Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remont. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 stycznia 2021

Jak zaplanować remont łazienki. Projektowanie łazienki krok po kroku

Prace w naszym starym domu powoli posuwają się naprzód. W tej chwili są na tyle zaawansowane, że spod warstw kurzu zaczynają wyłaniać się poszczególne pomieszczenia. Widać już, gdzie będzie salon, gdzie kuchnia, a gdzie łazienka. Ta ostatnia była przez nas zaprojektowana najwcześniej i - o dziwo! - wersja ostateczna nie odbiega znacząco od pierwowzoru!

Dla wielu osób remont łazienki jawi się jako koszmar. Nic dziwnego: ogrom prac, jakich wymaga to niewielkie zazwyczaj pomieszczenie rzeczywiście może przerażać. Jeśli doliczyć do tego jej wyłączenie (choćby tylko krótkotrwałe, ale jednak!) z użytku codziennego i koszt całego przedsięwzięcia, to rzeczywiście robi się z tego niezły majdan. Do remontu łazienki warto się więc solidnie przygotować, aby z każdej sytuacji mieć jakieś wyjście awaryjne.

Projekt łazienki - pierwowzór

Projektowanie łazienki krok po kroku.

Samodzielne projektowanie łazienki nie jest może najprostsze, ale nie jest również niemożliwe. Jeśli planujesz samodzielnie zaprojektować lub zaplanować remont łazienki, miej na uwadze kilka ważnych kwestii.

1. Planując jakiekolwiek prace w obrębie łazienki, w pierwszej kolejności skonsultuj się z wykwalifikowanym hydraulikiem. Zapytaj go o wszystkie możliwe warianty, sprawdź, czy Twoje pomysły da się zrealizować. przedstaw mu swoje wizje i skonfrontuj z rzeczywistymi możliwościami i ograniczeniami technicznymi. 

2. Jeśli zamierzasz przenosić którykolwiek ze sprzętów łazienkowych w inne miejsce, zapytaj, czy na pewno jest to możliwe. Warto przy tym wziąć pod uwagę zdanie kilku fachowców - you know what I mean ;)

3. Jeśli planujesz wymianę sprzętów, pierwszą rzeczą, jaką musisz zrobić jest dokładne wymierzenie pomieszczenia. Warto również zrobić dokumentację fotograficzną - ułatwi Ci to planowanie i zakup wyposażenia (zdjęcia przydają się zwłaszcza podczas zakupów w sklepie, gdy masz wątpliwości np. co do lokalizacji gniazdek elektrycznych, rur etc.)

4. Jeśli masz taką możliwość, spróbuj wykonać projekt łazienki w którymś z darmowych programów do projektowania. Da Ci to pewien obraz, czy Twoja wizja przestrzeń rzeczywiście będzie dobrze wyglądała w rzeczywistości. Jeśli nie masz takiej smykałki, nie masz czasu lub ochoty, możesz też zlecić wykonanie prostej wizualizacji osobie wykwalifikowanej. Proste wizualizacje, bez wymiarowania i trzymania się szczegółów 1:1 to koszt rzędu 200zł. 

5. Planując łazienkę, uwzględnij ważne wytyczne dotyczące ergonomicznego i bezpiecznego usytuowania sprzętów. Postaraj się zachować niezbędne odległości między nimi - to nie tylko kwestia estetyki i wygody, ale przede wszystkim bezpieczeństwa. Jeśli planujesz w swojej łazience meble na wymiar, warto, byś skonsultował się ze stolarzem jeszcze przed rozpoczęciem remontu. Niektórzy stolarze w ramach swojej usługi oferują nie tylko wykonanie mebli, ale też doradztwo czy nawet wykonanie wizualizacji wnętrza - taką kompleksową usługę ma w swojej ofercie np. meblesoledo.pl (stolarz Opole i okolice). 

6. Wykonany wcześniej pomiar pomieszczenia pozwoli Ci zaplanować zakupy. Dzięki niemu ustalisz, ile płytek ściennych i podłogowych będziesz potrzebować, ile farby masz kupić, czy też jak duży brodzik lub wanna zmieści się w Twojej łazience.

