik na zimno z jagodami

Nie przepadam za jagodami. Bijcie, krzyczcie: no nie przepadam i już. Jeśli już są, to ewentualnie zjem, ale zawsze w postaci przetworzonej - najczęściej w cieście. Tym razem postanowiłam zachować je w postaci prawie naturalnej i powiem szczerze, że efekt końcowy zachwycił nawet mnie. Mimo, że mój "nie wygląda", to smakiem zdecydowanie nadrabia. Przepis jak zwykle zaczerpnięty z bloga Moje Wypieki.




Składniki:
  • 750 g jogurtu greckiego, w temperaturze pokojowej
  • 1 łyżka ekstraktu z wanilii (nie miałam, jeszcze nie zrobiłam, przymierzam się, wanilia czeka)
  • 130 g cukru pudru, przesianego
  • 24 g żelatyny w proszku
  • 200 g śmietany kremówki 30%, schłodzonej
  • 350 g jagód lub borówek amerykańskich, świeżych lub mrożonych (miałam mniej, ale sernikowi to nie zaszkodziło jakoś specjalnie)
W większym naczyniu wymieszać jogurt grecki z ekstraktem z wanilii i cukrem pudrem. Odłożyć.
Żelatynę namoczyć, następnie rozpuścić w 1/4 szklanki gorącej wody. Dodać do niej 4 łyżki odłożonej masy jogurtowej i wymieszać. Sprawdzić między opuszkami palców - nie powinno być w niej grudek. Gdyby były - podgrzać lekko w mikrofali lub nad parą wodną (nie gotować) i raz jeszcze dokładnie wymieszać. Całość dodać do pozostałej masy jogurtowej, wymieszać.
Schłodzoną kremówkę ubić na sztywno. Przełożyć do masy jogurtowej i wymieszać. Odłożyć do lodówki do lekkiego zgęstnienia (uwaga: tężeje szybko). Dodać jagody (mogą być zamrożone, nie powinny być jednak zbite w jedną bryłkę) lub borówki amerykańskie (je wcześniej odmrozić i osuszyć na papierowym ręczniczku). Wymieszać.
Przygotować formę o średnicy 23 cm, najlepiej z ceramicznym spodem i silikonową obręczą (tradycyjną formę wyłożyć papierem do pieczenia, wypuszczając papier poza obręcz). Do formy przelać masę jogurtową z jagodami, wyrównać.
Schłodzić w lodówce do całkowitego zastygnięcia sernika.

Dodatkowo: (w mojej skromnej wersji dodatków nie było - kto by tam miał na to czas :D Rozrzuciłam tylko z wierzchu te porzeczki, które wcześniej odłożyłam do zblendowania na wierzchnią warstwę. Ważne: zrobiłam to przed zastygnięciem masy.)
  • 125 g serka mascarpone
  • 1,5 łyżki jagód
  • 2 łyżki cukru pudru
Wszystkie składniki zmiksować w malakserze (lub blenderem). Rozsmarować po wierzchu sernika.
Przechowywać w lodówce.
 

Deser w sam raz na upalne dni. Polecam, palce lizać - znika w tempie ekspresowym!
Marta

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Pudding chlebowy

Nudy, nudy, pomyślicie... Nic się nie dzieje, a jak już się ocknę z odrętwienia, to znowu zapodaję coś do jedzenia. Pomyślałby kto, że nic, tylko siedzę i jem. I w sumie w 50% by się nie pomylił. Z tym "siedzę" bym polemizowała, natomiast jedzenie to ta część życia, którą uwielbiam. Takie zwykłe, codzienne przyjemności, a dają tyle radości :)
 
 
Dziś na szybko: pudding chlebowy, dla zutylizowania resztek pieczywa. Przepis pochodzi z bloga Magda Kucharzy, który niejednokrotnie mnie inspirował. Pudding ani nie jest specjalnie zdrowy, ma niebezpieczną skłonność do uzależniania od siebie, ale wyrzuty sumienia są zagłuszane przez cichy głos rozsądku ("no przecież wykorzystuję czerstwe bułki - przynajmniej ich nie wyrzucam" :D ). Wykonanie: banalnie proste.
 
