Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 września 2020

Jak tanio urządzić ogród?

Wiadomo, że zarówno dom, jak i ogród można urządzić „na bogato”, ale dużo częściej spotykanym rozwiązaniem jest wersja budżetowa, zakładająca pewne finansowe cięcia. Nasz ogród jest tego namacalnym przykładem. W trakcie remontu domu ogród nie jest moim priorytetem – mimo wszystko chcę jednak, by był miły dla oka zarówno naszego, jak i osób nas odwiedzających. Podjęliśmy więc decyzję, że powoli, małymi krokami, będziemy robić to, co jest w zakresie naszych możliwości.



W trakcie planowania tego niewielkiego skrawka przestrzeni przy domu przejrzałam niezliczone ilości inspirujących zdjęć, zarwałam wiele nocy, przeczytałam mnóstwo artykułów i mam wiele przemyśleń związanych z urządzaniem ogrodów. Jedną z nich jest to, że można stworzyć bajkowy ogród bez nadmiernego drenowania kieszeni. Jak? O tym będzie dzisiejszy wpis.



 Jak tanio urządzić ogród?

1. Stwórz koncepcję ogrodu
Stworzenie koncepcji ogrodu to pierwszy i najważniejszy punkt. To ona będzie bazą do budowania rzeczywistej wersji ogrodu. Przemyślana koncepcja to oszczędność: unikamy przypadkowych i niepasujących rozwiązań. Ja założyłam, że w moim ogrodzie postawię na rośliny niekłopotliwe i w konkretnej tonacji kolorystycznej – dzięki temu na zakupach zupełnie ignoruję rośliny, które nie spełniają tych wytycznych.


2. Postaw na pracę własną
To kolejny z najważniejszych punktów tego zestawienia. Taka prawda: by tanio urządzić ogród, należy zakasać rękawy i zabrać się do pracy. Ciężkiej pracy – trzeba oddać. Niejednokrotnie trzeba przewieźć tony ziemi i przenieść tony kamieni, by nadać ogrodowi pożądaną formę. Ale warto – widok powstającego ogrodu to ogromna satysfakcja!


3. Kupuj w dobrych cenach
Kupuj w dobrych cenach to, co komuś już jest niepotrzebne. Przykładem mogą być materiały budowlane i wykończeniowe – np.resztki kostki brukowej, która została komuś po pracach brukarskich. Jeśli wiesz, że będziesz ją w stanie wykorzystać, np.do stworzenia ścieżki ogrodowej (a wiesz to z punktu 1) – to dlaczego nie kupić jej taniej?


4. Wymieniaj się
To moje tegoroczne odkrycie! Facebookowe grupy służące do wymiany ogrodowych skarbów to świetne rozwiązanie, jeśli masz w swoim ogrodzie (albo masz legalny dostęp do takiego ogrodu) nadmiar roślin, które chciałbyś wymienić na inne. Warto poszukiwać grup lokalnych, co znacznie ułatwia wymianę.

5. Wykorzystuj to, co już masz
Wiekowe gazony, gliniane doniczki, cynkowe naczynia, drewniane beczki, kamienie… - jeśli tylko pasują Ci do koncepcji, to dlaczego by ich nie wykorzystać w ogrodowej aranżacji?

6. Bądź elastyczny
Czasem zdarza się, że wymarzona roślina, która miała zajmować zaszczytne miejsce w ogrodzie, jest za droga lub niedostępna. Czy w związku z tym masz przekreślić cały swój plan na ogród? A skąd! Bądź elastyczny, szukaj zamiennika, nie zamykaj się na inne opcje. Może okazać się, że alternatywa wcale nie będzie gorsza od zaplanowanego ideału!


7. Zrób sam
W ogrodzie – poza wspaniałym roślinami, warto również mieć dekoracje, które dodatkowo podkreślą urodę otoczenia. W naszym przypadku będą to ptaki wykonane z kamieni i metalu oraz ogrodowa kula, którą jakiś czas temu pokazywałam Wam w TYM poście, a która wciąż jeszcze czeka na swoją premierę w ogrodzie. Stawiam, że będzie to wiosna 2021.


