Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystkich Świętych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystkich Świętych. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 listopada 2019

1 listopada, godzina 6:45...

1 listopada, godzina 6:45

Za oknem mgła, spośród której z każdą minutą powoli wyłania się magiczny, oszroniony świat.
Jest cicho, a tę ciszę zakłócają tylko pojedyncze chrapnięcia ukochanego, śpiącego jeszcze męża i szuranie kołdry wiercącego się w łóżku syna.
Jest mi dobrze, błogo, ciepło, zatapiam się we wspomnieniach, choć myśli nieustannie wędrują ku sprawom mniej przyjemnym.
Odganiam je jak natrętne muchy, które uprzykrzają życie i nie pozwalają cieszyć się chwilą.
Siedzę i dumam, myśląc też o tym, jak potoczą się najbliższe miesiące. Wiem, że nie powinnam wybiegać zbyt daleko w przyszłość, ale tak już mam, że bez planowania żyć nie umiem. Nawet na zakupy wychodzę ze skrupulatnie wypełnioną listą. Bez niej błądzę po sklepie, jak dziecko we mgle - takiej, jak ta dziś za oknem. Kolejne godziny i dni mam już dokładnie zaplanowane: najpierw wizyta w kościele, później rodzinny obiad, wyjazd na pobliskie cmentarze i powrót do komu na szybką kawę i ciasto, a potem maraton cukierniczy przed kolejnym, jakże ważnym dniem.

Te pierwsze listopadowe dni to dla mnie zawsze wyjątkowy czas. Jednego dnia celebruję wspomnienia o bliskich zmarłych, drugiego doceniam cud narodzin. Z każdym rokiem coraz wyraźniej widzę to koło, które zatacza życie: ktoś umiera, by ktoś inny mógł się narodzić. Smutne, ale prawdziwe i nieuchronne.


1 listopada to dla mnie zawsze symboliczne przejście w kolejny, zimowy etap cyklu natury - mimo, że kalendarz jeszcze na to nie wskazuje. W dziecięcych wspomnieniach wciąż funkcjonuje jedno szczególne: obowiązkowa zmiana garderoby z jesiennej na zimową następowała zawsze, niezmiennie właśnie w Święto Zmarłych. Pamiętam ten szał w sklepach w poszukiwaniu nowej ciepłej kurtki i butów. Widzę to również dziś. Szkoda tylko, że w gruncie rzeczy chodzi o to, by się "pokazać" na cmentarzu. Dlatego nie lubię przepełnionych nekropolii - Ci wciąż gadający ludzie nie pozwalają mi skupić się na modlitwie i zadumie. Wciąż muszę koncentrować się na tym, by wszystkim im odpowiedzieć "dzień dobry" - by ktoś przypadkiem nie poczuł się urażony moją niezamierzoną ignorancją. 

Wolę cmentarze wieczorem - rozświetlone setkami migoczących światełek mają w sobie coś magnetycznego. Pozwalają na chwilę zadumy i refleksji, bez towarzystwa przepychającego się tłumu. To już nasza rodzinna tradycja, że zawsze wieczorem udajemy się na groby naszych bliskich, by właśnie wtedy - mimo ciemności i zimna, wspomnieć ich najcieplej. Wtedy, w głębokiej ciemności, nie widać, kto jak jest ubrany i czy niesie ze sobą najdroższy znicz - wieczorem liczy się tylko duchowa obecność, a nie powierzchowność rzeczy doczesnych.


1 listopada, godzina 7:20

Dom budzi się do życia. Słyszę odgłosy krzątających się na dole rodziców i hałas ekspresu do kawy. Słyszę pociągającego nosem przeziębionego męża - to znak, że on też już nie śpi. Pod mój koc ładuje się mój (już prawie) 5 latek, który - mimo, że mógłby dzisiaj dłużej pospać, budzi się o tej samej porze, co zwykle. Z oddali dobiega również dźwięk budzika brata. Znając życie, będzie tak dzwonić bezskutecznie jeszcze przez godzinę.
Zaczynam nowy dzień. Dobrze, że z nimi.

Marta

piątek, 2 listopada 2018

Co roku o tej porze...

1 listopada to taki szczególny i wyjątkowy dzień w roku, gdy chyba wszyscy na chwilę zatrzymujemy się w tym życiowym pędzie i nachodzi nas refleksja nad sensem istnienia. Tym bardziej więc cieszę się, że osoby, które kocham z całego serca, są wciąż obok mnie. 