Składniki:
 - 2 bułki
- 1/2 szklanki śmietany 30%
- 1/2 szklanki mleka
- 1 opakowanie cukru waniliowego
- 3 duże jajka
- 3 łyżki cukru brązowego
 
Bułki pokroić w sporą kostkę. Śmietanę wymieszać z mlekiem, dodać cukier waniliowy i jajka, roztrzepać. Pieczywo ułożyć w żaroodpornych naczynkach (lub w jednym dużym naczyniu), zalać masą mleczno-jajeczną tak, aby każdy kawałek chleba został nią pokryty. Odstawić na 5 minut, by pieczywo lekko nasiąkło. Wierzch posypać cukrem brązowym (powstanie przyjemna, słodka skorupka). Można dorzucić także rodzynki czy kawałki czekolady, wszystko zależy od inwencji. Zapiekać 15-20 minut, aż jajka się zetną. 
 
Smacznego
Marta

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Pieczona owsianka

Druga połowa czerwca, sezon truskawkowy już się kończy, a u mnie ani jednego przepisu z ich wykorzystaniem. Muszę to naprawić - przynajmniej w pewnym stopniu. Dziś na tapecie pieczona owsianka - pyszna, zdrowa, na śniadanie, przekąskę, do pracy. Tak więc: do dzieła!
 
 
 Przepis pochodzi stąd i brzmiał tak:
 
Owsianka pieczona
bananowa, z jagodami goji i truskawkami
Składniki:
(na nieduże naczynie do zapiekania, na tę sporą formę do tarty ze zdjęć weszła podwójna porcja)
  • szklanka płatków owsianych błyskawicznych
  • łyżka suszonych jagód goji
  • łyżka płatków migdałowych
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • jajko
  • 3/4 szklanki mleka
  • 1 mały słoiczek przecieru owocowego dla niemowląt: jabłka z gruszkami lub jabłka i banany
  • łyżka oliwy z oliwek
  • duży, dojrzały banan – rozgnieciony widelcem na papkę
  • opcjonalnie: dwie garście truskawek lub innych świeżych owoców sezonowych
Przygotowanie:
  • w jednej misce wymieszać suche składniki, w drugiej – wszystkie mokre
  • połączyć składniki suche z mokrymi, dokładnie wymieszać i odstawić na 15 minut do napęcznienia
  • masę przełożyć do wysmarowanej oliwą (cieniutko, przy użyciu kawałka ręcznika papierowego) foremki
  • piec 20 – 25 minut w 180 st.


Zmodyfikowałam go po swojemu - tak troszeczkę i nieznacznie dostosowałam go do własnych potrzeb:
1. Nie miałam płatków owsianych błyskawicznych - użyłam płatków owsianych górskich
2. Jagód goji też nie miałam - użyłam suszonej żurawiny
 
3. Płatków migdałowych też mi zabrakło - w zamian dodałam trochę słonecznika, a dodatkowo dorzuciłam jeszcze odrobinę otrębów owsianych i siemienia lnianego
4. Obowiązkowym punktem było dodanie truskawek i taka wersja to moim zdaniem strzał w dziesiątkę!
5. Formę wyłożyłam papierem do pieczenia i niczym jej nie smarowałam
Wyszło pysznie!


To co, może jutro na śniadanie? :)
Smacznego!
Marta

środa, 6 maja 2015

Owsianka kokosowo-migdałowa

Jako matka karmiąca już dawno przestałam przejmować się tym, co jest zamieszczone na szpitalnej liście produktów zalecanych i zakazanych. Gdybym się jej miała trzymać, do tej pory jadłabym gotowanego indyka, ryż i marchewkę, a na płatki owsiane nawet nie śmiałabym spojrzeć. Na szczęście Syn jest bardzo tolerancyjny i wszelkie wybryki matki przyjmuje bez mrugnięcia okiem. I dobrze, bo bez płatków owsianych to ja już żyć nie umiem. To, co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia - teraz jest na porządku dziennym: od czasu ciąży owsianką zajadam się bardzo często i jeszcze uszczęśliwiam nią męża (czy tego chce czy nie :D). Tym razem stanęło na owsiance  pod roboczą nazwą "rafaello", choć ostatecznie ani trochę nie przypominała tych słynnych pralinek. Nie można jednak zaprzeczyć, że była pyszna!

