poniedziałek, 9 grudnia 2019

Prezenty na Boże Narodzenie dla dzieci - przemyślane, sensowne podarunki na każdą kieszeń

Wielkimi krokami zbliża się Boże Narodzenie, a wraz z nim coś, czego bardzo nie lubię: zakupowe szaleństwo. Na samą myśl, że miałabym brać w nim czynny udział, robi mi się gorąco. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo lubię tradycję obdarowywania się prezentami. Dodam jednak, że nie muszą one być drogie i wyszukane. Do dziś z rozrzewnieniem patrzę na  drewniane świeczniki, które znalazłam pod choinką kilka lat temu, a które na prośbę moich rodziców i męża wytoczył nasz sąsiad... Takie prezenty są wartością samą w sobie - mimo, że ich koszt nie był szczególnie wygórowany. Drugą oczywistością jest, że najcenniejsze, co możemy bliskim podarować w tych dniach, to nasz czas i uwaga. Tych kilka dni w roku, gdy nareszcie możemy trochę zwolnić, są doskonałą okazją, by nadrobić wszelkie zaległości rzutujące na wzajemne relacje. Szczerze mówiąc, czekam na te dni jak na zbawienie, licząc na to, że będą dla nas podsumowaniem i zakończeniem tego trudnego roku - byśmy w 2020 mogli wejść z czystą kartą i nowymi siłami.


Nie jestem zwolenniczką bezrefleksyjnego kupowania, czym jednak byłyby święta Bożego Narodzenia bez choinki i prezentów? Mimo mojej niechęci do nadmiernego konsumpcjonizmu, który opanował cały świat - nie chcę odbierać mojemu dziecku magii świąt. Doskonale pamiętam własną radość z prezentów znalezionych pod choinką - i chciałabym, aby takie wspomnienia zachował również nasz syn.

Nie znaczy to jednak, że w tym okresie dopuszczam każdy zabawkowy zakup. Zdecydowanie nie! Jestem przeciwniczką plastikowych, grająco - jeżdżących potworków, które w żaden sposób nie rozwijają kreatywności dziecka, nie wspomagają jego rozwoju emocjonalnego ani fizycznego. Wolę zabawki, które wymagają od dziecka myślenia. Nie wspomnę, że uwielbiam zabawki drewniane (pisałam o nich nawet post >TUTAJ< - i treści w nim zawarte są nadal aktualne) i jeśli tylko mogę, to wybieram właśnie takie. Ponadto nie kupuję ponad stan. Jeśli wiem, że nie mogę sobie na coś pozwolić, to zwyczajnie tego nie kupuję.


Ten rok jest dla nas wyjątkowy: wyjątkowo trudny, obfitujący w trudne emocje, ciężki fizycznie, psychicznie i finansowo. Będzie to miało odzwierciedlenie w prezentach, które znajdą się w tym roku pod choinką: dorośli będą musieli zadowolić się drobnostkami (poza tym nie ma u nas świąt bez skarpetek pod choinką! :D), a nasz syn prawdopodobnie dostanie od nas coś praktycznego, zaś zabawki - od pozostałej części rodziny.

Prezenty dla dzieci na Boże Narodzenie

Internet daje nam nieograniczone morze możliwości - od nas tylko (a właściwie od naszej fantazji, ale przede wszystkim zasobności portfela) zależy, co wybierzemy. Szukając inspiracji prezentowych, znalazłam mnóstwo pomysłów, co kupić dziecku pod choinkę. Chciałabym je tu zebrać, by mieć ściągę na przyszłe lata - a może i Was uda mi się zainspirować...  Prezent pod choinkę nie musi być wcale drogi. Przykładowo - jeśli dziecko lubi układać puzzle, to zdecydowanie lepiej wybrać zestaw puzzli niż np. konsolę do gry. Ich wspólne układanie to doskonały sposób, by rodzinnie spędzić czas. I ten właśnie czas będzie dla dziecka najwspanialszym świątecznym wspomnieniem.

Dziś chciałam więc podzielić się z Wami pomysłami na to, co kupić dziecku pod choinkę. Stworzony przez mnie prezentownik to rzeczy, które bez wahania kupiłabym swojemu synowi - są przemyślane, uniwersalne, sensowne i dostosowane do różnych możliwości finansowych:

Pomysły na prezent dla dziecka: 





1. Gra logiczna drewniana Goki Master Mind.
Kombinacja "logiczna" i "drewniana" to w moich oczach zestawienie idealne. To moja prezentowa inspiracja na "później".

