Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 maja 2020

Rękodzieło w czasach koronawirusa: ręcznie robiona kartka na chrzest

Aktualna sytuacja w kraju jest jak pogoda za oknem - każdy ją widzi. Każdy też dostosowuje do niej swoje życie, wdrażając wiele zapomnianych umiejętności i znacznie zwiększając poziom niezależności i samowystarczalności. Pieczenie chleba stało się w okresie największej izolacji wręcz sportem narodowym i właściwie głupio się było przyznać, że ja chleba nie piekłam, tylko kupowałam w pobliskiej piekarni. Nie zmienia to jednak faktu, że ilość wyjść na zakupy spożywcze została przeze mnie ograniczona do minimum i tak się do tego przyzwyczaiłam, że nawet teraz, po złagodzeniu zaostrzeń, nie robię ich zbyt często. Definitywnym znakiem, że należy wybrać się na zakupy, jest u nas brak sera żółtego w lodówce :D


Izolacja wpłynęła jednak bardzo pozytywnie na sferę rękodzielniczą w moim życiu. W tym czasie powstała moja kula ogrodowa z materiałów budowlanych, które miałam w domu (dokładnie TA), uszyłam sobie pierwsze płatki kosmetyczne zero waste - ze starej, zużytej piżamy. Resztka innej tkaniny (btw. ze starej spódnicy, którą częściowo wykorzystałam już do uszycia TEJ poduszki) posłużyła mi do uszycia maseczek ochronnych na twarz... Najświeższym wytworem moich rąk jest z kolei kartka na chrzest, która stanowiła komplet do prezentu.



Z racji tego, że uroczystość odbywała się krótko po ponownym uruchomieniu sklepów, zdawałam sobie sprawę, że ich oferta będzie ograniczona. Ponadto kartki pod względem wizualnym i cenowym pozostawiają często wiele do życzenia, a ich jedyną zaletą jest gotowa treść. Co więc zrobiłam? Ano postanowiłam wrócić do źródeł i zrobić kartkę własnoręcznie. Przyznam, że trochę wyszłam z wprawy, a zgrabiała palce nie chciały mnie słuchać, ale ostateczny efekt nie był chyba najgorszy i przyznam, że dobrze komponował się z resztą prezentu.

Wykorzystałam bardzo proste i ogólnodostępne materiały papiernicze. Zależało mi, żeby front kartki był dokładnie taki sam, jak papier do pakowania prezentów, którego zamierzałam użyć. Przykleiłam więc kawałek tego właśnie papieru na cieniutką tekturę, wycięłam pożądany kształt, a następnie przeszyłam brzegi. Nie wyszło idealnie, bo widoczne były leciutkie pofałdowania papieru, ale nie było to dużym problemem, bo i tak większość tej powierzchni została zakryta przez pozostałe elementy wykończeniowe kartki. Tym sposobem różowy papier stanowi wdzięczne, delikatne tło: robi dobrą robotę, ale nie jest pierwszoplanowym bohaterem.



Pozostałe elementy kartki to kawałki wycięte z białego papieru ozdobnego z postrzępionymi brzegami, własnoręcznie zrobione kwiatki z papieru (w kolorach tych samych, jakie zostały użyte na pozostałej części kartki) - robione dokładnie tym samym sposobem, jak w TYM wpisie oraz wstążka w dwóch delikatnych kolorach. 

Prosto i nieskomplikowanie - pod warunkiem, że ktoś ma jakieś 3 godziny wolnego czasu :D Ja się trochę przeliczyłam z czasem, ale pewnie wynikało to z kiepskiej organizacji miejsca pracy i materiałów. Byłoby prościej, gdybym nie miała wszystkiego pochowanego głęboko w szafkach, a biurko (pisałam o nim TU) byłoby choć odrobinę większe :D Zdążyłam dosłownie na ostatnią chwilę! Chrzest już za nami - idę więc sprzątać ten papierniczy bałagan, który sama zrobiłam, a Was zostawiam z gotową kartką. Inspirujcie się!