7. Zdecyduj, czy chcesz mieć umywalkę nablatową czy wpuszczaną. Za wyborem umywalki idzie z kolei wybór odpowiedniej baterii. Zaplanuj, czy chcesz tylko toaletę, czy toaletę i bidet. A może toaletę myjącą? Opcji jest mnóstwo. Odpowiedz sobie na pytanie, czy preferujesz szybki prysznic, czy kąpiel w wannie - od tego i od możliwości lokalowych będzie uzależniony Twój wybór. 

8. Zaplanuj kolorystykę, pamiętając, że ciemne barwy optycznie pomniejszają pomieszczenie, a jasne powiększają. Efekt powiększenia dają również powierzchnie lustrzane. Jeśli planujesz duże lustro, warto, byś pomyślał o macie grzewczej, która zapobiegnie parowaniu tafli lustra, gdy w łazience unosić się będzie para wodna od gorącego strumienia wody.


Remont łazienki w starym domu - postęp prac

Dzięki temu, że nasz remont wykonujemy w większości samodzielnie, jesteśmy praktycznie niezależni i możemy zrobić wszystko po swojemu. Dla przypomnienia: łazienkę przenosiliśmy z innego miejsca domu - dzięki odpowiednio wczesnej konsultacji z hydraulikiem, udało się to zrobić bez żadnego problemu. Zaplanowaliśmy (patrz pierwsza grafika - to nasz pierwowzór projektu łazienki, który ostatecznie realizujemy) subtelnie wydzieloną toaletę i prysznic bez brodzika, a także długi blat i duuuże lustro, dzięki czemu w końcu ustaną poranne spory o to, kto ma się pierwszy szykować do wyjścia :) Płytki - takie same w całym domu - powtarzają się również na podłodze i ścianach w łazience. Tylko na jednej ścianie zdecydowaliśmy się na bardzo ciemne płytki, które stanowią świetny kontrast dla pozostałych, jasnych powierzchni. Całość uzupełnią drewniane drzwi przesuwne, które będą stanowić przysłonę dla osoby korzystającej z toalety lub osłonę zapobiegającą rozchlapywanie wody w czasie korzystania z części prysznicowej. Nie zapominajmy również o grzejniku - drabince prysznicowej, który był moją jedyną fanaberią w czasie całego tego remontu. 

Wszystko bardzo prosto, skromnie, bez nadęcia. Tworzymy sobie bazę, którą będziemy umieli łatwo uzupełniać i podkręcać różnymi dodatkami - w zależności od aktualnych preferencji. 

Tymczasem podaję Wam propozycje elementów wykończeniowych, które pasowałyby do stylu naszej łazienki.  Bierzcie i częstujcie się: 














Uciekam dalej w swoją remontową rzeczywistość, a wy działajcie! Zmieniajcie swoje otoczenie, by było ładne i przytulne - w czasach lockdownu i pracy zdalnej to przecież miejsce, gdzie spędzacie większość swojego czasu. Sprawcie, by otaczało Was piękno - bo czemu nie?

Do napisania

Marta

sobota, 25 kwietnia 2020

Dekoracyjna kula ogrodowa (diy)


Dzięki temu, że koncepcja ogródka przed domem wydaje mi się odpowiednio dopracowana i przemyślana, wiem już, do jakiego efektu końcowego będę dążyć. Jak mniej więcej ma wyglądać nasz ogród, pisałam Wam w poprzednim poście >>TUTAJ<<

Wspominałam tam, że mam słabość do kulistych form i chciałabym, żeby takie właśnie elementy się tam znalazły. Nic więc dziwnego, że ostatnio moją głowę zaczęły zaprzątać dekoracyjne kule do ogrodu. Przeglądając inspiracyjne zdjęcia na Pintereście zakochałam się w betonowych kulach – nie byłam jednak pewna, czy dobrze by się komponowały w sąsiedztwie Starego Domu. Ja wiem, że betonowe dekoracje ogrodowe święcą dzisiaj triumfy i właściwie bardzo mi się one podobają, w moim odczuciu bardziej jednak pasują do nowoczesnej architektury. Mimo wszystko chciałam, by znalazły się u nas jakieś kule ogrodowe, które są wspaniałą dekoracją każdego ogrodu.