8. Poluj na okazje!
Zwłaszcza na koniec sezonu: sklepy pozbywają się wówczas niektórych roślin – możesz je wtedy kupić za śmieszne pieniądze. Ja w ten sposób nabyłam wiele roślin do naszego ogrodu.


Zdjęcia ogrodu, które dziś widzicie, były robione równo dwa miesiące temu. Dziś ten fragment obejścia wygląda już inaczej – rośliny się rozrosły, doszły nowe egzemplarze. W przyszłym roku planuję kolejne nasadzenia oraz dołączenie dekoracji i oświetlenia. I szczerze? Już nie mogę się tego doczekać, bo wiem, że będzie tak, jak sobie wymarzyłam i zaplanowałam (w dużym stopniu tak, jak pisałam w TYM wpisie). Cieszę się, że niewielkim kosztem powstał naprawdę przyjemny kawałek ogrodu.


Do napisania
Marta
























sobota, 25 kwietnia 2020

Dekoracyjna kula ogrodowa (diy)


Dzięki temu, że koncepcja ogródka przed domem wydaje mi się odpowiednio dopracowana i przemyślana, wiem już, do jakiego efektu końcowego będę dążyć. Jak mniej więcej ma wyglądać nasz ogród, pisałam Wam w poprzednim poście >>TUTAJ<<

Wspominałam tam, że mam słabość do kulistych form i chciałabym, żeby takie właśnie elementy się tam znalazły. Nic więc dziwnego, że ostatnio moją głowę zaczęły zaprzątać dekoracyjne kule do ogrodu. Przeglądając inspiracyjne zdjęcia na Pintereście zakochałam się w betonowych kulach – nie byłam jednak pewna, czy dobrze by się komponowały w sąsiedztwie Starego Domu. Ja wiem, że betonowe dekoracje ogrodowe święcą dzisiaj triumfy i właściwie bardzo mi się one podobają, w moim odczuciu bardziej jednak pasują do nowoczesnej architektury. Mimo wszystko chciałam, by znalazły się u nas jakieś kule ogrodowe, które są wspaniałą dekoracją każdego ogrodu.


Uważam bowiem, że poza roślinami, które same w sobie są przecież ozdobą, warto też wprowadzić dekoracje do ogrodu. Uważam, że tak jak wnętrza wymagają dopieszczenia w postaci dodatków, tak i ogród dużo lepiej prezentuje się, gdy uzupełnimy jego aranżację o niebanalne dekoracje. W naszym ogródku przed domem takim akcentem będą z pewnością kamienno – metalowe ptaki oraz dekoracyjne kule ogrodowe właśnie.


Nie byłabym jednak sobą, gdybym po prostu poszła do sklepu i je kupiła albo zamówiła siedząc wygodnie na kanapie. Ja postanowiłam zrobić swoją własną kulę wykorzystując popularne i ogólnodostępne materiały. Nie bez znaczenia był fakt, że wszystkie te materiały miałam pod ręką – wiadomo, jak to przy remoncie domu. Przy robieniu mojej kuli popełniłam chyba wszystkie możliwe błędy, ale na szczęście udało się ją uratować. Ostatecznie spod moich rąk wyszła mozaikowa kula do ogrodu, a ja przy okazji chciałabym Wam napisać, jak możecie stworzyć podobną:


Kula do ogrodu (diy) – jak ją zrobić?
 