Do napisania
Marta

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Prezenty na Boże Narodzenie dla dzieci - przemyślane, sensowne podarunki na każdą kieszeń

Wielkimi krokami zbliża się Boże Narodzenie, a wraz z nim coś, czego bardzo nie lubię: zakupowe szaleństwo. Na samą myśl, że miałabym brać w nim czynny udział, robi mi się gorąco. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo lubię tradycję obdarowywania się prezentami. Dodam jednak, że nie muszą one być drogie i wyszukane. Do dziś z rozrzewnieniem patrzę na  drewniane świeczniki, które znalazłam pod choinką kilka lat temu, a które na prośbę moich rodziców i męża wytoczył nasz sąsiad... Takie prezenty są wartością samą w sobie - mimo, że ich koszt nie był szczególnie wygórowany. Drugą oczywistością jest, że najcenniejsze, co możemy bliskim podarować w tych dniach, to nasz czas i uwaga. Tych kilka dni w roku, gdy nareszcie możemy trochę zwolnić, są doskonałą okazją, by nadrobić wszelkie zaległości rzutujące na wzajemne relacje. Szczerze mówiąc, czekam na te dni jak na zbawienie, licząc na to, że będą dla nas podsumowaniem i zakończeniem tego trudnego roku - byśmy w 2020 mogli wejść z czystą kartą i nowymi siłami.


Nie jestem zwolenniczką bezrefleksyjnego kupowania, czym jednak byłyby święta Bożego Narodzenia bez choinki i prezentów? Mimo mojej niechęci do nadmiernego konsumpcjonizmu, który opanował cały świat - nie chcę odbierać mojemu dziecku magii świąt. Doskonale pamiętam własną radość z prezentów znalezionych pod choinką - i chciałabym, aby takie wspomnienia zachował również nasz syn.

Nie znaczy to jednak, że w tym okresie dopuszczam każdy zabawkowy zakup. Zdecydowanie nie! Jestem przeciwniczką plastikowych, grająco - jeżdżących potworków, które w żaden sposób nie rozwijają kreatywności dziecka, nie wspomagają jego rozwoju emocjonalnego ani fizycznego. Wolę zabawki, które wymagają od dziecka myślenia. Nie wspomnę, że uwielbiam zabawki drewniane (pisałam o nich nawet post >TUTAJ< - i treści w nim zawarte są nadal aktualne) i jeśli tylko mogę, to wybieram właśnie takie. Ponadto nie kupuję ponad stan. Jeśli wiem, że nie mogę sobie na coś pozwolić, to zwyczajnie tego nie kupuję.


Ten rok jest dla nas wyjątkowy: wyjątkowo trudny, obfitujący w trudne emocje, ciężki fizycznie, psychicznie i finansowo. Będzie to miało odzwierciedlenie w prezentach, które znajdą się w tym roku pod choinką: dorośli będą musieli zadowolić się drobnostkami (poza tym nie ma u nas świąt bez skarpetek pod choinką! :D), a nasz syn prawdopodobnie dostanie od nas coś praktycznego, zaś zabawki - od pozostałej części rodziny.

Prezenty dla dzieci na Boże Narodzenie

Internet daje nam nieograniczone morze możliwości - od nas tylko (a właściwie od naszej fantazji, ale przede wszystkim zasobności portfela) zależy, co wybierzemy. Szukając inspiracji prezentowych, znalazłam mnóstwo pomysłów, co kupić dziecku pod choinkę. Chciałabym je tu zebrać, by mieć ściągę na przyszłe lata - a może i Was uda mi się zainspirować...  Prezent pod choinkę nie musi być wcale drogi. Przykładowo - jeśli dziecko lubi układać puzzle, to zdecydowanie lepiej wybrać zestaw puzzli niż np. konsolę do gry. Ich wspólne układanie to doskonały sposób, by rodzinnie spędzić czas. I ten właśnie czas będzie dla dziecka najwspanialszym świątecznym wspomnieniem.

Dziś chciałam więc podzielić się z Wami pomysłami na to, co kupić dziecku pod choinkę. Stworzony przez mnie prezentownik to rzeczy, które bez wahania kupiłabym swojemu synowi - są przemyślane, uniwersalne, sensowne i dostosowane do różnych możliwości finansowych:

Pomysły na prezent dla dziecka: 





1. Gra logiczna drewniana Goki Master Mind.
Kombinacja "logiczna" i "drewniana" to w moich oczach zestawienie idealne. To moja prezentowa inspiracja na "później".