2. Poduszka przytulanka królik Bizzi Growin Rabbit Cushion Little Dreamer

3. Drewniana skrzynka z narzędziami

4. Gra logiczna Coggy Fat Brain Toys

5. Hulajnoga Indiana R5

6. Janod Magnetibook

7. Hape kulodrom drewniany (fluorescencyjny, świecący) - kosmiczne miasto
Traf chciał, że mamy ten kulodrom w domu. Nigdy w życiu nie kupilibyśmy go w cenie regularnej, która dla nas była aktualnie nie do zaakceptowania. Udało nam się jednak znaleźć tę zabawkę w bardzo, bardzo atrakcyjnej cenie w stosunku do ceny wyjściowej i tym sposobem kulodrom Hape stał się  prezentem urodzinowym dla naszego syna. Trochę się obawiałam stosunku jakości do ceny - ale nie było czego. Miałam też wątpliwości, czy będzie w stanie zająć naszego hajnida na dłużej niż 5 minut - a tu niespodzianka! Ten kulodrom naprawdę jest w stanie go zatrzymac na dobrą chwilę: widzę, że autentycznie sprawia mu radochę odpowiednie układanie klocków i obserwowanie ruchu kulki... Sama muszę przyznać, że jest w tym coś hipnotyzującego... Także tak, z czystym sumieniem mogę polecić!

8. Kulodrom Quercetti Migoga elevator
Tego kulodromu niestety nie miałam okazji obejrzeć na żywo, mamy natomiast w domu koła zębate marki Quercetti i uważam, że też są doskonałą zabawką. Podobnie jak kulodrom Hape, wymagają logicznego myślenia i poszukiwania sensownych rozwiązań technologicznych i konstrukcyjnych.

9. Latarka i świecące kulki (kulodrom)
Moja refleksja jest taka: za drogo! Jak na malutką latarkę i kilka fluorescencyjnych kulek to cena jest zdecydowanie przesadzona. Dlaczego więc ta pozycja znalazła się w zestawieniu? Bo sam pomysł wydaje mi się fajny: latarki są lubiane chyba przez wszystkie dzieci, natomiast fluorescencyjne kulki to frajda sama w sobie. Część kulek dołączonych do naszego kulodromu Hape jest również fluorescencyjna i spośród wszystkich dostępnych w zestawie to właśnie te są najczęściej używane. Nic dziwnego: obserwowanie w półmroku poruszającej się po torze kulki jest fascynujące!

10. Brelok, breloczek odblaskowy dla dzieci uniwersalny
Niby nic, drobiazg - a jaki przydatny!

11. Sanki Davo składane
Idealny prezent na zimę. Pod warunkiem, że jest śnieg.

12. Plecak szkolny, przedszkolny, wycieczkowy dla dziecka Tots (wiewiórka)



13.Pościel żółw (Nogistonogi) 

14. Smartwatch lokalizacyjny KidPhone 2

15. Puzzle warstwowe 4 pory roku

16. Rolki 2w1 worker łyżworolki łyżwy Naare

17. Puzzle alfabet CzuCzu 48 elementów

18. Viga dwustronna tablica do rysowania - średnia

19. Namiot tipi ("Szara skłonność")

20. Viga gra zręcznościowa rzut do celu

21. Worek sako Italpouf

22. Szczoteczka Philips sonicare for kids
Już od dłuższego czasu myślimy, by to właśnie szczoteczka soniczna znalazła się wśród prezentów dla naszego pierworodnego pod choinką. Ze względu na przyjmowane leki, musimy szczególnie dbać o jego zęby i myślę, że taka szczoteczka znacząco ułatwiłaby jemu i nam odpowiednią pielęgnację jamy ustnej.

23. Vogel tablet graficzny
To kolejny z prezentów, jakie znajdą się u nas pod choinką w tym roku. Nasz przedszkolak przeżywa właśnie fazę fascynacji literami i pasjami układa słowa, zapełniając kartkę za kartką - a mi krwawi serce. Próbowaliśmy rozwiązać problem za pomocą magnetycznego znikopisu, ale to nie było dobre rozwiązanie, bo litery mu się rozmywały, co wywoływało niemałą irytację. Spróbujemy więc z tym. Jeśli u niego się nie sprawdzi, to ja z pewnością zrobię z niego użytek.