Potrzebne materiały i akcesoria:
- tkanina, najlepiej z naturalnych włókien (np.bawełna)
- piłka plażowa – najprostsza, np. taka jak >>TU<<
- folia strech lub spożywcza
- marker
- cement
- niewielka szpachla (np. >>TAKA<<)
- klej do płytek (lub inny)
- woda
- niewielkie wiaderko
- resztki gresu
- młotek
- rękawiczki
- grunt głęboko penetrujący
- pędzel
- papier ścierny o granulacji 120
- baaaardzo dużo czasu i motywacji
Wybaczcie kiepskie zdjęcia – robione telefonem „w biegu” (gdy mi się przypomniało) podczas prac. Tu nie było miejsca na wybitne aranżacje :D

1. Przygotuj wszystkie niezbędne materiały i akcesoria. Nie ma nic bardziej irytującego, niż gorączkowe poszukiwania potrzebnych produktów, gdy właśnie zasycha Ci klej :)

2. Napompuj piłkę, owiń ją folią i zaznacz markerem okrąg wokół ustnika do nadmuchiwania piłki. To będzie obszar, który pozostawiamy nienaruszony i który pozwoli na wyciągnięcie piłki po stworzeniu formy.

3.Przygotuj tkaninę: potnij ją na paski o różnej długości i szerokości – praktyka pokaże Ci, jaki format jest najbardziej odpowiedni dla Twojego projektu. Wstępnie zacznij od 7x30cm. Najlepiej, by była to tkanina wykonana z naturalnych włókien, ale tak naprawdę nada się również każda inna. Ja wykorzystałam starą, chyba poliestrową firankę, która jeszcze do niedawna wisiała w oknach Starego Domu. Po pocięciu na paski, zamoczyłam je, a potem mocno odcisnęłam.

4. W małym wiaderku wymieszaj cement w wodą do postaci gęstej papki. Zaprawa nie może być zbyt rzadka, bo ostateczna forma wyjdzie zbyt wiotka. Do powstałej papki wrzuć mokre paski tkaniny, a następnie tymi paskami zacznij obkładać piłkę zabezpieczoną folią.  Prace musisz podzielić na kilka etapów (przynajmniej 2), ponieważ poszczególne elementy formy muszą zdążyć zaschnąć, zanim zaczniesz opracowywać drugą stronę piłki.


5. Gdy po wyschnięciu formy uznasz, że jest wystarczająco sztywna i wytrzymała, wypuść powietrze z piłki – Twoja forma jest gotowa. Teraz wystarczy ją tylko lekko przeszlifować i pomalować gruntem.


6. W tym punkcie możesz przystąpić do przyjemniejszej części prac :) Zacznij od przygotowania gresu: przy pomocy młotka potłucz gres na kawałki (niezbyt małe, ale też nie za długie). Uważaj, bo gres mocno odskakuje pod wpływem uderzeń młotka. Przygotuj ich sporo, bo musisz mieć pewien zapas. W swoim projekcie wykorzystałam resztki gresu, które zostały nam po kafelkowaniu piwnicy. To były ścinki, które już nie nadawały się do wykorzystania nigdzie w domu, ale doskonale sprawdziły się do zrobienia tej kuli.

7. W małym wiaderku rozrób niewielką ilość kleju. Pewnie najlepszy byłby klej do płytek, ale ja miałam do dyspozycji klej do styropianu (właściwie nie wiem skąd, bo nie mamy na budowie styropianu :P), ale przykleiłam gres właśnie na takim kleju i wszystko trzyma się wyśmienicie :) Pamiętaj: kleju ma być mało – lepiej dorobić, niż wyrzucić! Posmaruj fragment formy klejem i zacznij przyklejać kawałki gresu, starając się je dopasowywać do siebie tak, by odstępy między poszczególnymi fragmentami były mniej więcej  jednakowe. Mniej więcej – nie musisz tego robić z miarką :)

8. Na ten etap prac zarezerwuj sobie sporo czasu: musisz to robić po kawałku, czekając aż poszczególne fragmenty wyschną. Pamiętaj przy tym, by ściągać pozostały klej z fragmentów, których w danej chwili nie będziesz obklejać. W przeciwnym razie klej zaschnie i trudno Ci to będzie zrobić później, a konieczna jest równa powierzchnia formy.


9. Gdy okleisz gresem całą kulę, musisz ją zafugować. Ja wykorzystałam dokładnie ten sam klej, którego użyłam do przyklejenia gresu. Czyścisz kulę i już! Twoja mozaikowa kula ogrodowa jest gotowa!