Uważam bowiem, że poza roślinami, które same w sobie są przecież ozdobą, warto też wprowadzić dekoracje do ogrodu. Uważam, że tak jak wnętrza wymagają dopieszczenia w postaci dodatków, tak i ogród dużo lepiej prezentuje się, gdy uzupełnimy jego aranżację o niebanalne dekoracje. W naszym ogródku przed domem takim akcentem będą z pewnością kamienno – metalowe ptaki oraz dekoracyjne kule ogrodowe właśnie.


Nie byłabym jednak sobą, gdybym po prostu poszła do sklepu i je kupiła albo zamówiła siedząc wygodnie na kanapie. Ja postanowiłam zrobić swoją własną kulę wykorzystując popularne i ogólnodostępne materiały. Nie bez znaczenia był fakt, że wszystkie te materiały miałam pod ręką – wiadomo, jak to przy remoncie domu. Przy robieniu mojej kuli popełniłam chyba wszystkie możliwe błędy, ale na szczęście udało się ją uratować. Ostatecznie spod moich rąk wyszła mozaikowa kula do ogrodu, a ja przy okazji chciałabym Wam napisać, jak możecie stworzyć podobną:


Kula do ogrodu (diy) – jak ją zrobić?
 

Potrzebne materiały i akcesoria:
- tkanina, najlepiej z naturalnych włókien (np.bawełna)
- piłka plażowa – najprostsza, np. taka jak >>TU<<
- folia strech lub spożywcza
- marker
- cement
- niewielka szpachla (np. >>TAKA<<)
- klej do płytek (lub inny)
- woda
- niewielkie wiaderko
- resztki gresu
- młotek
- rękawiczki
- grunt głęboko penetrujący
- pędzel
- papier ścierny o granulacji 120
- baaaardzo dużo czasu i motywacji
Wybaczcie kiepskie zdjęcia – robione telefonem „w biegu” (gdy mi się przypomniało) podczas prac. Tu nie było miejsca na wybitne aranżacje :D

1. Przygotuj wszystkie niezbędne materiały i akcesoria. Nie ma nic bardziej irytującego, niż gorączkowe poszukiwania potrzebnych produktów, gdy właśnie zasycha Ci klej :)

2. Napompuj piłkę, owiń ją folią i zaznacz markerem okrąg wokół ustnika do nadmuchiwania piłki. To będzie obszar, który pozostawiamy nienaruszony i który pozwoli na wyciągnięcie piłki po stworzeniu formy.

3.Przygotuj tkaninę: potnij ją na paski o różnej długości i szerokości – praktyka pokaże Ci, jaki format jest najbardziej odpowiedni dla Twojego projektu. Wstępnie zacznij od 7x30cm. Najlepiej, by była to tkanina wykonana z naturalnych włókien, ale tak naprawdę nada się również każda inna. Ja wykorzystałam starą, chyba poliestrową firankę, która jeszcze do niedawna wisiała w oknach Starego Domu. Po pocięciu na paski, zamoczyłam je, a potem mocno odcisnęłam.

4. W małym wiaderku wymieszaj cement w wodą do postaci gęstej papki. Zaprawa nie może być zbyt rzadka, bo ostateczna forma wyjdzie zbyt wiotka. Do powstałej papki wrzuć mokre paski tkaniny, a następnie tymi paskami zacznij obkładać piłkę zabezpieczoną folią.  Prace musisz podzielić na kilka etapów (przynajmniej 2), ponieważ poszczególne elementy formy muszą zdążyć zaschnąć, zanim zaczniesz opracowywać drugą stronę piłki.


5. Gdy po wyschnięciu formy uznasz, że jest wystarczająco sztywna i wytrzymała, wypuść powietrze z piłki – Twoja forma jest gotowa. Teraz wystarczy ją tylko lekko przeszlifować i pomalować gruntem.


6. W tym punkcie możesz przystąpić do przyjemniejszej części prac :) Zacznij od przygotowania gresu: przy pomocy młotka potłucz gres na kawałki (niezbyt małe, ale też nie za długie). Uważaj, bo gres mocno odskakuje pod wpływem uderzeń młotka. Przygotuj ich sporo, bo musisz mieć pewien zapas. W swoim projekcie wykorzystałam resztki gresu, które zostały nam po kafelkowaniu piwnicy. To były ścinki, które już nie nadawały się do wykorzystania nigdzie w domu, ale doskonale sprawdziły się do zrobienia tej kuli.