24. Viga układanka panel ścienny alfabet 
To coś, co bardzo mnie przekonuje: nauka alfabetu w połączeniu z logicznym myśleniem wydaje mi się strzałem w dziesiątkę! Szkoda tylko, że nie mamy do wyboru również opcji z drukowanymi literami - choć ten "problem" jest akurat do przeskoczenia... Ale tak poza tym - uważam, że to prezent pierwsza klasa!



Do napisania
Marta

środa, 4 grudnia 2019

DOMOWE POTYCZKI: Nowe okna w starym domu

Z cyklu: nie znam się, to się wypowiem :)

Remont starego domu wiąże się nierozerwalnie z wymianą stolarki okiennej. Nasze stare okna - choć cudownie dopasowane do stylistyki Starego Domu, nie były jednak szczytem moich marzeń.

Cóż z tego, że urokliwe, sielskie, dodające klimatu całemu budynkowi i wnętrzom.... O tak, klimatu to one dodawały: arktycznego zimą :) Uwierzcie mi, szczytem zaawansowania technologicznego to one nie były. Nieszczelne bardzo - zimą sprzyjały szybkiemu wychładzaniu się pomieszczeń, a latem raczej nie chroniły przed upałami. Z racji ich stanu nawet mi do głowy nie przyszło, by je odrestaurowywać - nie były tego warte, po prostu.



Nie pozostało nic innego, jak zamówić nowe. Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, jakie wybrać okna do Starego Domu: świadomie zdecydowaliśmy się na okna plastikowe, ale za to bardzo dobrej jakości, które posłużą nam przez wiele lat. Nowe okna do Starego Domu miały być więc przede wszystkim szczelne i estetyczne. Wersje, jak mają wyglądać były dwie. Pierwotna opcja zakładała, że cała stolarka utrzymana będzie w kolorystyce typu "dąb winchester". I być może tak by się to skończyło, gdyby nie przeciągający się w czasie remont. Z czasem widziałam coraz więcej inspirujących zdjęć, które przedstawiały zgoła inne aranżacje okienne. Chociaż nie, tu powinnam sprostować: po prostu do głosu doszło serce, które zawsze było zagłuszane przez rozum - ten bowiem podpowiadał, że kolor winchester będzie łatwiejszy do utrzymania w czystości. Serce zaś zawsze lgnęło do ciemnych, czarnych wręcz, ram okiennych. Ostatecznie stanęło na kolorze antracytowym. Przez długi czas kusiły mnie również szprosy - takie, które dodałyby naszym oknom lekko industrialnego charakteru, ale powstrzymałam się przed ich zamówieniem. Doszłam do wniosku, że jak się uprę, to w przyszłości znajdę jakiś sposób, by je dorobić. Pytanie "jak?" pozostanie wtedy jedynie kwestią przemyślenia.





Z racji wielkości okna od frontu są dwuskrzydłowe - dzielone w połowie. I tutaj ciekawostka, o której ja nie wiedziałam: okazało się, że istnieje możliwość zamówienia okien dzielonych w połowie, ale z ruchomym słupkiem. Dla tradycjonalistów to jedyna słuszna opcja, by porządnie przewietrzyć pościel :) My jednak kierowaliśmy się innym argumentem: mając w głowie wizję wnoszenia w przyszłości dużego narożnika do domu (rozmyślania na jego temat snułam w jednym z poprzednich postów, o TU), obawialiśmy się, że może się on nie zmieścić w przejściu. Woleliśmy sobie zostawić jakieś alternatywne wyjście (lub też właściwie "wejście" :D)

Zdecydowaliśmy się na zakup w firmie Ewan z siedzibą w Brzegu - ze swej strony mogę serdecznie zarekomendować. Współpraca z nimi układała się wzorowo: od pomiaru, poprzez fachowe doradztwo, na montażu okien skończywszy. Z czystym sercem i zupełnie bezinteresownie mogę polecić :)


Poza kolorem i wyglądem zewnętrznym (i wewnętrznym, rzecz jasna) - niewiele wiedziałam na temat okien. O ile stolarka meblowa nie ma przede mną tajemnic, o tyle okienna to jakaś czarna magia :) Ograniczyliśmy się więc tylko do odpowiedzi na bardzo ogólnikowe pytania - całą resztę powierzając fachowcom - niech robią to, na czym się znają najlepiej.