2. Poduszka przytulanka królik Bizzi Growin Rabbit Cushion Little Dreamer

3. Drewniana skrzynka z narzędziami

4. Gra logiczna Coggy Fat Brain Toys

5. Hulajnoga Indiana R5

6. Janod Magnetibook

7. Hape kulodrom drewniany (fluorescencyjny, świecący) - kosmiczne miasto
Traf chciał, że mamy ten kulodrom w domu. Nigdy w życiu nie kupilibyśmy go w cenie regularnej, która dla nas była aktualnie nie do zaakceptowania. Udało nam się jednak znaleźć tę zabawkę w bardzo, bardzo atrakcyjnej cenie w stosunku do ceny wyjściowej i tym sposobem kulodrom Hape stał się  prezentem urodzinowym dla naszego syna. Trochę się obawiałam stosunku jakości do ceny - ale nie było czego. Miałam też wątpliwości, czy będzie w stanie zająć naszego hajnida na dłużej niż 5 minut - a tu niespodzianka! Ten kulodrom naprawdę jest w stanie go zatrzymac na dobrą chwilę: widzę, że autentycznie sprawia mu radochę odpowiednie układanie klocków i obserwowanie ruchu kulki... Sama muszę przyznać, że jest w tym coś hipnotyzującego... Także tak, z czystym sumieniem mogę polecić!

8. Kulodrom Quercetti Migoga elevator
Tego kulodromu niestety nie miałam okazji obejrzeć na żywo, mamy natomiast w domu koła zębate marki Quercetti i uważam, że też są doskonałą zabawką. Podobnie jak kulodrom Hape, wymagają logicznego myślenia i poszukiwania sensownych rozwiązań technologicznych i konstrukcyjnych.

9. Latarka i świecące kulki (kulodrom)
Moja refleksja jest taka: za drogo! Jak na malutką latarkę i kilka fluorescencyjnych kulek to cena jest zdecydowanie przesadzona. Dlaczego więc ta pozycja znalazła się w zestawieniu? Bo sam pomysł wydaje mi się fajny: latarki są lubiane chyba przez wszystkie dzieci, natomiast fluorescencyjne kulki to frajda sama w sobie. Część kulek dołączonych do naszego kulodromu Hape jest również fluorescencyjna i spośród wszystkich dostępnych w zestawie to właśnie te są najczęściej używane. Nic dziwnego: obserwowanie w półmroku poruszającej się po torze kulki jest fascynujące!

10. Brelok, breloczek odblaskowy dla dzieci uniwersalny
Niby nic, drobiazg - a jaki przydatny!

11. Sanki Davo składane
Idealny prezent na zimę. Pod warunkiem, że jest śnieg.

12. Plecak szkolny, przedszkolny, wycieczkowy dla dziecka Tots (wiewiórka)



13.Pościel żółw (Nogistonogi) 

14. Smartwatch lokalizacyjny KidPhone 2

15. Puzzle warstwowe 4 pory roku

16. Rolki 2w1 worker łyżworolki łyżwy Naare

17. Puzzle alfabet CzuCzu 48 elementów

18. Viga dwustronna tablica do rysowania - średnia

19. Namiot tipi ("Szara skłonność")

20. Viga gra zręcznościowa rzut do celu

21. Worek sako Italpouf

22. Szczoteczka Philips sonicare for kids
Już od dłuższego czasu myślimy, by to właśnie szczoteczka soniczna znalazła się wśród prezentów dla naszego pierworodnego pod choinką. Ze względu na przyjmowane leki, musimy szczególnie dbać o jego zęby i myślę, że taka szczoteczka znacząco ułatwiłaby jemu i nam odpowiednią pielęgnację jamy ustnej.

23. Vogel tablet graficzny
To kolejny z prezentów, jakie znajdą się u nas pod choinką w tym roku. Nasz przedszkolak przeżywa właśnie fazę fascynacji literami i pasjami układa słowa, zapełniając kartkę za kartką - a mi krwawi serce. Próbowaliśmy rozwiązać problem za pomocą magnetycznego znikopisu, ale to nie było dobre rozwiązanie, bo litery mu się rozmywały, co wywoływało niemałą irytację. Spróbujemy więc z tym. Jeśli u niego się nie sprawdzi, to ja z pewnością zrobię z niego użytek.