7. W małym wiaderku rozrób niewielką ilość kleju. Pewnie najlepszy byłby klej do płytek, ale ja miałam do dyspozycji klej do styropianu (właściwie nie wiem skąd, bo nie mamy na budowie styropianu :P), ale przykleiłam gres właśnie na takim kleju i wszystko trzyma się wyśmienicie :) Pamiętaj: kleju ma być mało – lepiej dorobić, niż wyrzucić! Posmaruj fragment formy klejem i zacznij przyklejać kawałki gresu, starając się je dopasowywać do siebie tak, by odstępy między poszczególnymi fragmentami były mniej więcej  jednakowe. Mniej więcej – nie musisz tego robić z miarką :)

8. Na ten etap prac zarezerwuj sobie sporo czasu: musisz to robić po kawałku, czekając aż poszczególne fragmenty wyschną. Pamiętaj przy tym, by ściągać pozostały klej z fragmentów, których w danej chwili nie będziesz obklejać. W przeciwnym razie klej zaschnie i trudno Ci to będzie zrobić później, a konieczna jest równa powierzchnia formy.


9. Gdy okleisz gresem całą kulę, musisz ją zafugować. Ja wykorzystałam dokładnie ten sam klej, którego użyłam do przyklejenia gresu. Czyścisz kulę i już! Twoja mozaikowa kula ogrodowa jest gotowa!


Koszt: trudno tu mówić o kosztach, gdy wszystko miałam w domu. Zakładając, że wykorzystałam 0,5 worka cementu (nie wykorzystałam) i 0,5 worka kleju (może wykorzystałam, nie wiem dokładnie!) to koszt mojej kuli to jakieś 20zł – nie licząc oczywiście czasu własnego. Myślę, że było warto. 


A Wy jak uważacie?
Marta

piątek, 17 kwietnia 2020

DOMOWE POTYCZKI #9: Ogród w starym domu. Co zaplanowaliśmy? Co zrobiliśmy?


Jestem istotą wiejską – nie potrafiłabym się odnaleźć w miejskiej dżungli i tam żyć. Dziś zresztą chyba każdemu dom na wsi otoczony ogrodem jawi się jako raj na ziemi. Na wsi przymusowa izolacja nie jest bowiem tak dokuczliwa jak w mieście. Każdego dnia coraz bardziej doceniam to, że mogę wyjść na dwór, wystawić twarz do słońca i poczuć wiatr we włosach.


Bo tego, z czym przyszło nam się dziś mierzyć – nie przewidział chyba nikt. Nawet najbardziej wybujała wyobraźnia nie potrafiłaby wymyślić tego scenariusza, którego zakończenia – to chyba najgorsze – nie da się przewidzieć. Dziś więc moim największym zmartwieniem nie jest konieczność odseparowania się od społeczeństwa, a strach o bliskich. Martwię się każdego dnia, gdy żegnam się z rodzicami idącymi do pracy, umieram ze strachu całując męża na pożegnanie. Tak po ludzku – zwyczajnie się o nich boję. Również niepewność jutra i szybko topniejące oszczędności spędzają mi sen z powiek. Za nami trudny rok i jeszcze 2 miesiące temu wydawało się, że najgorsze już za nami, tymczasem to dopiero był przedsmak. Marne pocieszenie, że w tym bagnie nie jesteśmy sami i tak naprawdę wszyscy toniemy. Pomijając już fakt, że martwię się o byt naszej firmy, to szczerze współczuję również innym, których ta sytuacja dotknęła. Widzę, jak wszyscy starają się ratować swoje biznesy i jakoś przetrwać ten trudny czas. Bardzo podoba mi się inicjatywa wspierania polskich (a przede wszystkim lokalnych) przedsiębiorców, którzy starają się jakoś przystosować do zaistniałej rzeczywistości. Całym sercem wspieram więc akcję #niepozwolecisiezamknac. Wśród tych, którym kibicuję szczególnie mocno, znalazła się między innymi moja ulubiona Pracownia Florystyki, która dla bezpieczeństwa swojego i swoich klientów zamknęła swoje drzwi już jakiś czas temu. Cały czas jednak istnieje możliwość zakupów online, z której i ja zamierzam za jakiś czas skorzystać – polecam ją Waszej uwadze. Zerknijcie na ich profil na fb, IG lub na Allegro.


