sobota, 23 stycznia 2016

O tym, jak szary narożnik zmienił nasze życie :)

O tym, że poszukujemy szarej sofy lub narożnika do naszego kącika, pisałam już jakiś czas temu. I tylko ten, kto poszukiwał mebli wypoczynkowych wie, jak trudne jest to zadanie. Każdy ma swoje kryteria, które to napotkane w sklepach meble niekoniecznie spełniają: a to coś jest za duże albo za małe, za twarde albo za miękkie, niewygodne lub za drogie, nierozkładane, w nieodpowiednim kolorze lub niedostępne, dostępne na zamówienie bez możliwości wypróbowania na żywo lub totalnie, całkowicie nie w naszym guście... Ach, przeszkód jest mnóstwo! W naszym przypadku mebel nie mógł być zbyt duży, miał być szary, wygodny i nie miał skrzypieć :) Zawsze marzył mi się narożnik, ale że jestem realistką i widziałam ofertę sklepów, to już jakiś czas temu porzuciłam marzenia o narożniku na rzecz sofy. Nie odpowiadała nam również oferta sklepów sieciowych, gdzie wszystko wygląda podobnie i zdecydowaliśmy, że będziemy polować na jakąś okazję w outletach meblowych, które specjalizują się meblach niemieckich lub holenderskich. Trwało to dłuuugo, ale nam jakoś niekoniecznie się spieszyło. Wiadomo - jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy :)


Ostatnio jeden z owych outletów zamieścił ofertę dotyczącą narożnika. Po krótkiej rozmowie telefonicznej z właścicielką stwierdziłam, że oferowany narożnik jest dla nas za duży. Mój mąż jednak stwierdził, że on by go kupił. Jak widać, nie tylko mnie doskwierała skrzypiąca, niewygodna już kanapa :) Szybki rekonesans w sklepie zaowocował natychmiastową prawie decyzją: kupujemy. Co ma być to będzie. Największy problem stanowiło wniesienie go na pierwsze piętro po wąskich schodach, ale udało się, narożnik stoi i od tygodnia cieszy nasze oczy. To, co było pierwotnie problemem dla mnie - czyli jego wielkość - teraz stanowi niezaprzeczalną zaletę. Mimo swoich gabarytów narożnik nie przytłacza, a pozwala swobodnie wypoczywać całej naszej trójce :) 


Z perspektywy tego tygodnia uważam, że to był dobry wybór, tym bardziej, że narożnik spełnia nasze kryteria: jest wygodny, szary, był stosunkowo tani i tak całkiem ponadprogramowo ma ruchome zagłówki. Ma też kilka wad, z którymi liczyliśmy się, kupując mebel w outlecie, ale zalety je rekompensują z nawiązką. Do tych wad należy m.in.to, że niektóre poduchy są bardziej wypełnione, inne mniej. Również materiał w niektórych miejscach jest "pozaciągany", jednak nie rzuca się to w oczy. Mimo tych wad gdybyśmy mieli podejmować decyzję po raz drugi - byłaby ona taka sama. Nigdzie indziej nie udałoby nam się kupić takiego (fabrycznie nowego) narożnika za 1200zł. Dla zainteresowanych zakupu dokonaliśmy w  outlecie meblowym ATMax w Niemodlinie*. Cieszymy się z tej zmiany, ale chyba równie mocno cieszy się jeden z naszych kotów, który jako pierwszy przetestował nowy nabytek :) Zdecydowanie zwiększył się komfort i jakość odpoczynku. Już nie musimy siadać ostrożnie i z obawą, że skrzypiące sprężyny obudzą nam Małego :) (true story!) - życie wieczorne jest teraz boskie!


W związku z tak znaczącą zmianą teraz trzeba też zmienić lampę, bo poprzednia nie pasuje, ale również poduszki, bo obecne bardziej pasowały do kolorystyki starej kanapy niż do nowego narożnika. Ale nie narzekam: lubię zmiany, lubię wprowadzać nowości do naszych czterech kątów, więc każdy pretekst ku temu jest dobry :) 

* post nie jest sponsorowany.

Pozdrawiam ciepło
Marta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz