Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 stycznia 2021

Jak zaplanować remont łazienki. Projektowanie łazienki krok po kroku

Prace w naszym starym domu powoli posuwają się naprzód. W tej chwili są na tyle zaawansowane, że spod warstw kurzu zaczynają wyłaniać się poszczególne pomieszczenia. Widać już, gdzie będzie salon, gdzie kuchnia, a gdzie łazienka. Ta ostatnia była przez nas zaprojektowana najwcześniej i - o dziwo! - wersja ostateczna nie odbiega znacząco od pierwowzoru!

Dla wielu osób remont łazienki jawi się jako koszmar. Nic dziwnego: ogrom prac, jakich wymaga to niewielkie zazwyczaj pomieszczenie rzeczywiście może przerażać. Jeśli doliczyć do tego jej wyłączenie (choćby tylko krótkotrwałe, ale jednak!) z użytku codziennego i koszt całego przedsięwzięcia, to rzeczywiście robi się z tego niezły majdan. Do remontu łazienki warto się więc solidnie przygotować, aby z każdej sytuacji mieć jakieś wyjście awaryjne.

Projekt łazienki - pierwowzór

Projektowanie łazienki krok po kroku.

Samodzielne projektowanie łazienki nie jest może najprostsze, ale nie jest również niemożliwe. Jeśli planujesz samodzielnie zaprojektować lub zaplanować remont łazienki, miej na uwadze kilka ważnych kwestii.

1. Planując jakiekolwiek prace w obrębie łazienki, w pierwszej kolejności skonsultuj się z wykwalifikowanym hydraulikiem. Zapytaj go o wszystkie możliwe warianty, sprawdź, czy Twoje pomysły da się zrealizować. przedstaw mu swoje wizje i skonfrontuj z rzeczywistymi możliwościami i ograniczeniami technicznymi. 

2. Jeśli zamierzasz przenosić którykolwiek ze sprzętów łazienkowych w inne miejsce, zapytaj, czy na pewno jest to możliwe. Warto przy tym wziąć pod uwagę zdanie kilku fachowców - you know what I mean ;)

3. Jeśli planujesz wymianę sprzętów, pierwszą rzeczą, jaką musisz zrobić jest dokładne wymierzenie pomieszczenia. Warto również zrobić dokumentację fotograficzną - ułatwi Ci to planowanie i zakup wyposażenia (zdjęcia przydają się zwłaszcza podczas zakupów w sklepie, gdy masz wątpliwości np. co do lokalizacji gniazdek elektrycznych, rur etc.)

4. Jeśli masz taką możliwość, spróbuj wykonać projekt łazienki w którymś z darmowych programów do projektowania. Da Ci to pewien obraz, czy Twoja wizja przestrzeń rzeczywiście będzie dobrze wyglądała w rzeczywistości. Jeśli nie masz takiej smykałki, nie masz czasu lub ochoty, możesz też zlecić wykonanie prostej wizualizacji osobie wykwalifikowanej. Proste wizualizacje, bez wymiarowania i trzymania się szczegółów 1:1 to koszt rzędu 200zł. 

5. Planując łazienkę, uwzględnij ważne wytyczne dotyczące ergonomicznego i bezpiecznego usytuowania sprzętów. Postaraj się zachować niezbędne odległości między nimi - to nie tylko kwestia estetyki i wygody, ale przede wszystkim bezpieczeństwa. Jeśli planujesz w swojej łazience meble na wymiar, warto, byś skonsultował się ze stolarzem jeszcze przed rozpoczęciem remontu. Niektórzy stolarze w ramach swojej usługi oferują nie tylko wykonanie mebli, ale też doradztwo czy nawet wykonanie wizualizacji wnętrza - taką kompleksową usługę ma w swojej ofercie np. meblesoledo.pl (stolarz Opole i okolice). 

6. Wykonany wcześniej pomiar pomieszczenia pozwoli Ci zaplanować zakupy. Dzięki niemu ustalisz, ile płytek ściennych i podłogowych będziesz potrzebować, ile farby masz kupić, czy też jak duży brodzik lub wanna zmieści się w Twojej łazience.

7. Zdecyduj, czy chcesz mieć umywalkę nablatową czy wpuszczaną. Za wyborem umywalki idzie z kolei wybór odpowiedniej baterii. Zaplanuj, czy chcesz tylko toaletę, czy toaletę i bidet. A może toaletę myjącą? Opcji jest mnóstwo. Odpowiedz sobie na pytanie, czy preferujesz szybki prysznic, czy kąpiel w wannie - od tego i od możliwości lokalowych będzie uzależniony Twój wybór. 