24. Viga układanka panel ścienny alfabet 
To coś, co bardzo mnie przekonuje: nauka alfabetu w połączeniu z logicznym myśleniem wydaje mi się strzałem w dziesiątkę! Szkoda tylko, że nie mamy do wyboru również opcji z drukowanymi literami - choć ten "problem" jest akurat do przeskoczenia... Ale tak poza tym - uważam, że to prezent pierwsza klasa!



Do napisania
Marta

wtorek, 9 lipca 2019

Prezent na roczek - tablica manipulacyjna DIY

Już kiedy mój syn był mały majaczyło mi w głowie, by stworzyć mu tablicę manipulacyjną. Tablica manipulacyjna wydaje się być idealnym elementem zajmującym uwagę malca na dłuższą chwilę. Sama nie wiem, jak to się stało, że nie zdążyłam jej zrobić, bo mi dziecko wyrosło. Ostatnio jednak trafiła się sposobność, by nadrobić tę zaległość. Na horyzoncie pojawiła się uroczystość pierwszych urodzin pewnej małej dziewczynki i stwierdziłam, że to doskonała okazja, by sprezentować jej taką tablicę.


Oczywiście, do jej przygotowania musiałam się odpowiednio przygotować. Nie miałam bowiem wszystkich potrzebnych elementów, więc przy okazji zakupów w markecie budowlanym czy sklepach z drobiazgami skompletowałam wszystkie potrzebne elementy i przystąpiłam do dzieła.

Wbrew pozorom było to dość czasochłonne zajęcie, bo zależało mi, żeby tablica była również estetyczna - wszak miał to być prezent. Ustaliłam więc paletę barw (beż, czerń, czerwień) i starałam się jej trzymać. Do dyspozycji miałam kawałek płyty mdf, kawałki dębowego obłogu (dla niewtajemniczonych: to taka cienka warstwa naturalnego drewna, grubsza i bardziej sztywna od forniru) i resztki dębowej deski oraz kupione elementy. Całą zabawa polegała na tym, by to wszystko poskładać w ciekawą i bezpieczną dla dziecka całość.

Jak zrobić tablicę manipulacyjną?

Tablica manipulacyjna DIY jest bardzo prosta do wykonania. Ja w pierwszej kolejności przygotowałam podstawę, czyli kawałek płyty mdf, który wyszlifowałam i pomalowałam w wybranym kolorze. Lepsza w tym miejscu byłaby sklejka, ale akurat takiej nie posiadałam. Następnie wyszlifowałąm wszystkie drewniane elementy, żeby nie miały żadnych zadziorów i zadr, o które mogłaby się skaleczyć obdarowana. Następnie rozplanowałam ułożenie poszczególnych elementów i przy pomocy wkrętów oraz kleju na gorąco przymocowałam je do płyty bazowej. Co ważne, cały spód płyty mdf został podklejony filcem, żeby zabezpieczyć podłogę przez ewentualnymi zarysowaniami, które mogłaby spowodować tablica manipulacyjna.

W moim odczuciu tablica manipulacyjna to doskonały pomysł na prezent zarówno dla dziewczynki, jak i dla chłopca. Planując zakup takiej tablicy, możesz być zaskoczony cenami gotowych zestawów. Ja po swojej przygodzie z robieniem jej wiem już, że jest to cena adekwatna do włożonej pracy. Dziwiłam się, jak kawałek drewna i kilka elementów mogą kosztować aż tyle. Teraz już wiem, że stworzenie z tego wszystkiego estetycznej i bezpiecznej zabawki jest tyle warto. Z tego właśnie powodu warto podjąć się samodzielnego wykonania tablicy. Będzie to kosztowało trochę pracy, ale przy odrobienie szczęścia będzie to Twój jedyny koszt. Jeśli akurat dysponujesz niepotrzebnymi klamkami, zasuwkami, zamkami błyskawicznymi tudzież innymi skarbami, które Tobie są już niepotrzebne, a mogłyby zaciekawić dziecko - to już połowa sukcesu. Jeśli jednak musisz to wszystko kupić - to i tak całe zakupy prawdopodobnie wyjdą taniej niż zakup gotowej tablicy.