Koszt: trudno tu mówić o kosztach, gdy wszystko miałam w domu. Zakładając, że wykorzystałam 0,5 worka cementu (nie wykorzystałam) i 0,5 worka kleju (może wykorzystałam, nie wiem dokładnie!) to koszt mojej kuli to jakieś 20zł – nie licząc oczywiście czasu własnego. Myślę, że było warto. 


A Wy jak uważacie?
Marta

piątek, 17 kwietnia 2020

DOMOWE POTYCZKI #9: Ogród w starym domu. Co zaplanowaliśmy? Co zrobiliśmy?


Jestem istotą wiejską – nie potrafiłabym się odnaleźć w miejskiej dżungli i tam żyć. Dziś zresztą chyba każdemu dom na wsi otoczony ogrodem jawi się jako raj na ziemi. Na wsi przymusowa izolacja nie jest bowiem tak dokuczliwa jak w mieście. Każdego dnia coraz bardziej doceniam to, że mogę wyjść na dwór, wystawić twarz do słońca i poczuć wiatr we włosach.


Bo tego, z czym przyszło nam się dziś mierzyć – nie przewidział chyba nikt. Nawet najbardziej wybujała wyobraźnia nie potrafiłaby wymyślić tego scenariusza, którego zakończenia – to chyba najgorsze – nie da się przewidzieć. Dziś więc moim największym zmartwieniem nie jest konieczność odseparowania się od społeczeństwa, a strach o bliskich. Martwię się każdego dnia, gdy żegnam się z rodzicami idącymi do pracy, umieram ze strachu całując męża na pożegnanie. Tak po ludzku – zwyczajnie się o nich boję. Również niepewność jutra i szybko topniejące oszczędności spędzają mi sen z powiek. Za nami trudny rok i jeszcze 2 miesiące temu wydawało się, że najgorsze już za nami, tymczasem to dopiero był przedsmak. Marne pocieszenie, że w tym bagnie nie jesteśmy sami i tak naprawdę wszyscy toniemy. Pomijając już fakt, że martwię się o byt naszej firmy, to szczerze współczuję również innym, których ta sytuacja dotknęła. Widzę, jak wszyscy starają się ratować swoje biznesy i jakoś przetrwać ten trudny czas. Bardzo podoba mi się inicjatywa wspierania polskich (a przede wszystkim lokalnych) przedsiębiorców, którzy starają się jakoś przystosować do zaistniałej rzeczywistości. Całym sercem wspieram więc akcję #niepozwolecisiezamknac. Wśród tych, którym kibicuję szczególnie mocno, znalazła się między innymi moja ulubiona Pracownia Florystyki, która dla bezpieczeństwa swojego i swoich klientów zamknęła swoje drzwi już jakiś czas temu. Cały czas jednak istnieje możliwość zakupów online, z której i ja zamierzam za jakiś czas skorzystać – polecam ją Waszej uwadze. Zerknijcie na ich profil na fb, IG lub na Allegro.


Nie jest tajemnicą, że mój mąż też prowadzi działalność gospodarczą i nas również bezpośrednio dotyka zaistniała sytuacja. Jako mikroprzedsiębiorcy jesteśmy częścią rodzimej gospodarki, która traktowana jest jako zło konieczne, chwast pośród kwiecistej łąki sektora przedsiębiorstw państwowych. Dziś więc moje przerażenie pandemią miesza się z pustym śmiechem  w odpowiedzi na pseudopomoc dla polskiej gospodarki. I nic więcej nie powiem, bo byłaby to wysoce niecenzuralna wypowiedź. Jeśli jeszcze posłuchać, jak traktowani są przedsiębiorcy w innych krajach – to już w ogóle płakać się chce z bezsilności, bezradności, zazdrości i złości. Unikamy więc słuchania propagandowych bajek, którymi raczy nas góra, a żeby oderwać się od złych myśli, staram się czymś zająć ręce. Najczęściej to ogród: wszak znane jest powiedzenie, że trzeba ubrudzić ręce, by oczyścić umysł. Coś w tym jest. Równolegle z remontem domu powstaje więc namiastka naszego ogrodu – bardzo niskobudżetowa, bo to nie jest w chwili obecnej priorytet.  Możliwość pogrzebania w ziemi pozwala jednak uwolnić głowę od natrętnych myśli, które krążą wciąż i nieustannie. Obmyślanie planu jednego niewielkiego fragmentu ogrodu stało się teraz moją odskocznią od smutnej rzeczywistości.

Kiedy tylko mogę uciekam do tego mojego kawałka ziemi. Podziwiam cudowne szafirki, które trzy tygodnie temu pieczołowicie przesadzałam, ratując przed niechybnym zniszczeniem, z zachwytem patrzę na soczystą zieleń świeżych listków, obserwuję, czy zasadzone przez nas kłącze gipsówki obudzi się do życia…


Nasz przydomowy ogród przy Starym Domu będzie się docelowo składał z trzech części i będą to: 

- część "reprezentacyjna" - usytuowana bezpośrednio przed domem. Ta część ogrodu ma być po prostu ładna: ma przyciągać wzrok, zapraszać do wejścia i być wizytówką naszego domu.

- część "relaksacyjna", umieszczona w części działki zwanej przeze mnie roboczo "dziedzińcem". Tam planuję nasadzenia, które będą stanowiły wyspę zieleni pośród zabudowań. W tej części zaplanowaliśmy niewielki taras do wypoczynku.

- część "robocza" - umieszczona w tylnej części działki. Tam planujemy posadzić jakieś drzewka owocowe, umieścić grządki i postawić domek narzędziowy. Tam również znajdzie swoje miejsce kompostownik, suszarka na pranie oraz miejsce do zabawy dla dziecka. To również jedyna część ogrodu, w której znajdzie się tradycyjny trawnik. 

W tej chwili jednak skupiam się na ogródku przed domem. Lubię czasem stanąć z boku i wyobrażać sobie, jak będzie wyglądać ten fragment obejścia za rok, dwa czy pięć lat. A żeby Wam mniej więcej zobrazować, co mam na myśli, poniżej mały moodboard (a pod nim linki - odnośniki do stron, gdzie możecie kupić podane produkty):












Oczami wyobraźni widzę rosnące tam trawy (nie mylić z trawą) ozdobne, hortensje, lawendy, rozchodniki i glicynię pnącą się po pergoli rozpostartej nad niewielkim placykiem. Na tym placyku chciałabym postawić uroczy komplecik mebli ogrodowych - niczym z francuskiego bistro, aby w każdej chwili można było przycupnąć w tym zacisznym zakątku. Widzę donice z kulkami bukszpanu, a kulista forma będzie powtórzona w dekoracjach: moim marzeniem są dekoracyjne kule umieszczone pośród szeleszczących traw oraz kuliste lampy dopełniające całość. Również tam swoje miejsce znajdą moje kamienno - metalowe ptaki, które uwielbiam. Będzie pięknie, mówię Wam! 

P.S. Mamy też odświeżony, tymczasowy płot na czas remontu (ze starych łat po remoncie dachy - pełen odzysk!). Wygląda o niebo lepiej niż stary! Do kompletu drewniana, tymczasowa skrzynka na listy :) Furtka jeszcze stara, za bramy już nie ma - nie wytrzymała któregoś z zimowych huraganów ;P

Uściski z ogrodu
Marta

sobota, 7 kwietnia 2018

Sprzęt ogrodniczy dla 3-latka

Czy jest sens kupowania zabawek imitujących "dorosłe" sprzęty naszemu dziecku?
Absolutnie NIE!
Nasz syn to bowiem wymagający delikwent: jego nie zadowoli nawet najlepsza atrapa - on MUSI mieć prawdziwy, działający sprzęt, tak jak mamusia i tatuś. I na nic się zdają tłumaczenia, że dla dzieci są zabawki, a prawdziwe narzędzia są zarezerwowane dla dorosłych. Zbywa je stwierdzeniem: "ale przecież ja już jestem duży".