8. Zaplanuj kolorystykę, pamiętając, że ciemne barwy optycznie pomniejszają pomieszczenie, a jasne powiększają. Efekt powiększenia dają również powierzchnie lustrzane. Jeśli planujesz duże lustro, warto, byś pomyślał o macie grzewczej, która zapobiegnie parowaniu tafli lustra, gdy w łazience unosić się będzie para wodna od gorącego strumienia wody.


Remont łazienki w starym domu - postęp prac

Dzięki temu, że nasz remont wykonujemy w większości samodzielnie, jesteśmy praktycznie niezależni i możemy zrobić wszystko po swojemu. Dla przypomnienia: łazienkę przenosiliśmy z innego miejsca domu - dzięki odpowiednio wczesnej konsultacji z hydraulikiem, udało się to zrobić bez żadnego problemu. Zaplanowaliśmy (patrz pierwsza grafika - to nasz pierwowzór projektu łazienki, który ostatecznie realizujemy) subtelnie wydzieloną toaletę i prysznic bez brodzika, a także długi blat i duuuże lustro, dzięki czemu w końcu ustaną poranne spory o to, kto ma się pierwszy szykować do wyjścia :) Płytki - takie same w całym domu - powtarzają się również na podłodze i ścianach w łazience. Tylko na jednej ścianie zdecydowaliśmy się na bardzo ciemne płytki, które stanowią świetny kontrast dla pozostałych, jasnych powierzchni. Całość uzupełnią drewniane drzwi przesuwne, które będą stanowić przysłonę dla osoby korzystającej z toalety lub osłonę zapobiegającą rozchlapywanie wody w czasie korzystania z części prysznicowej. Nie zapominajmy również o grzejniku - drabince prysznicowej, który był moją jedyną fanaberią w czasie całego tego remontu. 

Wszystko bardzo prosto, skromnie, bez nadęcia. Tworzymy sobie bazę, którą będziemy umieli łatwo uzupełniać i podkręcać różnymi dodatkami - w zależności od aktualnych preferencji. 

Tymczasem podaję Wam propozycje elementów wykończeniowych, które pasowałyby do stylu naszej łazienki.  Bierzcie i częstujcie się: 














Uciekam dalej w swoją remontową rzeczywistość, a wy działajcie! Zmieniajcie swoje otoczenie, by było ładne i przytulne - w czasach lockdownu i pracy zdalnej to przecież miejsce, gdzie spędzacie większość swojego czasu. Sprawcie, by otaczało Was piękno - bo czemu nie?

Do napisania

Marta

poniedziałek, 25 maja 2020

Inspiracje prezentowe na Dzień Matki

Mama... 

Jest zawsze obok. 
Wspiera w trudnych chwilach. 
Podtrzymuje na duchu, kiedy mam momenty zwątpienia. 
Podaje pomocną dłoń, gdy trzeba - a ostatnio trzeba często. 
Nieważne, jaką formę przybiera ta pomoc - wiem, że mama zawsze jest przy mnie. 

I choć jako introwertyk bardzo chronię swoją strefę prywatną, to jednak wiem, że na mamę zawsze mogę liczyć. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie odwdzięczyć się jej za wszystko, co dla mnie zrobiła. No kocham ją, po prostu - choć zdecydowanie za rzadko jej o tym mówię. 

W tym roku - wyjątkowo - ten dzień spędzimy inaczej. Zresztą ten rok w ogólnym rozrachunku jest cały inny, więc niewielkie odstępstwo od corocznej rutyny nie powinno nikogo dziwić. Mieszkamy jeszcze razem, więc na pewno będzie wspólne ciasto i kawa (dla chętnych), ale nie będzie wyszukanych prezentów, bo tegoroczne priorytety są skierowane w inne rejony naszych działań. 
Planowałam zrobić jakiś prezent własnoręcznie, nawet miałam plan - ale wiem już, że choćbym stawała na rzęsach, to i tak nie zdążę. Pozostają mi więc z serca płynące życzenia i przygotowanie pysznej kawy - a Wam chciałam pokazać inspiracje prezentowe na Dzień Matki: tegoroczny lub każdy następny.




8. Kolczyki Skagen 
11. BIO Pomadka ochronna do ust 2w1 Gracja, 5g

16. Pudełko na biżuterię Stackers 


Częstujcie się moimi prezentowymi pomysłami, korzystajcie z gotowych podpowiedzi, czerpcie z nich inspirację, ale niech prezenty nie przesłonią Wam prawdziwej wartości i istoty tego wyjątkowego dnia. Cudownego Dnia Matki!