Warto jednak włożyć trud w zrobienie tablicy manipulacyjnej, bo to zabawka, która towarzyszy dziecku, ale nie bawi się za nie. Wymaga od malca zaangażowania i aktywności. Z pewnością nie znudzi się tak szybki, jak grająco - jeżdżące plastikowe potworki, które zajmują uwagę dziecka jedynie na krótką chwilę, po czym kończą swój marny żywot rzucone w kąt i zapomniane.

Marta


poniedziałek, 11 marca 2019

Co u nas?

W wielu sferach mojego własnego, prywatnego życia osiadłam na laurach: odpuściłam wszelkie projekty DIY, przestałam poszukiwać inspiracji zarówno wnętrzarskich, jak i kulinarnych, zaniedbałam też fotografię i czytanie książek, które przecież tak lubię - ale to wszystko nic. Wszak całą swoją energię skierowałam teraz na co innego, a wszystko to w szczytnym, wspólnym rodzinnym celu. Trochę mi żal, bo naprawdę to lubię - ale i na to wróci kiedyś pora.


Teraz jest nasz czas - czas walki o naszą przyszłość, więc mimo wszelkich przeciwności losu, nie poddajemy się i walczymy zaciekle, mimo kłód rzucanych pod nogi przez los (albo złych wróżb rzucanych przez tych mniej życzliwych... kto wie...).

Najgorzej, gdy już wydaje Ci się, że zaczynasz ogarniać życie - wtedy zawsze, bezwarunkowo musi się coś posypać. Aktualnie żyję więc w zgodzie z sentencją "dobrze, jak nie za dobrze" - to gwarancja, że mi się przypadkiem od dobrobytu w głowie nie poprzewraca :) Cieszę się z drobnostek i tych większych osiągnięć - a do takich z pewnością należą cztery tygodnie przedszkolnej przygody bez przerwy na chorobę :) I choćby młodzież teraz poległa (zgodnie z zasadą "jak pochwalisz, to się zepsuje") - to tych czterech tygodni już nam nikt nie odbierze :) Po 5 miesiącach ciągłych infekcji uznaję to za niebywały sukces i poważny krok naprzód w przedszkolnej karierze :)


Ostatnie tygodnie zaowocowały jednak również dużo poważniejszym odkryciem: po wielu miesiącach drogi przez mękę i występowaniem takich, a nie innych objawów u F., okazało się, że powodem naszych problemów jest... alergia na kota. Tego nikt z nas się nie spodziewał, ale jednocześnie diagnoza uzmysłowiła nam, że chyba czekają nas bardziej radykalne kroki w kierunku zamieszkania w naszym Starym Domu. Doraźnie więc wyciszamy objawy, ale wiemy, że to tylko rozwiązanie tymczasowe.


W międzyczasie staramy się normalnie funkcjonować, mierzymy się - jak każdy - z mniejszymi i większymi problemami dnia codziennego, staramy się ogarniać życie i codziennie poznajemy nowe stopnie rodzicielskiego wtajemniczenia. Te owocują wieloma rozmowami na szczeblu rodzice - syn, a wszystkie one mają na celu utemperowanie jego specyficznego charakteru. Walka jest nierówna, bo nasz pierworodny to najbardziej wyszczekana istota, jaką było mi dane do tej pory poznać. Po głębszej analizie przypadku dochodzę jednak do wniosku, że politykami powinni zostawać czterolatkowie: to taki wiek, gdy na poczekaniu znajduje się rozwiązanie na każde pytanie i problem tego świata. BTW, przeszkodą nie do przeskoczenia jest w tym wieku tylko bałagan, który sami zrobili :)

Siedzimy więc sobie ostatnio, trwa przyjemny niedzielny wieczór, a w pamięci mamy nieznośne zachowanie Młodego przez cały dzień. Tłumaczymy spokojnie i mniej spokojnie - bez rezultatu. W końcu więc, doprowadzona do ostateczności, mówię do niego:
- "Filip, życie to nie są same przyjemności: że się jest szczęśliwym i wszystko jest pięknie i ładnie, leżymy na łące i wąchamy kwiatki..."
Na co mój mąż, który do tej pory nie zabierał głosu:
- "Czasem trzeba powąchać gówienka" :D
Kurtyna.