Taaak, trudny zawodnik.
We wszystkim chce nas naśladować, czasem aż do bólu. Nie da się go przekonać, że piła czy nóż to nie najlepsze zabawki dla niego... Trudno jest nam jednak odseparować go od narzędzi, gdy są one jego codziennością: mama wiecznie dzierży w dłoni wkrętarkę, a tatuś-stolarz ma tyle fajnych sprzętów... Raz - jeden jedyny - daliśmy się ponieść złudzeniom i na jego usilne prośby kupiliśmy mu zabawkową piłę. Piękna imitacja prawdziwego, markowego sprzętu, wyglądająca jak prawdziwa i brzmiąca też prawie jak prawdziwa. I być może zabawka zostałaby zaakceptowana, gdyby nie jeden mały szczegół: "maszyna" nie cięła.

Och, ileż ja się nasłuchałam pretensji i żalów w stylu: "ale mamusiu, dlaczego ta piła nie tnie, ja chcę żeby tu odpadał kawałek deski" - to wiem tylko ja. To był pierwszy i ostatni raz, gdy daliśmy się namówić na podobną akcję. Następnej - dla własnego zdrowia psychicznego - już z pewnością nie będzie.


Rzecz się ma podobnie z zabawkami na dwór. Akceptowalne są zabawki do piasku, piłki, sprzęty jeżdżące - ale już narzędzia do pracy, to co innego... Młody dostał w tamtym roku zestaw do prac w ogrodzie. Nie powiem że piękny, bo plastik raczej nie wprawia mnie w zachwyt - ale z pewnością praktyczny, lekki i odpowiedni dla dzieci.

Problem był tylko jeden: młody się nim nie bawił. A ja wciąż tylko słyszałam pytanie: "mamusiu, dlaczego ja nie mogę kopać tak jak ty [szpadlem]?". Nie przekonywały go tłumaczenia, że jego łopatka i grabki to tylko zabawki, które nie służą do prawdziwej pracy i zwyczajnie się zniszczą. Stało się to jeszcze bardziej problematyczne, gdy jesienią zaczęliśmy pracować w ogrodzie naszego "starego domu" - wciąż walczyliśmy między sobą o prawdziwy sprzęt, bo ilekroć chciałam z czegoś skorzystać, tylekroć okazywało się, że ma go w posiadaniu nasz syn. I trzeba dodać - radził sobie z nim nie najgorzej!


Co było robić, gdy wiedziałam, że w tym roku nie będzie wcale lepiej?
Nie pozostało mi nic innego, jak kupić mu prawdziwy sprzęt w wersji mini. To również nie było najłatwiejsze zadanie, bo wpisując w Google frazę "szpadel dla dzieci" - zazwyczaj wyszukiwane były zabawkowe sprzęty. Ratunkiem okazały się być okoliczne markety budowlane: to w nich zaopatrzyłam się w "mini-szpadel" - lekki, ale wytrzymały. Metalowy, ale wzmocniony włóknem szklanym. W wersji mini, ale o idealnej wielkości dla mojego 3-latka. Chłopak był zachwycony, ale okazało się, że to nie była jego jedyna zachcianka: gdy podczas zakupów zauważył zestaw "mini-narzędzi" ogrodniczych, wykrzyknął z emfazą: "mamusiu, marzyłem o właśnie takim zestawie, możemy go kupić?". No i wymiękłam. Nie jestem skora do bezrefleksyjnego kupowania zabawek, ale ten zachwyt w jego głosiku zmiękczył moje radykalne serce :) Mam głęboką nadzieję, że te nowe sprzęty zwiększą jego motywację do "wspólnych" prac w ogródku: przy czym mam raczej na myśli, by dał mi chwilę spokoju, a sam zajął się czymkolwiek :)