Nie jest tajemnicą, że mój mąż też prowadzi działalność gospodarczą i nas również bezpośrednio dotyka zaistniała sytuacja. Jako mikroprzedsiębiorcy jesteśmy częścią rodzimej gospodarki, która traktowana jest jako zło konieczne, chwast pośród kwiecistej łąki sektora przedsiębiorstw państwowych. Dziś więc moje przerażenie pandemią miesza się z pustym śmiechem  w odpowiedzi na pseudopomoc dla polskiej gospodarki. I nic więcej nie powiem, bo byłaby to wysoce niecenzuralna wypowiedź. Jeśli jeszcze posłuchać, jak traktowani są przedsiębiorcy w innych krajach – to już w ogóle płakać się chce z bezsilności, bezradności, zazdrości i złości. Unikamy więc słuchania propagandowych bajek, którymi raczy nas góra, a żeby oderwać się od złych myśli, staram się czymś zająć ręce. Najczęściej to ogród: wszak znane jest powiedzenie, że trzeba ubrudzić ręce, by oczyścić umysł. Coś w tym jest. Równolegle z remontem domu powstaje więc namiastka naszego ogrodu – bardzo niskobudżetowa, bo to nie jest w chwili obecnej priorytet.  Możliwość pogrzebania w ziemi pozwala jednak uwolnić głowę od natrętnych myśli, które krążą wciąż i nieustannie. Obmyślanie planu jednego niewielkiego fragmentu ogrodu stało się teraz moją odskocznią od smutnej rzeczywistości.

Kiedy tylko mogę uciekam do tego mojego kawałka ziemi. Podziwiam cudowne szafirki, które trzy tygodnie temu pieczołowicie przesadzałam, ratując przed niechybnym zniszczeniem, z zachwytem patrzę na soczystą zieleń świeżych listków, obserwuję, czy zasadzone przez nas kłącze gipsówki obudzi się do życia…


Nasz przydomowy ogród przy Starym Domu będzie się docelowo składał z trzech części i będą to: 

- część "reprezentacyjna" - usytuowana bezpośrednio przed domem. Ta część ogrodu ma być po prostu ładna: ma przyciągać wzrok, zapraszać do wejścia i być wizytówką naszego domu.

- część "relaksacyjna", umieszczona w części działki zwanej przeze mnie roboczo "dziedzińcem". Tam planuję nasadzenia, które będą stanowiły wyspę zieleni pośród zabudowań. W tej części zaplanowaliśmy niewielki taras do wypoczynku.

- część "robocza" - umieszczona w tylnej części działki. Tam planujemy posadzić jakieś drzewka owocowe, umieścić grządki i postawić domek narzędziowy. Tam również znajdzie swoje miejsce kompostownik, suszarka na pranie oraz miejsce do zabawy dla dziecka. To również jedyna część ogrodu, w której znajdzie się tradycyjny trawnik. 

W tej chwili jednak skupiam się na ogródku przed domem. Lubię czasem stanąć z boku i wyobrażać sobie, jak będzie wyglądać ten fragment obejścia za rok, dwa czy pięć lat. A żeby Wam mniej więcej zobrazować, co mam na myśli, poniżej mały moodboard (a pod nim linki - odnośniki do stron, gdzie możecie kupić podane produkty):












Oczami wyobraźni widzę rosnące tam trawy (nie mylić z trawą) ozdobne, hortensje, lawendy, rozchodniki i glicynię pnącą się po pergoli rozpostartej nad niewielkim placykiem. Na tym placyku chciałabym postawić uroczy komplecik mebli ogrodowych - niczym z francuskiego bistro, aby w każdej chwili można było przycupnąć w tym zacisznym zakątku. Widzę donice z kulkami bukszpanu, a kulista forma będzie powtórzona w dekoracjach: moim marzeniem są dekoracyjne kule umieszczone pośród szeleszczących traw oraz kuliste lampy dopełniające całość. Również tam swoje miejsce znajdą moje kamienno - metalowe ptaki, które uwielbiam. Będzie pięknie, mówię Wam! 