 

Owsianka kokosowo-migdałowa
400 ml mleka
4 łyżki płatków owsianych
szczypta soli
1 łyżka otrębów owsianych
2 łyżki wiórków kokosowych
2 łyżki płatków migdałowych
1-2 łyżki żurawiny
3-4 kosteczki białej czekolady
 
Do mleka włożyć czekoladę i podgrzewając rozpuścić. Na gotujące się mleko wsypać płatki owsiane oraz otręby i posolić. W połowie gotowania dorzucić wiórki kokosowe. Gotować na małym ogniu często mieszając ok. 15 minut. Zestawić z ognia, przykryć i odstawić na około 5-10 minut. Po tym czasie wymieszać z połową płatków migdałowych i żurawiny (w razie potrzeby dodać cukru do smaku), a resztą posypać gotową już owsiankę.
Mówię Wam: wypas :) Może tak jutro na śniadanie?
 
Pozdrawiam
Marta
 






 

wtorek, 21 kwietnia 2015

Apple crumble

Co zrobić z 4 zwiędłymi jabłkami, na które już nikt nie raczy spojrzeć? Odpowiedź jest prosta: zapiec je pod kruszonką. To gwarancja, że na taką ich postać wszyscy się rzucą :D
 
SKŁADNIKI:
3-4 jabłka
50g masła
50g cukru
100g mąki
 
Jabłka obrać, pokroić w plasterki, ułożyć w naczyniu żaroodpornym. W miseczce wymieszać mąkę i cukier, dodać masło i rozetrzeć palcami tak, by uzyskać konsystencję mokrego piasku. Tak powstałą kruszonką posypać jabłka i wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 stopni Celsjusza na 30-35 minut. Smacznego :)
 
 
Marta

sobota, 21 marca 2015

Znowu kulinarnie. Cynamonowe palmiery

Miało być szybko, łatwo i przyjemnie. Nie było. Nie wiem, czy coś ze mną jest nie tak? A może cała prawda tkwi w twierdzeniu, że im bardziej człowiek się stara, tym gorzej wychodzi? Chociaż u mnie chyba powinno być "im szybciej człowiek się stara, tym gorzej wychodzi". W każdym razie efekt ostateczny daleki jest od zdjęcia oryginału, w smaku raczej też mu nie dorównuje. Tak się zastanawiam, co mi sprawiło taki problem, bo zdarzało mi się już podejmować bardziej ambitne zadania niż posypanie gotowego ciasta francuskiego cukrem, zrolowanie go i upieczenie :)
 
 
Dla tych, którzy się nie zniechęcili i jednak chcieliby spróbować, podaję przepis (który pochodzi oczywiście z książki Doroty Świątkowskiej):

Składniki:
1 arkusz ciasta francuskiego (około 370g)
1/3 szklanki drobnego cukru do wypieków
1 łyżka cynamonu

Wykonanie:
Cukier wymieszać z cynamonem. Ciasto (rozmrożone) położyć na powierzchni oprószonej mąką lub częścią cukru. Posypać częścią cukru zmieszanego z cynamonem, lekko dociskając. Zwinąć ku sobie przeciwległe brzegi ciasta, dość ściśle, kończąc na środku ciasta. Pokroić na plasterki grubości 8mm, układać płasko na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w dużych odległościach, posypać mieszanką cukru pudru i cynamonu i lekko spłaszczyć dłonią. Piec w temperaturze 200 stopni Celsjusza około 15 minut (lub dłużej - do zezłocenia), w połowie pieczenia przewracając je na drugą stronę. Wystudzić na kratce.
 