Marta

poniedziałek, 4 maja 2020

Syngonium "White Butterfly". Zroślicha - pielęgnacja i uprawa.

Od ostatniego posta dotyczącego moich roślin domowych (TUTAJ) sytuacja odrobinę się zmieniła. Doszły nowe egzemplarze, a stan starych znacząco się poprawił. Pewnie niebagatelny wpływ na to miała zmiana pory roku: zima dała moim kwiatom w kość, ale dziś widzę, że odradzają się bardzo żwawo. I choć stan np. jednego z moich starców Rowleya wciąż woła o pomstę do nieba, to i tak widzę, że proces niszczenia się zatrzymał. Cieszy mnie to bardzo, bo uważam, że dom bez kwiatów jest pusty i mało przytulny. Każda strata rośliny domowej wywołuje więc u mnie prawdziwy ból serca. 


Wraz z nadejściem wiosny mój kwiatozbiór powiększył się jednak niespodziewanie o kilka nowych okazów. Przybył mi patyczak (taki w cienkimi odnóżkami, jak w TYM wpisie). Zobaczymy, jak sobie z nim poradzę, bo poprzedni egzemplarz najpierw był bezproblemowy, później przestaliśmy się dogadywać, a teraz znów rośnie jak szalony. Zaczynam podejrzewać, że nasz etap niezrozumienia przypadł na okres zimowy i jego spadek formy niekoniecznie był skutkiem mojego niedopatrzenia. Nie pozostaje mi nic innego, jak obserwować oba egzemplarze. Czas pokaże, czy jesteśmy sobie pisani. 

Kolejną rośliną jest pieniążek, czyli popularna pilea. Jej pojawienie się u mnie w domu to efekt wymiany roślin na fb. Napiszę o tym w jednym z przyszłych wpisów. 

Las but not least: syngonium, czyli bardziej swojsko zroślicha. Nabyta w drodze kupna podczas zakupów budowlanych w Leroy Merlin. Pod względem wymagań zupełnie niedopasowana do moich preferencji, ale cena i uroda rośliny nie pozwoliły mi przejść obok niej obojętnie. Zakupy roślin w marketach budowlanych to również temat - rzeka, który zasługuje na osobny wpis. 


Ponadto wraz z nadejściem wiosny wzięłam w obroty moje sansewierie, które wymagały odrobiny uwagi i troski: przesadziłam je do świeżej ziemi, rozdzielając zbyt rozrośnięte egzemplarze. Tym sposobem mam w tej chwili 5 doniczek wężownicy - sporo, ale w perspektywie przeprowadzki do ogromnego Starego Domu to wcale nie jest tak dużo. 

Kusi mnie również próba rozmnożenia starca Rowleya. Niekoniecznie dlatego, żeby mieć więcej kwiatów, ale żeby trochę optycznie wyrównać wygląd moich dwóch egzemplarzy, z których jeden jest prawie łysy, a drugi to nieokiełznany busz.

Syngonium - wymagania, pielęgnacja i uprawa


Aktualnie wśród moich kwiatów doniczkowych egzemplarzem wymagającym największej troski wydaje się być syngonium. To roślina, która wymaga żyznego, przepuszczalnego i stale wilgotnego podłoża, jak również wilgotnego powietrza. Wydaje mi się, że zroślicha świetnie będzie się czuła w bliskim sąsiedztwie naszego nawilżacza powietrza (TUTAJ pisałam o tym, jaki nawilżacz powietrza wybraliśmy dla nas i dlaczego). To pnącze, które potrzebuje podpór - chociaż gdzieś przeczytałam, że doskonale sprawdzi się również jako roślina wisząca. Preferuje dobrze oświetlone, ale nie bezpośrednio nasłonecznione stanowiska. Z tego, co zdołałam ustalić, mój egzemplarz to chyba gatunek "White Butterfly". Ozdobą roślin są głównie liście - kwiaty nie są zbyt okazałe ani szczególnie ozdobne. Zroślicha nie lubi przeciągów i preferuje temperaturę około 24 stopni Celsjusza. Wymaga również intensywnego podlewania w okresie wzrostu, a od kwietnia do sierpnia nawożenia nawozem dla roślin doniczkowych. Jak widać, ma spore wymagania - czas pokaże, jak długo będzie mi dane się nią nacieszyć. 