Życzę Wam więc, byście jednak wąchali te kwiatki. Sobie zresztą też :)

Do napisania
Marta

piątek, 2 listopada 2018

Synu!

Wokół Ciebie kręci się cały mój świat. Ty swoim pojawieniem się na świecie ustanowiłeś nowy porządek rzeczy, odmieniłeś priorytety, uporządkowałeś hierarchię...

Już zawsze będę żyć z niekompletnym sercem - bo ogromna jego część przypadła w udziale Tobie. Jak nikt inny rozumiem Twoje emocje - osiągnęłam poziom empatii level pro. Pewnie dlatego, że widzę, jak bardzo jesteś do mnie podobny i rozumiem, jak trudno jest introwertykowi funkcjonować w tym ekstrawertycznym świecie. Ja rozumiem jak działa genetyka, ale ze wszystkich możliwych cech akurat tej nie musiałeś odziedziczyć po mnie. Gdybym tylko mogła, obdarzyłabym Cię przebojowością, z którą dużo łatwiej iść przez życie.


Niestety - jedyne, co mogę zrobić, to pomóc Ci zbudować poczucie własnej wartości, które będzie Twoim orężem w nierównej walce ze światem, ale również z samym sobą. Jak nikt inny wiem, że każda zmiana i niewiadoma jest źródłem stresu, a wyjście ze strefy komfortu jest czasem ponad siły. Poznałam już te trudne emocje, które czasem ściskają mnie za serce i nie pozwalają na beztroskie cieszenie się życiem. Ciebie chciałabym przed tym uchronić - by było Ci lżej, łatwiej i przyjemniej, ale jedyne, co mogę zrobić, to przytulić Cie do serca i zawsze wspierać.

Synu: dziś, w dniu Twoich urodzin życzę Ci samych cudowności . Niech Ci świat będzie przyjazny: dziś i zawsze!

Kocham Cię
Mama

środa, 4 lipca 2018

DOMOWE POTYCZKI #5: uwaga, dziecko na budowie!

Znalazłam dzisiaj tekst, który napisałam w sierpniu 2017 roku - czyli prawie rok temu. Sama nie wiem, dlaczego go wtedy nie opublikowałam. Pewnie dlatego, że nie był skończony, a w kolejce czekały inne - bardziej "chwytliwe" i ciekawsze z punktu widzenia czytelnika. Pewnie też dlatego, że nie miałam do niego przygotowanych zdjęć. A może również dlatego, że nie byłam w 100% przekonana, że to odpowiednia tematyka posta na bloga...?


Dziś jednak - czytając go - stwierdziłam, że stanowi dla mnie piękną pamiątkę, a pewnie za 5 czy 10 lat będę do niego wracała z prawdziwym rozrzewnieniem. Nie chcę się pozbawiać tej możliwości, bo remont "Starego Domu" to przecież część historii naszej małej rodziny. Historii, którą budujemy z mężem i synem na fundamentach starej, rodzinnej nieruchomości. I - czy tego chcemy, czy nie - wszyscy będziemy częścią historii tego domu. Postanowiłam więc dziś podzielić się z Wami moją zeszłoroczną refleksją na temat obecności dziecka na budowie - choć musicie wiedzieć, że od zeszłego roku wiele się zmieniło: mój mały syneczek to w tej chwili mały odkrywca świata. Ciekawski, wszędzie go pełno, włazi gdzie popadnie i wpada na najgłupsze (z punktu widzenia rodzica, oczywiście!) pomysły. Ciekawi go zwłaszcza to, co jest zabronione, dziecięce zabawy w piasku szybko nudzą - bo przecież fajniej jest dostać do ręki młotek i coś zdemolować :) Usilnie chce naśladować dorosłych i dąży do tego, bo go jak dorosłego traktowano ("bo przecież jestem już duży!") - choć ma dopiero 3 lata :D Nie jest z nim łatwo na budowie, oj nie! :D Dla porównania poczytajcie, jakim był ugodowym dzieckiem zaledwie rok temu...


Dziecko to równoprawny członek rodziny. Co z tego, że mniejszy i trochę mniej kumaty? :) To wciąż osoba, której temat remontu dotyczy.