Kwestia bezpieczeństwa to przede wszystkim nadzorowanie dziecka - bez wątpienia. Bo mimo, że mój syn jest raczej rozsądny - ale to wciąż jeszcze przecież dziecko, które miewa bardzo głupie pomysły. Nie widzę jednak powodu, by mu zabraniać korzystania z tych narzędzi - uważam, że zwiększam jego poziom samodzielności i poczucie odpowiedzialności. Nie bez znaczenia jest też fakt, że dzięki operowaniu narzędziami poprawia się sprawność manualna małej rączki. No i najmniej istotny aspekt: te mini akcesoria wyglądają tak słodko, że nie można im się oprzeć :)

Nie zdziwcie się więc, jeśli zostaniecie zasypani ogrodniczym spamem - bo właśnie wokół roślin i prac ogrodniczych krążą teraz moje myśli. A że jesteśmy zaopatrzeni w sprzęt - to będzie się działo...

Pozdrawiam Was z ogródka
Marta

czwartek, 8 lutego 2018

DOMOWE POTYCZKI #4: plany na przydomowy ogród

Zima sprzyja przemyśleniom i refleksjom, ale również twórczym działaniom. To właśnie zimą powstaje u nas najwięcej domowych dekoracji. Brak aktywności - gdy nastają krótkie dni i długie wieczory - powoduje, że wciąż tylko siedząc w domu, mam najwięcej motywacji do zmian. Gdy latem więcej nas nie ma w domu niż jesteśmy - wtedy monotonia domowych aranżacji nie doskwiera mi jakoś szczególnie, ale zimą - to już co innego.

Nie da się też ukryć, że tęskno mi do kwitnących, wiosennych gałązek, polnych kwiatów i dekoracyjnych liści - zwłaszcza po takiej szarej, jesienno-wiosennej zimie, jaka gości u nas w tym roku. Nic więc dziwnego, że gdy dziś rano moim oczom ukazał się biały,piękny, śnieżny świat - nie zastanawialiśmy się długo i już z samego rana powędrowaliśmy na dwór. Coś, co dla mnie było naturalne i normalne, dla mojego dziecka jawi się jako coś egzotycznego i niespotykanego. Śnieg - bo o nim mowa - jest w tej chwili zjawiskiem tak rzadkim, że nawet ja przyjemnością opuściłam mury domu, by zakosztować tego, o czym już zdążyłam zapomnieć.



Jakże przyjemnie było później wrócić do domu i ogrzać się w jego cieple! W takich chwilach jeszcze bardziej doceniam to, że zawsze mam gdzie wracać. Marzy nam się jednak już nasz własny kąt - gdzie mielibyśmy wystarczająco dużo miejsca, gdzie bylibyśmy całkowicie niezależni i gdzie (co ważne dla mnie) - mogłabym się artystycznie i dekoracyjnie wyżyć!

Zima to dla nas czas, w którym możemy przemyśleć pewne sprawy związane z naszym starym domem: to czas na dyskusje i podejmowanie wstępnych decyzji. Po długiej, zimowej bezczynności aż przebieramy nogami, by z powrotem wrócić na budowę i tchnąć w te mury odrobinę życia i energii. Mamy zapał, chęci i siły, bo wiemy, że robimy to dla siebie. Jest jednak jedna wada takiego trybu działania: czas! Niestety samodzielny remont, prowadzony systemem gospodarczym to remont, który spośród wszystkich dostępnych opcji trwa najdłużej - ale to jest oczywiste. Plany na ten rok są ambitne - mój mąż bierze na siebie prace wewnątrz domu, ja natomiast chciałabym się skupić na małym ogródku przed domem. Do tej pory były tam stare i zniszczone drzewa, które zagrażały samemu budynkowi i ludziom w obejściu. Trzeba było je więc usunąć i to była jedna z pierwszych rzeczy, którą zrobiliśmy, gdy już wiedzieliśmy, że dom przejdzie w nasze ręce. Po tych drzewach zostało pięć korzeni, które trzeba usunąć, by móc doprowadzić ten fragment obejścia do stanu używalności. To mój plan działania na wiosnę i już nie mogę się doczekać pierwszych cieplejszych dni, gdy będziemy mogli zakasać rękawy i wkroczyć do akcji. Będę miała zacnego 3-letniego pomocnika, więc zakładam, że ta moja praca może zająć mi cały sezon - ale nie zrażam się, bo wiem, że da mi ona mnóstwo satysfakcji :) Przed domem planuję zrobić mały nasyp i obsadzić wrzosami i iglakami. Będzie to swego rodzaju skalniak, ale z użyciem kamieni wulkanicznych, które udało nam się zebrać na okolicznych polach. Jeśli wierzyć mężowi, któremu zdarzało się uważać na lekcjach geografii - kamienie te zawdzięczamy nieczynnemu, małemu wulkanowi w naszej okolicy. Piękne, czarne, ostre kamienie to coś, co idealnie będzie pasować do mojej wizji.