Z roku na rok mamy coraz więcej grobów do odwiedzenia, coraz więcej zniczy do zapalenia i coraz więcej modlitw do odmówienia. Powiększa się grono Aniołów, które patrzą na nas z nieba. Niestety - z każdym rokiem będzie ich coraz więcej  - to smutne i przykre, ale prawdziwe. Każdy rok przynosi nam jakąś stratę - i często każda kolejna jest coraz bardziej dotkliwa. Nam, zostającym na Ziemi, nie pozostaje nic innego, jak uczcić ich pamięć. Niestety - dzień, który powinien być dniem zadumy, stał się kolejną okazją do zarobku. Bo tak jak wiele innych - tak i to święto dopadła komercja. Jedno, co mnie naprawdę przeraża, to jej skala: okres przygotowań zaczyna się właściwie już we wrześniu, a apogeum następuje na tydzień przed uroczystością "Wszystkich Świętych". Czego to wtedy nie można kupić: wiązanki zgodne z najnowszymi cmentarnymi trendami, znicze palące się przez miesiąc non-stop, bukiety sztucznych kwiatów w tak jaskrawych kolorach, że mogłyby służyć za odblaski... A w całym tym zamieszaniu ja: zagubiona, zdezorientowana, w pewnym momencie wysiadam z tego pociągu zwanego szaleństwem, odcinam się od wszystkiego i robię po swojemu. Bo dlaczego nie: skoro zazwyczaj preferują materiały naturalnego pochodzenia, to dlaczego miałabym w tym dniu odejść od swoich upodobań? Robię więc tak, jak uważam za stosowne, nie zważając na innych. Odkryłam to już dawno temu i trzymam się raz obranej drogi. Na grobie, na którego wygląd miałam wpływ, pojawiły się więc zaledwie 3 sztuczne kwiaty - reszta to naturalne gałązki, mech i chryzantemy. Tak niewiele, a wystarczająco - bo przecież liczy się pamięć i gest, a nie ilość wydanych banknotów, choć niektórzy widzą to zgoła inaczej...



Bo wyścig trwa po obu stronach: u kupujących przejawia się postawą pt.: "to u mnie musi być najbardziej dostojnie, z pompą i koniecznie lepiej niż u <somsiada>."
Sprzedający zaś prześcigają się w ilości plastiku w plastiku: wygląd niektórych wiązanek wręcz poraża i wciąż każe mi się zastanawiać, czy ludzie rzeczywiście za taki kicz i tandetę są w stanie zapłacić tyle pieniędzy? Najwyraźniej tak - co jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe!

Nie krytykuję całkowicie sztucznych kwiatów - ale ich stężenie na polskich cmentarzach po prostu poraża: sztuczne wiązanki, sztuczne liście... (a na dodatek sztuczne uśmiech ludzi, którzy na co dzień nawet nie powiedzą Ci "Dzień dobry"). 


Sprzeciwiam się temu - i na szczęście nie jestem w tym sama :) Podobną zasadę wyznaje moja ulubiona ekipa Pracowni Florystyki: Oni inspirują mnie zawsze. Często wyszukuję sobie błahe powody, by choć na chwilę przestąpić progi tej pracowni i napawać się pięknem, którego u nich pod dostatkiem. Nawet ich florystyka funeralna robi piorunujące wrażenie. Inspirowałam się więc w tym roku mocno robiąc dekorację na grób - mam nadzieję, że mi to wybaczą :) A gdy kiedyś będę mogła sobie na to pozwolić, to z największą przyjemnością przestanę udawać, że znam się na florystyce :D i pozostawię to im, bo to prawdziwi mistrzowie w swoim fachu.




Żyjmy więc najpiękniej, jak się da! Uważam bowiem, że życie jest za krótkie, by żyć byle jak: w brzydocie, tymczasowości i bylejakości - z dużą dozą prawdopodobieństwa będziemy mieć tego wystarczająco dużo na własnych grobach po śmierci...



Marta

poniedziałek, 31 października 2016

"Dobrze, że jesteś" - powiedziałeś to już?

Końcówka października to dla mnie okres wzmożonej aktywności i produktywności. Święto Wszystkoich Świętych prawie zbiega się z urodzinami naszego Syna, które przypadają 2 listopada. Poza przygotowaniami około-świątecznymi czeka mnie więc również nocny maraton cukierniczy w kuchni :) Na chwilę obecną, gdy zmarznięta wróciłam z cmentarza, moje myśli krążą jednak raczej wokół tych, których już z nami nie ma. I nie wiem, jak to się stało, ale właśnie październik okazuje się być miesiącem, w którym niespodziewanie żegnamy bliskich i znajomych, by później spotkać się z nimi 1 listopada - na cmentarzu, przy ich grobach. To naprawdę chwila na zadumę, refleksję i moment, w którym najczęściej mocniej przytulam do siebie zmarzniętego męża, dziękując w duchu, że stoi obok mnie i dane nam jest cieszyć się sobą. To też moment, w którym zapominam o zabieganiu, o sprzątaniu grobów i o tych stroikach, które tak pieczołowicie przygotowywałam, a które okazują się tak mało ważne. To moment, w którym zapominam, że za chwilę zamknę się na kilka długich godzin w kuchni, by dla Syna przygotować jego ulubione ciasta. To wszystko w tej chili jest najmniej ważne. I tylko dla formalności pokazuję Wam, co w tym roku stworzyłam - być może stanie się to inspiracją dla Was na przyszłe lata. 