Do następnego
Marta

piątek, 17 kwietnia 2020

DOMOWE POTYCZKI #9: Ogród w starym domu. Co zaplanowaliśmy? Co zrobiliśmy?


Jestem istotą wiejską – nie potrafiłabym się odnaleźć w miejskiej dżungli i tam żyć. Dziś zresztą chyba każdemu dom na wsi otoczony ogrodem jawi się jako raj na ziemi. Na wsi przymusowa izolacja nie jest bowiem tak dokuczliwa jak w mieście. Każdego dnia coraz bardziej doceniam to, że mogę wyjść na dwór, wystawić twarz do słońca i poczuć wiatr we włosach.


Bo tego, z czym przyszło nam się dziś mierzyć – nie przewidział chyba nikt. Nawet najbardziej wybujała wyobraźnia nie potrafiłaby wymyślić tego scenariusza, którego zakończenia – to chyba najgorsze – nie da się przewidzieć. Dziś więc moim największym zmartwieniem nie jest konieczność odseparowania się od społeczeństwa, a strach o bliskich. Martwię się każdego dnia, gdy żegnam się z rodzicami idącymi do pracy, umieram ze strachu całując męża na pożegnanie. Tak po ludzku – zwyczajnie się o nich boję. Również niepewność jutra i szybko topniejące oszczędności spędzają mi sen z powiek. Za nami trudny rok i jeszcze 2 miesiące temu wydawało się, że najgorsze już za nami, tymczasem to dopiero był przedsmak. Marne pocieszenie, że w tym bagnie nie jesteśmy sami i tak naprawdę wszyscy toniemy. Pomijając już fakt, że martwię się o byt naszej firmy, to szczerze współczuję również innym, których ta sytuacja dotknęła. Widzę, jak wszyscy starają się ratować swoje biznesy i jakoś przetrwać ten trudny czas. Bardzo podoba mi się inicjatywa wspierania polskich (a przede wszystkim lokalnych) przedsiębiorców, którzy starają się jakoś przystosować do zaistniałej rzeczywistości. Całym sercem wspieram więc akcję #niepozwolecisiezamknac. Wśród tych, którym kibicuję szczególnie mocno, znalazła się między innymi moja ulubiona Pracownia Florystyki, która dla bezpieczeństwa swojego i swoich klientów zamknęła swoje drzwi już jakiś czas temu. Cały czas jednak istnieje możliwość zakupów online, z której i ja zamierzam za jakiś czas skorzystać – polecam ją Waszej uwadze. Zerknijcie na ich profil na fb, IG lub na Allegro.


Nie jest tajemnicą, że mój mąż też prowadzi działalność gospodarczą i nas również bezpośrednio dotyka zaistniała sytuacja. Jako mikroprzedsiębiorcy jesteśmy częścią rodzimej gospodarki, która traktowana jest jako zło konieczne, chwast pośród kwiecistej łąki sektora przedsiębiorstw państwowych. Dziś więc moje przerażenie pandemią miesza się z pustym śmiechem  w odpowiedzi na pseudopomoc dla polskiej gospodarki. I nic więcej nie powiem, bo byłaby to wysoce niecenzuralna wypowiedź. Jeśli jeszcze posłuchać, jak traktowani są przedsiębiorcy w innych krajach – to już w ogóle płakać się chce z bezsilności, bezradności, zazdrości i złości. Unikamy więc słuchania propagandowych bajek, którymi raczy nas góra, a żeby oderwać się od złych myśli, staram się czymś zająć ręce. Najczęściej to ogród: wszak znane jest powiedzenie, że trzeba ubrudzić ręce, by oczyścić umysł. Coś w tym jest. Równolegle z remontem domu powstaje więc namiastka naszego ogrodu – bardzo niskobudżetowa, bo to nie jest w chwili obecnej priorytet.  Możliwość pogrzebania w ziemi pozwala jednak uwolnić głowę od natrętnych myśli, które krążą wciąż i nieustannie. Obmyślanie planu jednego niewielkiego fragmentu ogrodu stało się teraz moją odskocznią od smutnej rzeczywistości.

Kiedy tylko mogę uciekam do tego mojego kawałka ziemi. Podziwiam cudowne szafirki, które trzy tygodnie temu pieczołowicie przesadzałam, ratując przed niechybnym zniszczeniem, z zachwytem patrzę na soczystą zieleń świeżych listków, obserwuję, czy zasadzone przez nas kłącze gipsówki obudzi się do życia…


Nasz przydomowy ogród przy Starym Domu będzie się docelowo składał z trzech części i będą to: 

- część "reprezentacyjna" - usytuowana bezpośrednio przed domem. Ta część ogrodu ma być po prostu ładna: ma przyciągać wzrok, zapraszać do wejścia i być wizytówką naszego domu.