P.S. Mamy też odświeżony, tymczasowy płot na czas remontu (ze starych łat po remoncie dachy - pełen odzysk!). Wygląda o niebo lepiej niż stary! Do kompletu drewniana, tymczasowa skrzynka na listy :) Furtka jeszcze stara, za bramy już nie ma - nie wytrzymała któregoś z zimowych huraganów ;P

Uściski z ogrodu
Marta

środa, 4 grudnia 2019

DOMOWE POTYCZKI: Nowe okna w starym domu

Z cyklu: nie znam się, to się wypowiem :)

Remont starego domu wiąże się nierozerwalnie z wymianą stolarki okiennej. Nasze stare okna - choć cudownie dopasowane do stylistyki Starego Domu, nie były jednak szczytem moich marzeń.

Cóż z tego, że urokliwe, sielskie, dodające klimatu całemu budynkowi i wnętrzom.... O tak, klimatu to one dodawały: arktycznego zimą :) Uwierzcie mi, szczytem zaawansowania technologicznego to one nie były. Nieszczelne bardzo - zimą sprzyjały szybkiemu wychładzaniu się pomieszczeń, a latem raczej nie chroniły przed upałami. Z racji ich stanu nawet mi do głowy nie przyszło, by je odrestaurowywać - nie były tego warte, po prostu.



Nie pozostało nic innego, jak zamówić nowe. Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, jakie wybrać okna do Starego Domu: świadomie zdecydowaliśmy się na okna plastikowe, ale za to bardzo dobrej jakości, które posłużą nam przez wiele lat. Nowe okna do Starego Domu miały być więc przede wszystkim szczelne i estetyczne. Wersje, jak mają wyglądać były dwie. Pierwotna opcja zakładała, że cała stolarka utrzymana będzie w kolorystyce typu "dąb winchester". I być może tak by się to skończyło, gdyby nie przeciągający się w czasie remont. Z czasem widziałam coraz więcej inspirujących zdjęć, które przedstawiały zgoła inne aranżacje okienne. Chociaż nie, tu powinnam sprostować: po prostu do głosu doszło serce, które zawsze było zagłuszane przez rozum - ten bowiem podpowiadał, że kolor winchester będzie łatwiejszy do utrzymania w czystości. Serce zaś zawsze lgnęło do ciemnych, czarnych wręcz, ram okiennych. Ostatecznie stanęło na kolorze antracytowym. Przez długi czas kusiły mnie również szprosy - takie, które dodałyby naszym oknom lekko industrialnego charakteru, ale powstrzymałam się przed ich zamówieniem. Doszłam do wniosku, że jak się uprę, to w przyszłości znajdę jakiś sposób, by je dorobić. Pytanie "jak?" pozostanie wtedy jedynie kwestią przemyślenia.





Z racji wielkości okna od frontu są dwuskrzydłowe - dzielone w połowie. I tutaj ciekawostka, o której ja nie wiedziałam: okazało się, że istnieje możliwość zamówienia okien dzielonych w połowie, ale z ruchomym słupkiem. Dla tradycjonalistów to jedyna słuszna opcja, by porządnie przewietrzyć pościel :) My jednak kierowaliśmy się innym argumentem: mając w głowie wizję wnoszenia w przyszłości dużego narożnika do domu (rozmyślania na jego temat snułam w jednym z poprzednich postów, o TU), obawialiśmy się, że może się on nie zmieścić w przejściu. Woleliśmy sobie zostawić jakieś alternatywne wyjście (lub też właściwie "wejście" :D)

Zdecydowaliśmy się na zakup w firmie Ewan z siedzibą w Brzegu - ze swej strony mogę serdecznie zarekomendować. Współpraca z nimi układała się wzorowo: od pomiaru, poprzez fachowe doradztwo, na montażu okien skończywszy. Z czystym sercem i zupełnie bezinteresownie mogę polecić :)


Poza kolorem i wyglądem zewnętrznym (i wewnętrznym, rzecz jasna) - niewiele wiedziałam na temat okien. O ile stolarka meblowa nie ma przede mną tajemnic, o tyle okienna to jakaś czarna magia :) Ograniczyliśmy się więc tylko do odpowiedzi na bardzo ogólnikowe pytania - całą resztę powierzając fachowcom - niech robią to, na czym się znają najlepiej.