Jak się okazało, mimo, że robiłam aż 3 stroiki - nie poniosłam żadnych kosztów, bowiem wszystkie materiały do ich wykonania miałam w domu. Gąbkę florystyczną mam zawsze "na stanie", dekoracyjny filcowy sznurek został mi z tamtego roku - tak samo sztuczne kwiaty. Pokażę Wam te 2 egzemplarze, z których jestem najbardziej dumna:

1. Stroik z kaliami
Podstawą jest kawałek styropianu wielkości 65x25cm. Oklejony został korą, którą zebrałam z powalonego w lesie drzewa. Do tego dodałam 2 spore, powykręcane gałęzie, a między nie wetknęłam wiązankę sztucznych kalii. Dla dekoracji dołożyłam jeszcze 2 kule z mchu i sfilcowany sznurek. Wszystkie elementy przyklejałam przy pomocy kleju na gorąco.



2. Stroik - serce
Podstawa to betonowe serce, które wykonałam własnoręcznie. Wyszło na tyle udane, że teraz kusi mnie, by zacząć częściej pracować z tym surowcem. Jak je zrobiłam - pokażę Wam w najbliższym czasie, bo samo w sobie może stanowić świetną dekorację. Po całkowitym wyschnięciu betonu w bocznej części serduszka (w specjalnie pozostawionym wgłębieniu) wkleiłam gąbkę florystyczną,w którą powbijałam zielone gałązki iglaków i zwykłe gałązki, a całość uzupełniłam kwiatami, szyszkami i wstążką. Serce podkleiłam filcem, by nie porysowało powierzchni grobu.


Mimo, że mój portfel w tym roku wyjątkowo na tych dekoracjach nie ucierpiał, to jednak wkładając w ich wykonanie całe swoje serce pokazałam to, co najważniejsze: swoją pamięć o zmarłych. Mam nadzieję, że gdzieś tam zerkają na mnie z góry i uśmiechają się do mnie, a Was tym wpisem próbuję przekonać, że nie pieniądze, a dobre myśli są najważniejsze w tym wyjątkowym dniu. Zwolnijcie więc na chwilę, popatrzcie na swoich bliskich, pomyślcie o nich ciepło i nie zapomnijcie im powiedzieć: "Dobrze, że jesteś".


Marta

niedziela, 1 listopada 2015

Carpe diem

Chyba każdy z nas opiekuje się jakimś grobem. Mojej mamie też przypadł jeden w udziale i utarło się, że przed uroczystością Wszystkich Świętych to ja przygotowuję stroik na ten właśnie grób. Rok temu mniej więcej na tydzień przed 1 listopada usłyszałam od mamy: "Tylko zrób mi stroik, a potem...możesz jechać rodzić" :D 


Teraz sytuacja wygląda całkiem inaczej: pod nogami plącze się nasz już prawie roczny szkrab, a dobę mam wypełnioną po brzegi zajęciami... Jedno się nie zmieniło: stroik na Wszystkich Świętych robię ja. Od trzech dni chodziłam z Młodym na spacery po polach i łąkach i przynosiłam do domu różne różności, bo wiadomo, że z pustego to i Salomon nie naleje, a żeby coś zrobić, to trzeba mieć z czego. O ile we wszelką zieleninę obfituje nasz ogród, o tyle to, co mogło służyć za przyozdobienie, to dary właśnie łąk, pól i przydrożnych krzewów.

Widzicie te gałązki? To baza stroika


Poodcinałam wszystkie boczne, drobne gałązki, z których zrobiłam mały wianuszek:


Do bazy przykleiłam gąbkę florystyczną i ... dałam się ponieść:



Efekt końcowy? Proszę bardzo:






 Koszt?
- 12 sztucznych kalii (z czego do stroika zużyłam tylko 3, do wazonu 5, a 4 zostały może na drugi rok): 50 zł (swoją drogą to niewyobrażalne, żeby sztuczne kwiaty były tak drogie...)
- gąbka florystyczna: 4 zł
- filcowy sznurek: 6 zł

Myślę, że nigdzie nie kupiłabym stroika o długości ok. 90 cm w tym stylu w cenie 60 zł. Zresztą, nie chodzi o pieniądze i przelicytowywanie się, ile kto wydał. Chodzi o pamięć i chwilę refleksji nad życiem. W tym wyjątkowym dniu przystańmy, pomyślmy chwilę i ... cieszmy się obecnością tych ludzi, których wciąż jeszcze mamy wokół siebie. Nie gońmy ślepo w wyścigu szczurów. Szkoda na to życia. Jak to mówią: "Carpe diem", bo nigdy nie wiesz, co będzie jutro...

Marta