- część "relaksacyjna", umieszczona w części działki zwanej przeze mnie roboczo "dziedzińcem". Tam planuję nasadzenia, które będą stanowiły wyspę zieleni pośród zabudowań. W tej części zaplanowaliśmy niewielki taras do wypoczynku.

- część "robocza" - umieszczona w tylnej części działki. Tam planujemy posadzić jakieś drzewka owocowe, umieścić grządki i postawić domek narzędziowy. Tam również znajdzie swoje miejsce kompostownik, suszarka na pranie oraz miejsce do zabawy dla dziecka. To również jedyna część ogrodu, w której znajdzie się tradycyjny trawnik. 

W tej chwili jednak skupiam się na ogródku przed domem. Lubię czasem stanąć z boku i wyobrażać sobie, jak będzie wyglądać ten fragment obejścia za rok, dwa czy pięć lat. A żeby Wam mniej więcej zobrazować, co mam na myśli, poniżej mały moodboard (a pod nim linki - odnośniki do stron, gdzie możecie kupić podane produkty):












Oczami wyobraźni widzę rosnące tam trawy (nie mylić z trawą) ozdobne, hortensje, lawendy, rozchodniki i glicynię pnącą się po pergoli rozpostartej nad niewielkim placykiem. Na tym placyku chciałabym postawić uroczy komplecik mebli ogrodowych - niczym z francuskiego bistro, aby w każdej chwili można było przycupnąć w tym zacisznym zakątku. Widzę donice z kulkami bukszpanu, a kulista forma będzie powtórzona w dekoracjach: moim marzeniem są dekoracyjne kule umieszczone pośród szeleszczących traw oraz kuliste lampy dopełniające całość. Również tam swoje miejsce znajdą moje kamienno - metalowe ptaki, które uwielbiam. Będzie pięknie, mówię Wam! 

P.S. Mamy też odświeżony, tymczasowy płot na czas remontu (ze starych łat po remoncie dachy - pełen odzysk!). Wygląda o niebo lepiej niż stary! Do kompletu drewniana, tymczasowa skrzynka na listy :) Furtka jeszcze stara, za bramy już nie ma - nie wytrzymała któregoś z zimowych huraganów ;P

Uściski z ogrodu
Marta

poniedziałek, 10 lutego 2020

Mam złamane serce...

...po mojej zeszłotygodniowej porażce w walce o cudownego fikusa na OLX  :D

Nie ma co ukrywać: regularnie przeglądam OLX, a szczególną atencją darzę dział "oddam za darmo". Właśnie tam pojawiło się ostatnio ogłoszenie: "Oddam fikusa" - i musicie to sobie wyobrazić, że to nie był byle jaki fikus. To nie było chucherko, które ledwo wypuściło listki nad doniczkę. Nie: to było rasowe fikusisko, w sam raz do dużej przestrzeni naszego Starego Domu. (nieważne, że jeszcze daleko du.a oka. No nieważne, mówię Wam,. Jakoś bym go jeszcze tu u nas upchnęła, a potem z przyjemnością przewiozła do nowego-starego domu :D). Fakt, nie był idealny - tzn. miał wyjątkowo długie odstępy pomiędzy poszczególnymi liśćmi, ale to nie był dla mnie jakiś szczególny problem. Och, jaką ja miałam chrapkę na niego! Niestety, spóźniłam się! Fajne ogłoszenia mają niestety to do siebie, że bardzo szybko znikają, pozostawiając poczucie druzgocącej klęski :D



Tymczasem taki świeży nabytek by się przydał, żeby trochę podbudować moje roślinne morale, bo ta zima była jakaś mordercza dla wielu moich kwiatów i z bólem serca obserwuję, jak wiele z nich umiera i raczej nie doczeka wiosny. Mimo jednakowej pielęgnacji przez cały czas, żywota dokonują starce Rowleya. Z zimą totalnie nie poradził sobie również grubosz Hobbit, którego kupiłam kiedyś w Biedronce. Mój fikus lirolistny wciąż stoi u mamy, bo aktualna miejscówka zdecydowanie bardziej mu odpowiada. Tym sposobem zostały ze mną tylko te najbardziej odporne okazy, a wśród nich moja nieśmiertelna sansewieria. Jeśli miałabym wskazać najbardziej odporną, a jednocześnie okazałą i wdzięczną, to byłaby to właśnie ona. Wytrzymuje bez wody, wytrzymuje w cieniu, wytrzymuje w każdych ekstremalnych warunkach i musi być naprawdę umęczona, by można to było po niej poznać. 