Smacznego
Marta

sobota, 14 marca 2015

Do przegryzienia

Porwałam się na zrobienie drożdżówek. Po raz pierwszy zmagałam się z ciastem drożdżowym. Skusiłam się na drożdżówki motylki z nadzieniem chałwowym. Jak sama nazwa wskazuje, miały przypominać motylki, ale...coś nie wyszło :) Wierzę jednak, że wina leży po mojej stronie. Cóż - człowiek uczy się przez całe życie.
 
 
SKŁADNIKI:
 
Ciasto:
500g mąki pszennej
20g (5 łyżeczek) suchych drożdży lub 40g świeżych drożdży
1/4 szklanki i 2 łyżki cukru
2 jajka
250ml letniego mleka
1/2 łyżeczki soli
70g miękkiego masła
 
Nadzienie chałwowe:
250-300g chałwy (np.sezamowej)
1 jajko
1 łyżka śmietany kremówki
 
Dodatkowo:
1 jako roztrzepane z jedną łyżką mleka do posmarowania bułeczek
 
Wykonanie ciasta: wymieszać mleko i roztrzepane jajka. Dodać mąkę wymieszaną z suchymi drożdżami (ze świeżych należy wcześniej zrobić rozczyn) i cukrem, masło i sól. Wyrobić gładkie ciasto. Przykryć ściereczką, pozostawić w ciepłym miejscu do podwojenia objętości (na 90 minut). Ciasto można też przygotować w maszynie do chleba.
Wykonanie nadzienia i bułeczek: chałwę rozgnieść widelcem, wymieszać z kremówką i roztrzepanym jajkiem. Po wyrośnięciu ciasto podzielić na 13 części (mniej więcej 73g każda). Uformować kulki. Każdą kulkę rozwałkować i posmarować pełną łyżką nadzienia. Zwinąć jak roladę. Następnie obydwa końce podłożyć pod spód, naciąć. Ciasto wywinąć na boki, by powstał kształt motylka. Uformowane bułeczki położyć na blasze, przykryć i pozostawić w ciepłym miejscu do ponownego wyrośnięcia. (na 15-30 minut). Przed samym pieczeniem posmarować bułeczki jajkiem roztrzepanym z łyżką mleka. Piec w temperaturze 200 stopni Celsjusza przez 20 minut. Wystudzić na kratce.
Przepis pochodzi z książki Doroty Świątkowskiej, o której pisałam tutaj. Tam też znajdziecie dokładniejsze instrukcje, jak z kulki ciasta drożdżowego ma powstać motylek.

 
Smacznego :)
Marta

 

czwartek, 5 marca 2015

Na zdrowie

Zdaję sobie sprawę, że każdy ma lepsze i gorsze dni. Również mój syn. Te gorsze to te, gdy nigdzie nie mogę odejść nawet na 5 minut. Dzisiejszy dzień to jeden z serii dni lepszych. Nie wiem, czy to jakiś dzień dobroci dla matki czy co? W każdym razie dziś młody pokazał, że też ma serce i odrobinę litości :)
 
 
W ramach więc tej litości "zaszaleliśmy" dzisiaj w kuchni, przy czym "szaleństwo" należy traktować z wielkim przymrużeniem oka ;) W ramach czasu, który został mi dziś przez miłościwie panującego podarowany, zmajstrowałam szybki i mega prosty koktajl.

 
SKŁADNIKI:
1 mango
1 pomarańcza
mleko
cukier
 
W ruch poszło mango i pomarańcza, które już wołały o to, by je wykorzystać. Wiedziona impulsem wrzuciłam cząstki mango do kielicha bledera, dodałam sok wyciśnięty z 1 pomarańczy, trochę mleka (miara "na czuja") i odrobinę cukru do smaku i wszystko razem zblendowałam. Efekt? Pyszny, egzotyczny koktajl - wręcz pianka o fajnej, gęstej konsystencji.

 
Na zdrowie!
Marta