Nie jestem ogrodnikiem i lepiej się czuję w aranżacji wnętrz niż ogrodów, ale wydaje mi się, że sprawi mi to wiele radości. Cała moja wiedza opiera się na tym, co wyniosłam z domu (a właściwie ogrodu) rodzinnego. Coś mi tam świta, podstawową wiedzę mam - więc nie pozostaje mi nic innego, jak się dokształcać, a później przenosić tę wiedzę do swojego ogrodu. Marzą mi się wrzosy i wrzośce, które będą zdobić ten fragment obejścia przez większość roku. Sprawdzą się u nas tylko rośliny mało wymagające i "same-sobie-radzące". W tej chwili świetnie rosną na naszym placu budowy trawy, które posadziłam w zeszłym roku. Mała kosodrzewina również żyje, a ja żywię nadzieję, że i moje ukochane krzewy hortensji przetrwają i będą cieszyć oczy w tym sezonie. Planuję również dosadzić w przyszłości kilka krzewów lawendy - na korzyść pszczołom, dla dekoracji i zapachu, ale również dlatego, że to roślina dość odporna na suszę i lubiąca gleby przepuszczalne, a właśnie z takimi przyjdzie jej się zmierzyć.



Ciekawa jestem, ile z tych moich planów uda mi się zrealizować - bo przyjdzie mi stawić czoło ogrodowi, który tak naprawdę nigdy ogrodem nie był. Tych kilka drzew, mech i trawa to jeszcze nie coś, co zasługuje na miano "ogrodu" - zwłaszcza na tak ograniczonej przestrzeni. Przypominam bowiem, że mówimy tylko o strefie przed domem (a jest to naprawdę wąski pas, gdyż dom umiejscowiony jest blisko drogi). Najprościej byłoby tam posiać trawę, posadzić trochę krzewów i już. Ale: oczami wyobraźni już widzę ten kurz podczas koszenia - zwłaszcza w czasie suchego lata. Mimo nawadniania nie wierzę, że podczas koszenia nie brudziłyby się okna. Jeśli dodać do tego przejeżdżające blisko domu samochody - to mamy gwarantowane mycie okien co najmniej raz w tygodniu. Chcę chociaż zminimalizować te niekorzystne warunki i nie dokładać sobie na przyszłość roboty. 

Duży ogród to natomiast temat na oddzielny post. To spory fragment działki za domem, do którego w tej chwili mamy dojście jedynie przez budynek gospodarczy. Mamy nadzieję, że w tym roku się to zmieni, ale aranżacją tamtej przestrzeni zajmiemy się dopiero za kilka lat - gdy pozbędziemy się stamtąd resztek materiałów budowlanych, starych dachówek i cegieł oraz ogromnej hałdy gruzu - która powstała podczas prac wewnątrz domu. Ale nie spieszę się - dzięki temu koncepcja będzie powstawała powoli i - mam nadzieję - będzie bardziej przemyślana. 


Z ciepłymi pozdrowieniami
Marta