Do mojej kolekcji dołączył ostatnio skromny aloes, który dostałam od babci. Jedyny problem, jaki mam w związku z moimi roślinami, to niedobór odpowiednio dużych osłonek na doniczki, które stanowiłyby harmonijny komplet. Przymierzam się więc, by rozpocząć polowanie na nowe osłonki. Co ważne: muszą być takie, by pasowały do aranżacji, jaką sobie zaplanowałam w naszym Starym Domu. A że moje poszukiwania zazwyczaj trwają długo, to szacuję, że może za rok - na czas planowanej przeprowadzki - jakoś się wyrobię z ich kompletowaniem... :D

Pokażę Wam mniej więcej, co mi się podoba i w co celuję. Jeśli któraś z moich propozycji by się Wam spodobała - pod zestawieniem zdjęciowym macie podane linki to poszczególnych doniczek.
Proszę, częstujcie się :)




Marta

P.S. Jeśli chcesz się pozbyć swoich kwiatów - to ja chętnie przyjmę :D To trochę złagodzi mój ból duszy po niedosżłym fikusie :D

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Fotel bujany Swing - moje wnętrzarskie marzenie!

Z reguły jestem odporna na zakupowe pokusy - nawet te wnętrzarskie. Już wyleczyłam się ze wzdychania do czegoś, co mają wszyscy: nieważne, czy jest to koc z wełny czesankowej czy chodzi o kubek w stylu wabi-sabi. Ja już wiem, że te trendy prędzej czy później przeminą, a mnie pozostanie pustka w portfelu i gryzące wyrzuty sumienia. Nie, dzięki, nie skorzystam. Takie chwilowe mody to nie dla mnie - ja swoje wnętrza buduję powoli (bardzo nawet!), z namysłem i pewnym pietyzmem. Żongluję posiadanymi dodatkami, tworzę nowe jeśli trzeba, ale do kupowania raczej się nie rwę. Większości swoich zachcianek potrafię się oprzeć. Jeśli jednak coś wpadnie mi w oko i przez wiele tygodni, a nawet miesięcy czy lat nie jest mi w stanie przestać zaprzątać głowę, to znaczy, że to jest TO!



Są bowiem takie rzeczy, do których wzdycham i wiem, że prędzej czy później to moje wzdychanie zakończy się drogim zakupem. Mam niestety taką przypadłość, że podświadomie wybieram sobie rzeczy drogie. Tak było z Kitchen Aid'em, tak było też z girlandą żarówek. Mimo wszystko nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na mojego robota planetarnego i wymarzoną lampę  - to spełnienie moich marzeń i bardzo praktyczne przedmioty: Kitchen Aid zdecydowanie ułatwia i uprzyjemnia mi pracę w kuchni, a łańcuch żarówek oświetla nasz pokój codziennie. Dosłownie CODZIENNIE - uwielbiamy go wszyscy!


Ostatnio moim sercem zawładnął fotel bujany i podskórnie czuję, że to będzie mój kolejny wnętrzarski łup. Nawet, jeśli przyjdzie mi na niego poczekać długo - nie szkodzi, ja poczekam. Cierpliwa jestem. Jedyne, co jest w stanie przyspieszyć decyzję o zakupie to wyczerpanie limitów magazynowych i zaprzestanie sprzedaży produktu.



Gdy patrzę na ten fotel bujany, to oczami wyobraźni widzę siebie, siedzącą przed kominkiem w naszym Starym Domu. Z głośnika sączy się muzyka, obok na narożniku odpoczywa mąż, a syn - wtulony w niego - czyta książkę. Od czasu do czasu słyszę pochrapywanie męża i cichy chichot syna. Sielanka. Będę robić wszystko, by tak właśnie było.

Ten post nie jest więc tylko opisem marzenia, ale pewną afirmacją i określeniem celu, do którego będę dążyć. Wszak nie od dziś wiadomo, że marzenia spisane stają się celami, do realizacji których się dąży. Tak było z Kitchen Aid'em, tak było ze sznurem żarówek, tak będzie też z bujanym fotelem. Mówię Wam :)


Marta