Ustaliliśmy więc kierunek otwierania okien, ich kolorystykę (jednakową z zewnątrz i wewnątrz budynku), sposób otwierania żaluzji, wygląd klamki (klamka medos, o prostym, geometrycznym kształcie) i ilość szyb... Wybierając nowe okna bazowaliśmy również na starych otworach okiennych - nie zmienialiśmy ich proporcji, by nie zaburzyć wyglądu budynku. Wymiana okien w Starym Domu wiązała się z pewnymi dodatkowymi robotami budowlanymi: tu i ówdzie trzeba było coś podkuć, tu i ówdzie podmurować. To właściwie tyle - a pierwsze efekty możecie zobaczyć na zdjęciach. Teraz, gdy wszystkie otwory są już w miarę szczelnie pozamykane, możemy powoli przystąpić do prac wewnątrz domu, z którymi powstrzymywaliśmy się do momentu montażu nowych okien. Stare nie dość, że były nieszczelne, to również niezbyt dobrze chroniły przed intruzami z zewnątrz.

To dopiero początek, a jeszcze tyyyle przed nami... Ale cieszę się strasznie, bo za nami kolejny, bardzo widoczny etap prac.

Do usłyszenia z placu boju
Marta

niedziela, 13 października 2019

Dekoracyjne dynie z betonu (DIY)

Beton to bardzo wdzięczny materiał do kreatywnych projektów. Uwielbiam beton i miałam do niego już kilka podejść: robiłam już betonowe świeczniki (TUTAJ), doniczkę (TUTAJ), podstawę do stroika (TUTAJ). Miewałam z nim lepsze i gorsze relacje. To jednak nie zmieniło faktu, że dekoracje z betonu są tanie i po prosu bardzo mi się podobają. Nie powinno więc dziwić, że gdy szukałam inspiracji na jesienne dekoracje i moim oczom ukazały się betonowe dynie - przepadłam! Już wiedziałam, że takie dekoracyjne dynie doskonale sprawdzą się w naszym prostym, naturalnym wnętrzu. Pozostawała tylko kwestia wykonania.


Jak wiecie, w naszym Starym Domu toczy się remont. Zdarza się więc, że mam na stanie to i owo: a to worek cementu, a to wapno, a to zaprawę cementową do klejenia styropianu... I to właśnie z tej ostatniej skorzystałam, robiąc moje dynie. Wymieszałam jedną porcję kleju, trzy porcje piasku i wody tyle, by uzyskać odpowiednią konsystencję. Jaka jest odpowiednia konsystencja? Taka, by wymieszana zaprawa była lekko sypka, ale po ubiciu w formie powinna sączyć się z niej woda. I teraz przechodzimy do najciekawszego punktu programu: formy!

Formą do wykonania takich betonowych dyń jest...nogawka z cienkich rajstop lub pończoch! To doskonały sposób na wykorzystanie tego delikatnego elementu garderoby, który w moim przypadku ma bardzo krótki żywot. Nie wiem, dlaczego, ale mam wyjątkową zdolność do robienia dziur w rajstopach - a to akurat świetny sposób na ich stuprocentowe wykorzystanie! :)


Nie będę to robiła tutorialu - jest ich pełno w internecie. Wystarczy wpisać frazę "concrete pumpkin" i naszym oczom ukaże się mnóstwo pasujących wyników wyszukiwania.

Z moich prywatnych spostrzeżeń dodać mogę, że warto sobie wszystko wcześniej przygotować, a zastosowane do projektu gumki recepturki powinny być mocne i niezbyt elastyczne. Warto również wcześniej wygospodarować sobie jakieś miejsce do odkładania gotowych elementów - nie zapominając przy tym, że to jednak beton, więc będzie ciężki.


Po kilku dniach oczekiwania i odpakowaniu z rajstopowego pokrowca naszym oczom ukazują się piękne, kształtne betonowe dynie. Do pełni szczęścia brakuje im jeszcze ogonka. Ja swoim egzemplarzom zrobiłam je z odpowiednio ukształtowanych kawałków patyków. Niewiele pracy, mały koszt, a dekoracja bardzo efektowna i idealnie pasująca do jesiennego krajobrazu za oknem.

A Wy jak sądzicie?
Marta