Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 stycznia 2021

Jak zaplanować remont łazienki. Projektowanie łazienki krok po kroku

Prace w naszym starym domu powoli posuwają się naprzód. W tej chwili są na tyle zaawansowane, że spod warstw kurzu zaczynają wyłaniać się poszczególne pomieszczenia. Widać już, gdzie będzie salon, gdzie kuchnia, a gdzie łazienka. Ta ostatnia była przez nas zaprojektowana najwcześniej i - o dziwo! - wersja ostateczna nie odbiega znacząco od pierwowzoru!

Dla wielu osób remont łazienki jawi się jako koszmar. Nic dziwnego: ogrom prac, jakich wymaga to niewielkie zazwyczaj pomieszczenie rzeczywiście może przerażać. Jeśli doliczyć do tego jej wyłączenie (choćby tylko krótkotrwałe, ale jednak!) z użytku codziennego i koszt całego przedsięwzięcia, to rzeczywiście robi się z tego niezły majdan. Do remontu łazienki warto się więc solidnie przygotować, aby z każdej sytuacji mieć jakieś wyjście awaryjne.

Projekt łazienki - pierwowzór

Projektowanie łazienki krok po kroku.

Samodzielne projektowanie łazienki nie jest może najprostsze, ale nie jest również niemożliwe. Jeśli planujesz samodzielnie zaprojektować lub zaplanować remont łazienki, miej na uwadze kilka ważnych kwestii.

1. Planując jakiekolwiek prace w obrębie łazienki, w pierwszej kolejności skonsultuj się z wykwalifikowanym hydraulikiem. Zapytaj go o wszystkie możliwe warianty, sprawdź, czy Twoje pomysły da się zrealizować. przedstaw mu swoje wizje i skonfrontuj z rzeczywistymi możliwościami i ograniczeniami technicznymi. 

2. Jeśli zamierzasz przenosić którykolwiek ze sprzętów łazienkowych w inne miejsce, zapytaj, czy na pewno jest to możliwe. Warto przy tym wziąć pod uwagę zdanie kilku fachowców - you know what I mean ;)

3. Jeśli planujesz wymianę sprzętów, pierwszą rzeczą, jaką musisz zrobić jest dokładne wymierzenie pomieszczenia. Warto również zrobić dokumentację fotograficzną - ułatwi Ci to planowanie i zakup wyposażenia (zdjęcia przydają się zwłaszcza podczas zakupów w sklepie, gdy masz wątpliwości np. co do lokalizacji gniazdek elektrycznych, rur etc.)

4. Jeśli masz taką możliwość, spróbuj wykonać projekt łazienki w którymś z darmowych programów do projektowania. Da Ci to pewien obraz, czy Twoja wizja przestrzeń rzeczywiście będzie dobrze wyglądała w rzeczywistości. Jeśli nie masz takiej smykałki, nie masz czasu lub ochoty, możesz też zlecić wykonanie prostej wizualizacji osobie wykwalifikowanej. Proste wizualizacje, bez wymiarowania i trzymania się szczegółów 1:1 to koszt rzędu 200zł. 

5. Planując łazienkę, uwzględnij ważne wytyczne dotyczące ergonomicznego i bezpiecznego usytuowania sprzętów. Postaraj się zachować niezbędne odległości między nimi - to nie tylko kwestia estetyki i wygody, ale przede wszystkim bezpieczeństwa. Jeśli planujesz w swojej łazience meble na wymiar, warto, byś skonsultował się ze stolarzem jeszcze przed rozpoczęciem remontu. Niektórzy stolarze w ramach swojej usługi oferują nie tylko wykonanie mebli, ale też doradztwo czy nawet wykonanie wizualizacji wnętrza - taką kompleksową usługę ma w swojej ofercie np. meblesoledo.pl (stolarz Opole i okolice). 

6. Wykonany wcześniej pomiar pomieszczenia pozwoli Ci zaplanować zakupy. Dzięki niemu ustalisz, ile płytek ściennych i podłogowych będziesz potrzebować, ile farby masz kupić, czy też jak duży brodzik lub wanna zmieści się w Twojej łazience.

7. Zdecyduj, czy chcesz mieć umywalkę nablatową czy wpuszczaną. Za wyborem umywalki idzie z kolei wybór odpowiedniej baterii. Zaplanuj, czy chcesz tylko toaletę, czy toaletę i bidet. A może toaletę myjącą? Opcji jest mnóstwo. Odpowiedz sobie na pytanie, czy preferujesz szybki prysznic, czy kąpiel w wannie - od tego i od możliwości lokalowych będzie uzależniony Twój wybór. 