Dzięki temu może czuć, że staje się integralną "częścią" tego domu.
Serce mi się kraje na myśl, że w momencie przeprowadzki wyrwiemy go z jego naturalnego środowiska, które go otaczało od urodzenia. Że babci, dziadka i wujka nie będzie już na wyciągnięcie ręki, że nie będzie mógł powiedzieć "Mamusiu, Ty idź, babcia mnie tu popilnuje".
Ale ta przeprowadzka jest nieunikniona i potrzebna. Wszyscy potrzebujemy więcej przestrzeni i z każdym rokiem będzie nam trudniej, by 3 pokolenia mieszkały w niewielkim domku jednorodzinnym.


Utarło się, że soboty to dzień, który poświęcamy na prace na "budowie". Oczywistym jest, że nie przebywam tam z dzieckiem przez cały dzień - tylko tyle, ile mogę, ale jest to czas, w którym staramy się oboje chociaż w minimalnym stopniu pomóc. Ktoś mógłby powiedzieć: "Ale jak to, z dzieckiem na budowie? I to jeszcze tak małym?"
A ja mówię: TAK. Bo nasze dziecko na budowie zachowuje się bardzo przyzwoicie, zdaje sobie sprawę z potencjalnych niebezpieczeństw i - przede wszystkim - jest pod moją stałą opieką i obserwacją. Jest to równocześnie doskonała okazja, by uczulić go, że świat nie jest zawsze piękny i kolorowy, ale z różnych stron czyhają na nas niebezpieczeństwa. Czasem przy tej okazji wymyślamy historie "Co by było, gdyby..." Najczęściej są one dość pesymistyczne, ale pobudzają myślenie przyczynowo - skutkowe.
Wspólne pobyty na budowie cementują też naszą małą rodzinę. Świadomość, że działamy dla wspólnego celu jest uskrzydlająca. F. już wie, gdzie będzie jego pokój i inne pomieszczenia w domu. Wie, co jeszcze musimy zrobić i czego brakuje. Sam dopytuje, wywołując tym samym uśmiech na twarzy: "czy kupicie mi lampę do mojego pokoju? Zieloną, bo to mój ulubiony kolor?" (ekhm...kolor to jeszcze kwestia dyskusyjna :D). To miejsce nie jest dla niego obce. Prawdopodobnie nie dociera do niego znaczenie słów "przeprowadzić się", ale myślę, że będzie to mniej bolesne doświadczenie, niż gdyby nie miał styczności z tym domem, który ma stać się naszym miejscem do życia.

Ponadto to świetne pole do nauki samodzielności:

"Mamusiu, chciałbym borówki..."
"Bardzo proszę skarbie - w torbie jest pudełeczko, a w nim borówki. Wyciągnij sobie pudełko, otwórz, usiądź tu niedaleko i zajadaj".
Więc nasz dwulatek drepcze do torby, otwiera ją, wyciąga pudełko, zjada ile chce, po czym chowa pudełko z powrotem do torby, podchodzi do mnie i mówi:
"Mamusiu, już się najadłem, schowałem borówki do torby, będę miał na później" - po czym wraca do przerwanego zajęcia.

"Filipku, pomógłbyś mi pozamiatać?"
"Tak, mamusiu" - po czym biegnie po puste wiadro i swoją łopatkę, którą traktuje jak szufelkę. Doskonale zna schemat: ja zamiatam, on wrzuca do wiadra. Nauka pomocy innym, rozwijanie dużej motoryki - a to wszystko przy tak prostej czynności jak zamiatanie :)


Ale budowa to nie tylko praca i obowiązki - to również zabawa. Własna piaskownica nigdy nie będzie taka fajna jak nieujarzmiona góra piachu, na którą można się wspinać - i którego jest duuużo! Rowerek nigdy nie będzie tak atrakcyjny, jak jeżdżenie w taczce. Zabawkowa wkrętarka nigdy nie będzie tak fajna, jak ta prawdziwa - przy pomocy której można legalnie wiercić dziury w ścianie... I choć dla kogoś to może wydawać się nieodpowiedzialne, to ja przypominam, że najwięcej wypadków zdarza się w domu, gdy jesteśmy przekonani, że nasze dziecko jest bezpieczne....


