piątek, 1 kwietnia 2016

Żarówka na kablu - lampa DIY

Jednym z poważniejszych trendów w sferze oświetlenie od dłuższego czasu są zwykłe "żarówki na kablu". I owszem, podobały mi się, ale jakoś się im opierałam. Do czasu, gdy w jednym z magazynów wnętrzarskich zobaczyłam żarówki na bardzo grubym kablu. Zauroczyły mnie do tego stopnia, że stały się inspiracją do stworzenia własnej interpretacji.


A że lampę w naszej wypoczynkowej części pokoju i tak planowałam wymienić (dlaczego? Możecie przeczytać tutaj), pomysł na nową spadł mi jak z nieba. Wiedziałam, że nie chcę czarnych kabli, które byłyby zbyt mocnym akcentem, a które przy okazji trzeba byłoby kupić - na to mój wąż w kieszeni też nie chciał się zgodzić :) Pomyślałam, że pójdę w bardziej naturalne klimaty, a że zwykły kabel miałam, stary sznurek miałam i szydełko też miałam - to wniosek nasunął się sam. Najzwyczajniej w świecie wyszydełkowałam oplot kablowi. Nieoczekiwanie okazało się, że nie jest to zbyt przyjemna praca, ale wizja efektu końcowego skutecznie motywowała mnie do dalszego działania :) Trwało to kilka tygodni, bo na szydełkowanie przeznaczałam kilka minut dziennie późnymi wieczorami, ale w końcu się udało. Następnym krokiem był zakup zwykłych oprawek na żarówkę. Jeśli mnie pamięć nie myli, to kosztowały jakieś 4zł/sztuka - czyli żaden majątek. Oprawy zostały zgrabnie ukryte w kawałkach grubych, sosnowych gałęzi, (przyciętych na długość mniej więcej 10cm; następnie mój kochany mąż wykonał odpowiednie otwory, by umieścić w nich oprawy - oraz oczywiście wywiercił otwór przelotowy na kabel). Następnie wszystkie elementy pięknie ze sobą połączył (kabel w "oplocie", plastikową oprawę i drewnianą "osłonkę"). Żeby mu to za szybko nie poszło, dodatkowo poprosiłam o wkręcenie w suficie dwóch malutkich haczyków w miejscach, z których miały zwisać lampy (bo musicie wiedzieć, że miejsce podłączenia przewodów znajduje się jakieś 60 cm dalej, co zresztą doskonale widać na zdjęciach. W tym momencie do akcji wkroczyłam ja i to była właśnie ta chwila, na którą czekałam. W myślach już od dawna analizowałam, gdzie powieszę kable, jak i wokół czego je owinę, no i jak będzie się to wszystko komponować z kupionymi specjalnie w tym celu karabińczykami budowlanymi :) Efekt przerósł moje oczekiwania. Całość prezentuje się bardzo naturalnie i nie wiem czemu, ale kojarzy mi się z...lianami w jakimś lesie deszczowym czy coś :) A tak poważniej, styl lamp to mieszanka stylu skandynawskiego, rustykalnego i industrialnego i w każdym tak urządzonym wnętrzu ta lampa prezentowałaby się równie dobrze.


Nie bez znaczenia jest też fakt, że nie wydrenowała nam kieszeni. Biorąc pod uwagę ceny oświetlenia, wydaje mi się, że koszt naszych lamp był wybitnie niski. Jeśli macie chociaż część półproduktów w domu, to bez problemu zrobicie podobną lampę za niewielkie pieniądze. Tak naprawdę to w lampach najdroższe były...żarówki, które i tak zostaną zastąpione przez inne. Jak tylko znajdę duże, mleczne, kuliste żarówki, które przy "nasadzie" nie będą miały tego paskudnego białego elementu z tworzywa sztucznego - tak od razu zostaną wymienione. Nie, żeby obecne mi się nie podobały, ale dają niewielkie światło, o zbyt pomarańczowym odcieniu. Będą się świetnie sprawdzać jako oświetlenie dodatkowe, dekoracyjne, gdzieś z boku w pokoju, ale jako główne źródło światła nie spełniają swojej funkcji. Zdawałam sobie z tego sprawę przy zakupie, ale co było robić, jak ja chciałam skończyć ten projekt przed świętami, a wymarzonych żarówek nigdzie nie było... Cóż, brałam, co mieli :) Tym sposobem w naszym "salonie" zagościły dwie lampy, które kosztowały nas tyle, co nic:

- kabel - miałam
- stary sznurek - miałam (tak samo sprawdziłby się sznurek sizalowy, który też do najdroższych nie należy)
- oprawy - 4zł/sztuka, czyli w sumie 8zł
- gałęzie - z ogrodu :)
- karabińczyki - 24zł za dwie sztuki, z czego przesyłka kosztowała 9zł.
- żarówki - jakieś 20zł/sztuka, czyli 40zł za dwie, 
co daje nam  sumę 72zł za dwie lampy, czyli jedna lampa kosztowała nas 36zł.

Chyba niewiele, a już na pewno bezcenna jest jej oryginalność - drugiej takiej nie ma nikt :) Pozostaje nam jeszcze zamaskowanie miejsca podłączenia kabli i lampa będzie w 100% gotowa - a to pewnie będzie nabierać mocy urzędowej aż do następnych świąt - albo i dłużej... :)

Marta

5 komentarzy:

  1. Wygląda bardzo dobrze, a "zaoszczędzone" pieniądze można przeznaczyć na kolejną fajną książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny pomysł na lampę. Wygląda ciekawie, coś unikalnego w domu :). Może też sobie coś takiego skombinuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeba przyznać, że pomysł na prawdę odważny, ale wygląda na prawdę ciekawie :) Dobra inspiracja, która z pewnością ma swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A więc to jest ta lampa o której mi pisałaś :) Faktycznie są podobne :)
    Ale Twoja jest cenniejsza bo wykonana samodzielnie.
    Co nie zmienia faktu, że obie prezentują się pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wygląda to naprawdę oryginalnie na takim kablu. Brawo za pomysłowość!

    OdpowiedzUsuń