8. Zaplanuj kolorystykę, pamiętając, że ciemne barwy optycznie pomniejszają pomieszczenie, a jasne powiększają. Efekt powiększenia dają również powierzchnie lustrzane. Jeśli planujesz duże lustro, warto, byś pomyślał o macie grzewczej, która zapobiegnie parowaniu tafli lustra, gdy w łazience unosić się będzie para wodna od gorącego strumienia wody.


Remont łazienki w starym domu - postęp prac

Dzięki temu, że nasz remont wykonujemy w większości samodzielnie, jesteśmy praktycznie niezależni i możemy zrobić wszystko po swojemu. Dla przypomnienia: łazienkę przenosiliśmy z innego miejsca domu - dzięki odpowiednio wczesnej konsultacji z hydraulikiem, udało się to zrobić bez żadnego problemu. Zaplanowaliśmy (patrz pierwsza grafika - to nasz pierwowzór projektu łazienki, który ostatecznie realizujemy) subtelnie wydzieloną toaletę i prysznic bez brodzika, a także długi blat i duuuże lustro, dzięki czemu w końcu ustaną poranne spory o to, kto ma się pierwszy szykować do wyjścia :) Płytki - takie same w całym domu - powtarzają się również na podłodze i ścianach w łazience. Tylko na jednej ścianie zdecydowaliśmy się na bardzo ciemne płytki, które stanowią świetny kontrast dla pozostałych, jasnych powierzchni. Całość uzupełnią drewniane drzwi przesuwne, które będą stanowić przysłonę dla osoby korzystającej z toalety lub osłonę zapobiegającą rozchlapywanie wody w czasie korzystania z części prysznicowej. Nie zapominajmy również o grzejniku - drabince prysznicowej, który był moją jedyną fanaberią w czasie całego tego remontu. 

Wszystko bardzo prosto, skromnie, bez nadęcia. Tworzymy sobie bazę, którą będziemy umieli łatwo uzupełniać i podkręcać różnymi dodatkami - w zależności od aktualnych preferencji. 

Tymczasem podaję Wam propozycje elementów wykończeniowych, które pasowałyby do stylu naszej łazienki.  Bierzcie i częstujcie się: 














Uciekam dalej w swoją remontową rzeczywistość, a wy działajcie! Zmieniajcie swoje otoczenie, by było ładne i przytulne - w czasach lockdownu i pracy zdalnej to przecież miejsce, gdzie spędzacie większość swojego czasu. Sprawcie, by otaczało Was piękno - bo czemu nie?

Do napisania

Marta

piątek, 17 kwietnia 2020

DOMOWE POTYCZKI #9: Ogród w starym domu. Co zaplanowaliśmy? Co zrobiliśmy?


Jestem istotą wiejską – nie potrafiłabym się odnaleźć w miejskiej dżungli i tam żyć. Dziś zresztą chyba każdemu dom na wsi otoczony ogrodem jawi się jako raj na ziemi. Na wsi przymusowa izolacja nie jest bowiem tak dokuczliwa jak w mieście. Każdego dnia coraz bardziej doceniam to, że mogę wyjść na dwór, wystawić twarz do słońca i poczuć wiatr we włosach.


Bo tego, z czym przyszło nam się dziś mierzyć – nie przewidział chyba nikt. Nawet najbardziej wybujała wyobraźnia nie potrafiłaby wymyślić tego scenariusza, którego zakończenia – to chyba najgorsze – nie da się przewidzieć. Dziś więc moim największym zmartwieniem nie jest konieczność odseparowania się od społeczeństwa, a strach o bliskich. Martwię się każdego dnia, gdy żegnam się z rodzicami idącymi do pracy, umieram ze strachu całując męża na pożegnanie. Tak po ludzku – zwyczajnie się o nich boję. Również niepewność jutra i szybko topniejące oszczędności spędzają mi sen z powiek. Za nami trudny rok i jeszcze 2 miesiące temu wydawało się, że najgorsze już za nami, tymczasem to dopiero był przedsmak. Marne pocieszenie, że w tym bagnie nie jesteśmy sami i tak naprawdę wszyscy toniemy. Pomijając już fakt, że martwię się o byt naszej firmy, to szczerze współczuję również innym, których ta sytuacja dotknęła. Widzę, jak wszyscy starają się ratować swoje biznesy i jakoś przetrwać ten trudny czas. Bardzo podoba mi się inicjatywa wspierania polskich (a przede wszystkim lokalnych) przedsiębiorców, którzy starają się jakoś przystosować do zaistniałej rzeczywistości. Całym sercem wspieram więc akcję #niepozwolecisiezamknac. Wśród tych, którym kibicuję szczególnie mocno, znalazła się między innymi moja ulubiona Pracownia Florystyki, która dla bezpieczeństwa swojego i swoich klientów zamknęła swoje drzwi już jakiś czas temu. Cały czas jednak istnieje możliwość zakupów online, z której i ja zamierzam za jakiś czas skorzystać – polecam ją Waszej uwadze. Zerknijcie na ich profil na fb, IG lub na Allegro.


Nie jest tajemnicą, że mój mąż też prowadzi działalność gospodarczą i nas również bezpośrednio dotyka zaistniała sytuacja. Jako mikroprzedsiębiorcy jesteśmy częścią rodzimej gospodarki, która traktowana jest jako zło konieczne, chwast pośród kwiecistej łąki sektora przedsiębiorstw państwowych. Dziś więc moje przerażenie pandemią miesza się z pustym śmiechem  w odpowiedzi na pseudopomoc dla polskiej gospodarki. I nic więcej nie powiem, bo byłaby to wysoce niecenzuralna wypowiedź. Jeśli jeszcze posłuchać, jak traktowani są przedsiębiorcy w innych krajach – to już w ogóle płakać się chce z bezsilności, bezradności, zazdrości i złości. Unikamy więc słuchania propagandowych bajek, którymi raczy nas góra, a żeby oderwać się od złych myśli, staram się czymś zająć ręce. Najczęściej to ogród: wszak znane jest powiedzenie, że trzeba ubrudzić ręce, by oczyścić umysł. Coś w tym jest. Równolegle z remontem domu powstaje więc namiastka naszego ogrodu – bardzo niskobudżetowa, bo to nie jest w chwili obecnej priorytet.  Możliwość pogrzebania w ziemi pozwala jednak uwolnić głowę od natrętnych myśli, które krążą wciąż i nieustannie. Obmyślanie planu jednego niewielkiego fragmentu ogrodu stało się teraz moją odskocznią od smutnej rzeczywistości.

Kiedy tylko mogę uciekam do tego mojego kawałka ziemi. Podziwiam cudowne szafirki, które trzy tygodnie temu pieczołowicie przesadzałam, ratując przed niechybnym zniszczeniem, z zachwytem patrzę na soczystą zieleń świeżych listków, obserwuję, czy zasadzone przez nas kłącze gipsówki obudzi się do życia…


Nasz przydomowy ogród przy Starym Domu będzie się docelowo składał z trzech części i będą to: 

- część "reprezentacyjna" - usytuowana bezpośrednio przed domem. Ta część ogrodu ma być po prostu ładna: ma przyciągać wzrok, zapraszać do wejścia i być wizytówką naszego domu.

- część "relaksacyjna", umieszczona w części działki zwanej przeze mnie roboczo "dziedzińcem". Tam planuję nasadzenia, które będą stanowiły wyspę zieleni pośród zabudowań. W tej części zaplanowaliśmy niewielki taras do wypoczynku.

- część "robocza" - umieszczona w tylnej części działki. Tam planujemy posadzić jakieś drzewka owocowe, umieścić grządki i postawić domek narzędziowy. Tam również znajdzie swoje miejsce kompostownik, suszarka na pranie oraz miejsce do zabawy dla dziecka. To również jedyna część ogrodu, w której znajdzie się tradycyjny trawnik. 

W tej chwili jednak skupiam się na ogródku przed domem. Lubię czasem stanąć z boku i wyobrażać sobie, jak będzie wyglądać ten fragment obejścia za rok, dwa czy pięć lat. A żeby Wam mniej więcej zobrazować, co mam na myśli, poniżej mały moodboard (a pod nim linki - odnośniki do stron, gdzie możecie kupić podane produkty):












Oczami wyobraźni widzę rosnące tam trawy (nie mylić z trawą) ozdobne, hortensje, lawendy, rozchodniki i glicynię pnącą się po pergoli rozpostartej nad niewielkim placykiem. Na tym placyku chciałabym postawić uroczy komplecik mebli ogrodowych - niczym z francuskiego bistro, aby w każdej chwili można było przycupnąć w tym zacisznym zakątku. Widzę donice z kulkami bukszpanu, a kulista forma będzie powtórzona w dekoracjach: moim marzeniem są dekoracyjne kule umieszczone pośród szeleszczących traw oraz kuliste lampy dopełniające całość. Również tam swoje miejsce znajdą moje kamienno - metalowe ptaki, które uwielbiam. Będzie pięknie, mówię Wam! 

P.S. Mamy też odświeżony, tymczasowy płot na czas remontu (ze starych łat po remoncie dachy - pełen odzysk!). Wygląda o niebo lepiej niż stary! Do kompletu drewniana, tymczasowa skrzynka na listy :) Furtka jeszcze stara, za bramy już nie ma - nie wytrzymała któregoś z zimowych huraganów ;P

Uściski z ogrodu
Marta

wtorek, 24 marca 2020

Boho rozety DIY - tania dekoracja w stylu boho!

Niekwestionowaną królową wnętrzarskiego świata i nieustanną inspiracją jest dla mnie @marzena.marideko. Gdy trafiłam do jej instagramowego świata - totalnie przepadłam. Śledzę jej poczynania, obserwuję zmiany w domu i ciągle od nowa zakochuję się w dekoracjach, które robi. Nic więc dziwnego, że serwetki, które pewnego dnia podarowała mi babcia, w mojej wyobraźni od razu stały się czymś na kształt rozet boho, które robi Marzena.



Serwetki - własnoręcznie wykonane przez moją babcię i skrupulatnie wykrochmalone, nie są może idealnie symetryczne, ale są zrobione z miłością i nie miałam serca chować ich w szafce na wieczne nigdy. Wiedziałam jednak, że w mojej obecnej sytuacji mieszkaniowej z pewnością nie znajdą zastosowania takiego, jak przewidywała babcia :) Zainspirowana dekoracjami tworzonymi przez Marzenę postanowiłam zrobić z nich boho rozety. Jak zwykle - w wersji niskobudżetowej. Ze spaceru przynieśliśmy do domu brzozowe gałązki - dzięki temu, że mieszkamy na wsi, możemy nawet dziś swobodnie wychodzić na przechadzki wśród okolicznych pól i zagajników. Z tych cieniutkich, giętkich gałązek uplotłam małe, zgrabne wianuszki, wielkością dopasowane do poszczególnych serwetek. Następnie zamocowałam serwetki wewnątrz wianuszków, a na koniec połączyłam poszczególne wianuszki ze sobą. Całość zawiesiłam w oknie i przyznam, że efekt jest uroczy: to nieprzesadzona dekoracja, która doskonale pasuje do naszego naturalnego wnętrza. Można by się było czepiać asymetrii i pewnych niedoskonałości - ale te małe mankamenty tylko dodają rozetom uroku.



Rękodzieło jest też świetnym zajęciem w tym szczególnym, trudnym czasie - pozwala zająć ręce i myśli. Efektem ubocznym jest upiększanie wnętrz, w których przyszło nam spędzać teraz więcej czasu niż zazwyczaj. Korzystajmy z tych okoliczności i róbmy to, na co nigdy nie mieliśmy czasu. Jak nie teraz, to kiedy?


Zdrówka!
Marta

poniedziałek, 10 lutego 2020

Mam złamane serce...

...po mojej zeszłotygodniowej porażce w walce o cudownego fikusa na OLX  :D

Nie ma co ukrywać: regularnie przeglądam OLX, a szczególną atencją darzę dział "oddam za darmo". Właśnie tam pojawiło się ostatnio ogłoszenie: "Oddam fikusa" - i musicie to sobie wyobrazić, że to nie był byle jaki fikus. To nie było chucherko, które ledwo wypuściło listki nad doniczkę. Nie: to było rasowe fikusisko, w sam raz do dużej przestrzeni naszego Starego Domu. (nieważne, że jeszcze daleko du.a oka. No nieważne, mówię Wam,. Jakoś bym go jeszcze tu u nas upchnęła, a potem z przyjemnością przewiozła do nowego-starego domu :D). Fakt, nie był idealny - tzn. miał wyjątkowo długie odstępy pomiędzy poszczególnymi liśćmi, ale to nie był dla mnie jakiś szczególny problem. Och, jaką ja miałam chrapkę na niego! Niestety, spóźniłam się! Fajne ogłoszenia mają niestety to do siebie, że bardzo szybko znikają, pozostawiając poczucie druzgocącej klęski :D



Tymczasem taki świeży nabytek by się przydał, żeby trochę podbudować moje roślinne morale, bo ta zima była jakaś mordercza dla wielu moich kwiatów i z bólem serca obserwuję, jak wiele z nich umiera i raczej nie doczeka wiosny. Mimo jednakowej pielęgnacji przez cały czas, żywota dokonują starce Rowleya. Z zimą totalnie nie poradził sobie również grubosz Hobbit, którego kupiłam kiedyś w Biedronce. Mój fikus lirolistny wciąż stoi u mamy, bo aktualna miejscówka zdecydowanie bardziej mu odpowiada. Tym sposobem zostały ze mną tylko te najbardziej odporne okazy, a wśród nich moja nieśmiertelna sansewieria. Jeśli miałabym wskazać najbardziej odporną, a jednocześnie okazałą i wdzięczną, to byłaby to właśnie ona. Wytrzymuje bez wody, wytrzymuje w cieniu, wytrzymuje w każdych ekstremalnych warunkach i musi być naprawdę umęczona, by można to było po niej poznać. 



Do mojej kolekcji dołączył ostatnio skromny aloes, który dostałam od babci. Jedyny problem, jaki mam w związku z moimi roślinami, to niedobór odpowiednio dużych osłonek na doniczki, które stanowiłyby harmonijny komplet. Przymierzam się więc, by rozpocząć polowanie na nowe osłonki. Co ważne: muszą być takie, by pasowały do aranżacji, jaką sobie zaplanowałam w naszym Starym Domu. A że moje poszukiwania zazwyczaj trwają długo, to szacuję, że może za rok - na czas planowanej przeprowadzki - jakoś się wyrobię z ich kompletowaniem... :D

Pokażę Wam mniej więcej, co mi się podoba i w co celuję. Jeśli któraś z moich propozycji by się Wam spodobała - pod zestawieniem zdjęciowym macie podane linki to poszczególnych doniczek.
Proszę, częstujcie się :)




Marta

P.S. Jeśli chcesz się pozbyć swoich kwiatów - to ja chętnie przyjmę :D To trochę złagodzi mój ból duszy po niedosżłym fikusie :D

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Fotel bujany Swing - moje wnętrzarskie marzenie!

Z reguły jestem odporna na zakupowe pokusy - nawet te wnętrzarskie. Już wyleczyłam się ze wzdychania do czegoś, co mają wszyscy: nieważne, czy jest to koc z wełny czesankowej czy chodzi o kubek w stylu wabi-sabi. Ja już wiem, że te trendy prędzej czy później przeminą, a mnie pozostanie pustka w portfelu i gryzące wyrzuty sumienia. Nie, dzięki, nie skorzystam. Takie chwilowe mody to nie dla mnie - ja swoje wnętrza buduję powoli (bardzo nawet!), z namysłem i pewnym pietyzmem. Żongluję posiadanymi dodatkami, tworzę nowe jeśli trzeba, ale do kupowania raczej się nie rwę. Większości swoich zachcianek potrafię się oprzeć. Jeśli jednak coś wpadnie mi w oko i przez wiele tygodni, a nawet miesięcy czy lat nie jest mi w stanie przestać zaprzątać głowę, to znaczy, że to jest TO!



Są bowiem takie rzeczy, do których wzdycham i wiem, że prędzej czy później to moje wzdychanie zakończy się drogim zakupem. Mam niestety taką przypadłość, że podświadomie wybieram sobie rzeczy drogie. Tak było z Kitchen Aid'em, tak było też z girlandą żarówek. Mimo wszystko nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na mojego robota planetarnego i wymarzoną lampę  - to spełnienie moich marzeń i bardzo praktyczne przedmioty: Kitchen Aid zdecydowanie ułatwia i uprzyjemnia mi pracę w kuchni, a łańcuch żarówek oświetla nasz pokój codziennie. Dosłownie CODZIENNIE - uwielbiamy go wszyscy!


Ostatnio moim sercem zawładnął fotel bujany i podskórnie czuję, że to będzie mój kolejny wnętrzarski łup. Nawet, jeśli przyjdzie mi na niego poczekać długo - nie szkodzi, ja poczekam. Cierpliwa jestem. Jedyne, co jest w stanie przyspieszyć decyzję o zakupie to wyczerpanie limitów magazynowych i zaprzestanie sprzedaży produktu.



Gdy patrzę na ten fotel bujany, to oczami wyobraźni widzę siebie, siedzącą przed kominkiem w naszym Starym Domu. Z głośnika sączy się muzyka, obok na narożniku odpoczywa mąż, a syn - wtulony w niego - czyta książkę. Od czasu do czasu słyszę pochrapywanie męża i cichy chichot syna. Sielanka. Będę robić wszystko, by tak właśnie było.

Ten post nie jest więc tylko opisem marzenia, ale pewną afirmacją i określeniem celu, do którego będę dążyć. Wszak nie od dziś wiadomo, że marzenia spisane stają się celami, do realizacji których się dąży. Tak było z Kitchen Aid'em, tak było ze sznurem żarówek, tak będzie też z bujanym fotelem. Mówię Wam :)


Marta