Tu urywa się moja zeszłoroczna opowieść. Pewnie brak weny lub jakieś nurtujące zajęcia oderwały mnie od tego tekstu i coś sprawiło, że już do niego nie wróciłam. A chyba byłoby szkoda takich wspomnień, prawda? :) Zwłaszcza tych okraszonych zdjęciami. 


Dzięki nim widzę, jak bardzo zmieniło się nasze dziecko w ciągu tego roku - i jak bardzo zmienił się nasz plac budowy. Ale oczywiście nas - rodziców te zmiany absolutnie nie dotyczą - my zawsze jesteśmy piękni i młodzi... no i czasem leciutko oprószeni remontowym pyłem... - no bo to srebro na głowie to przecież nie może być siwizna... :D


Z remontowymi pozdrowieniami
Marta

piątek, 13 stycznia 2017

Poduszka - gwiazdka DIY

Czy Wy też tak macie, że pewne pomysły tkwią Wam w głowie tak uparcie i nieznośnie, dopóki ich nie zrealizujecie?  Ja tak mam z girlandą żarówek (która wciąż czeka na zrobienie) i - do niedawna - z poduszką w kształcie gwiazdki. O ile w kwestii oświetlenia jestem zdana na łaskę i niełaskę męża ( bo sama elektryki nie tykam dla bezpieczeństwa własnego i otoczenia :D), o tyle dziwię się, jak mogłam tak długo zwlekać z poduszką, której wykonanie było banalnie proste i stosunkowo szybkie. Sam projekt zrealizowałam jeszcze przed świętami, ale nie zdążyłam Wam pokazać. Jak zwykle rzeczywistość zweryfikowała moje plany i zamierzenia, ale to przecież nic straconego. Dziś wszystko nadrobimy :D


Poduszki w kształcie gwiazdki nie są co prawda dekoracją całoroczną w świecie dorosłych, ale już w pokojach dzieci - jak najbardziej. W takiej właśnie odsłonie spotkałam się z nimi po raz pierwszy kilka lat temu i pokochałam je od pierwszego wejrzenia. Gdy więc przed świętami Tanja opublikowała zdjęcia swojej poduszki - przepadłam! Traf chciał, że następnego dnia trafiłam w sh na spory kawałek materiału, który w mojej ocenie świetnie nadawałby się na moją wymarzoną gwiazdkę.
Sama nie wiem dokładnie, co to za tkanina: materiał jest rozciągliwy i - co najważniejsze - nie strzępi się. Obstawiam dżersej, a ten typ tkaniny właśnie wykorzystała Tanja w swoim projekcie.
Skoro więc wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że czas skończyć z wymówkami i zabrać się za szycie - już nie było innej rady.


Przygotowałam wszystko, co niezbędne:
- szablon (przygotowałam go ze sztywnej tektury znacznie wcześniej)
- tkaninę
- maszynę do szycia lub igłę i nici w odpowiednim kolorze
- nożyczki
- szpilki

Wykonanie:
Na rozłożonej tkaninie odrysowałam od szablonu dwie gwiazdki, które następnie wycięłam. Obie wycięte gwiazdki ułożyłąm na sobie (prawymi stronami na zewnątrz - tak, jak docelowo miały być zszyte) i zabezpieczyłam szpilkami, by się nie przesuwały. Zszyłam (ręcznie), pozostawiając niewielki otwór na włożenie wypełniania. Do tego celu wykorzystałam poduszkę zakupioną w JYSK. Zszyłam pozostały otwór i już: poduszka - gwiazdka gotowa!


Podsumowanie kosztów:
1. Tkanina: 4 złote (sh)
2. Wypełnienie: 15 złotych (poduszka z JYSK)
Jak widać, zainwestowałam 19 złotych, ale wykorzystałam maksymalnie 1/3 zakupionych materiałów, co w przeliczeniu daje jakieś 6,30 zł za poduszkę, którą wykonałam (nie liczę oczywiście tej odrobiny nici i własnego poświęconego czasu). Nieźle, prawda? :D

Co bym zmieniła:
Już wiem, że następną gwiazdkę zrobię odrobinę większą: bardziej "strzelistą" i o dłuższych ramionach - w ten sposób stanie się przyciągającą wzrok dekoracją narożnika w następnym sezonie zimowym, a na ten prototyp już mam chętnego... - co zresztą widać :)


Pozdrawiam Was ciepło
Marta