Ustaliliśmy więc kierunek otwierania okien, ich kolorystykę (jednakową z zewnątrz i wewnątrz budynku), sposób otwierania żaluzji, wygląd klamki (klamka medos, o prostym, geometrycznym kształcie) i ilość szyb... Wybierając nowe okna bazowaliśmy również na starych otworach okiennych - nie zmienialiśmy ich proporcji, by nie zaburzyć wyglądu budynku. Wymiana okien w Starym Domu wiązała się z pewnymi dodatkowymi robotami budowlanymi: tu i ówdzie trzeba było coś podkuć, tu i ówdzie podmurować. To właściwie tyle - a pierwsze efekty możecie zobaczyć na zdjęciach. Teraz, gdy wszystkie otwory są już w miarę szczelnie pozamykane, możemy powoli przystąpić do prac wewnątrz domu, z którymi powstrzymywaliśmy się do momentu montażu nowych okien. Stare nie dość, że były nieszczelne, to również niezbyt dobrze chroniły przed intruzami z zewnątrz.

To dopiero początek, a jeszcze tyyyle przed nami... Ale cieszę się strasznie, bo za nami kolejny, bardzo widoczny etap prac.

Do usłyszenia z placu boju
Marta

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Za oknem mrok

Za oknem mrok - taki, że przenika moją duszę na wskroś. I tylko migotliwe światło świecy przypomina mi, że gdzieś tam, na dnie serca, tli się jeszcze iskierka nadziei. Ta iskierka, która jest ostoją dla mojej duszy i nie pozwala mi całkowicie się poddać.

Rozpoczął się adwent. Czas oczekiwania i nadziei. Z każdym dniem coraz bardziej wierzę że może rzeczywiście jakoś się ułoży. Nie mam innego wyjścia - nie zwykłam składać broni i poddawać się zbyt szybko. Tę nadzieję dzień w dzień umacniają we mnie najbliżsi - to oni dają mi siłę do dalszej nierównej walki z rzeczywistością.


Adwent - chciałabym, by był czasem refleksji, odpoczynku i ukojenia. Wiem jednak, że żadna z tych rzeczy nie będzie mi dana. To będzie czas dalszej walki, łez, pracy i zwątpienia - ale jednak pierwszy raz od dłuższego czasu wierzę, że zła passa się w końcu odwróci. Głęboko w to wierzę. Chcę wierzyć.


Na naszym stole nie mogło zabraknąć tego, co namacalnie symbolizuje czas oczekiwania na święta Bożego Narodzenia: nasz stroik adwentowy to już tradycja. Nie śmiem go nazywać wieńcem (dlaczego? Pisałam o tym TUTAJ :D) - jednak nazewnictwo nie jest tu ważne. Najważniejsza jest symbolika, która utwierdza mnie w przekonaniu, że nadzieja zawsze umiera ostatnia, a na końcu trudnych czasów, pełnych zwątpienia i łez, następuje zawsze szczęśliwe rozwiązanie.


Jak co roku (>>TUTAJ<< najdroższy stroik adwentowy w mojej karierze z 2017, a >>TU<< z 2018 roku), nasz stroik jest bardzo naturalny, zrobiony z tego, co pod ręką. Przyznam, że poszłam w tym roku na łatwiznę: z premedytacją wykorzystałam praktycznie wszystko to, co w zeszłym roku - z tą różnicą, że tym razem bazą nie jest osłonka na doniczkę, a stara, staruteńka wręcz skrzynka, którą znaleźliśmy w naszym Starym Domu. To, że nie jest obrośnięta pajęczynami, zawdzięczam mojemu synowi, który latem koniecznie chciał ją pomalować. Nie powiem, żeby jej kolor i wykończenie mnie zachwycały, ale jako baza do naturalnego stroika adwentowego pasuje doskonale. Poza tym, zawsze to +100 do dumy dla Młodocianego, że matka doceniła jego pracę :) Oczywiście - jak zawsze - w użytku są nasze sztuczne świeczki. Do znudzenia będę powtarzać, że jak nie jestem fanką sztuczności, tak tutaj względy bezpieczeństwa biorą górę. 


Głęboko ufam, że z każdą zapalaną świecą, nasza nadzieja będzie coraz silniejsza, a Święta pozwolą nam w końcu znaleźć ukojenie duszy i ciała. 

Z ciepłymi pozdrowieniami
Marta

czwartek, 28 listopada 2019

Pomidorowa zupa krem z ciecierzycą

Są takie dni, kiedy potrzebujesz ukojenia - gdy czujesz, że jedynym miejscem, w którym teraz chcesz być, jest Twój dom. Te mroczne listopadowe dni, gdy cały świat Ci nie sprzyja, a jedynym sprzymierzeńcem jest talerz dobrej, rozgrzewającej zupy. Przez wszystkie nasze perypetie, które ostatnio mącą nasz spokój, potrzeba mi było choć jednego spokojnego dnia, gdy jedynym moim zmartwieniem był brak pomysłu na obiad. Nie musiałam się jednak długo zastanawiać: szybki przegląd szafek uświadomił mi, że mam prawie wszystko, by ugotować ekspresową zupę pomidorową - przepis na nią znalazłam na blogu Home On The Hill.


Ten przepis na zupę pomidorową jest banalnie prosty i nie wymaga użycia wymyślnych składników. Wprost przeciwnie: wszystkie ingrediencje z dużą dozą prawdopodobieństwa masz w swojej szafce, a jeśli nie - to kupisz je bez problemu w najbliższym sklepie.
Pomidorowa zupa - krem jest świetną opcją zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. To pomysł na szybki obiad zawsze wtedy, gdy nie masz czasu ani ochoty, by gotować, ale marzy Ci się taki domowy "comfort food". Podrasowana przyprawioną, chrupiącą ciecierzycą, posypana solidną porcją pietruszki (i zaznaczam, że mówię to ja, która ma awersję do pietruszki!) - to naprawdę niebo w gębie.


Ta zupa pomidorowa była u mnie wynikiem czyszczenia szafek i wymagała pewnych kompromisów: zamiast batatów dodałam zwykłe, swojskie ziemniaki, a zupę zamiast serkiem mascarpone zabieliłam śmietaną. Już ta wersja bardzo przypadła mi do gustu, ale wydaje mi się, że przy zastosowaniu oryginalnych składników - to byłby dopiero sztos!


Pomidorowa zupa - krem z ciecierzycą


Składniki (na 4 porcje):
- 1 puszka pomidorów
- 400ml passaty pomidorowej
- 400ml wody
- 2 średnie cebule
- 1 mały batat (nie miałam, dałam 2 małe ziemniaki)
- 1 ząbek czosnku
- 100g serka mascarpone
- 1 szklanka gotowanej ciecierzycy (dałam z puszki)
- sól, pieprz, papryka słodka mielona, czosnek granulowany
- tarty parmezan do posypania (pominęłam)
- pietruszka do posypania
- 1 łyżka masła
- oliwa

Sposób wykonania:

Cebulę pokroić w piórka, przełożyć do garnka i dusić na małym ogniu z masłem przez 20 minut. Następnie doprawić 1 łyżeczką soli, 1 łyżeczką papryki, 1 łyżeczką czosnku i połową łyżeczki pieprzu. Przesmażyć przez 2 minuty. Dodać 400 ml wody, pomidory z puszki, passatę, posiekany ząbek czosnku i pokrojonego w kostkę batata (lub ziemniaki). Gotować przez 25 minut na średnim ogniu pod przykryciem.

W międzyczasie przygotować ciecierzycę: odsączyć na sitku z zalewy i przepłukać zimną wodą, aż przestanie się pienić. Przełożyć na rozgrzaną patelnie i odparować z wody. Dodać odrobinę oliwy i smażyć przez 5 minut, aż się zarumieni. Doprawić szczyptą soli, pieprzu, papryki i czosnku. Zdjąć z ognia.

Gdy bataty/ziemniaki będą miękkie, dodać serek mascarpone i zmiksować na gładki krem (ja zabieliłam śmietaną, hartując ją uprzednio odrobiną gorącej zupy). Sprawdzić smak i w razie potrzeby doprawić.

Przelać do talerzy, posypać natką pietruszki, wyłożyć ciecierzycę i zetrzeć ser.

Smacznego
Marta