wtorek, 8 grudnia 2015

Lista marzeń - inna niż wszystkie

W różnych regionach naszego kraju (ba, różnice widać nawet między poszczególnymi wioskami, a nieraz i rodzinami) prezenty 24 grudnia przynosi inna osobowość. U jednych będzie to Mikołaj, u innych Gwiazdor, zdarza się też Aniołek. U nas prezenty przynosi Dzieciątko. To Dzieciątko zawsze też (od kiedy dorosłam do pewnego wieku, gdy skończyło się dzieciństwo) otrzymywało wytyczne, co chciałabym dostać. W tym roku paradoksalnie Dzieciątko będzie miało nie lada problem, żeby spełnić moje wygórowane marzenia. Nie chcę bowiem zatracić się w zakupach, szale wydawania pieniędzy, który po świętach odbije mi się czkawką. Bo czy ja naprawdę, ale rzeczywiście naprawdę potrzebuję tych wszystkich rzeczy materialnych?


Na mojej tegorocznej liście znalazły się:

1. Narożnik John Lewis - piękny i faktycznie przydałaby nam się nowa miejscówka do siedzenia, ALE: mogę bez niego żyć, nic mi się nie stanie, jeśli jeszcze trochę posiedzę na skrzypiącej kanapie. Ważne, że mam z kim siedzieć, żeby poczytać książeczkę, poprzytulać się czy po prostu pobyć razem. Stara czy nowa kanapa - a co za różnica? Najważniejsi są Ci, co na niej ze mną siedzą.

2. Łańcuch żarówek House Doctor - piękny i marzy mi się od dawna. Cena zabija, ale jakbym się uparła, to jakaś okazja w roku byłaby idealna, by go kupić. ALE...czy posiadanie go naprawdę aż tak mnie uszczęśliwi? Czy sprawi, że moje życie stanie się pełniejsze i niczego więcej już nie będę pragnęła? Jak znam siebie, to nie. Chwilowa radość po kilku dniach przygaśnie stłumiona przez wyrzuty sumienia ("no bo jak, 4 stówy za kilka żarówek??? Zgłupiałaś???" - dla tego zakupu nie ma racjonalnego wytłumaczenia). Zdecydowanie bardziej zależy mi na tym, by wieczorną porą okna mojego domu rozświetlone były jakąkolwiek lampą, ale żeby dawały sygnał od moich bliskich: "wracaj do domu, czekamy tu na ciebie".

3. Zegarek Timex - często nie zauważamy upływającego czasu. Godzina biegnie za godziną, dzień za dniem wydaje się być taki sam. Zacznijmy doceniać każdą dobrą chwilę, która nas spotyka (podobno złe też powinniśmy doceniać, ale ja jednak pozostanę przy tych dobrych). Czas ucieka, czy tego chcemy, czy nie. Żyjemy pod dyktando godzin pracy, otwarcia urzędów czy galerii handlowych, ALE... czy potrafimy się zatrzymać, spojrzeć na swoje życie i docenić to, co mamy? Może z okazji świąt warto spróbować bardziej "być" niż "mieć"?

4. Moździerz IKEA - wszyscy chcemy być piękni i cieszyć się dobrym zdrowiem. Ale co robimy w tym kierunku? Bardzo mi zależy na tym, aby moja rodzina odżywiała się zdrowo, by była to żywność jak najmniej przetworzona, by nie zawierała konserwantów, barwników i tego, czego w jedzeniu z zasady być nie powinno, a jednak jest. Nie jestem święta, też zdarza mi się używać sosu w proszku czy gotowej kostki rosołowej, ale chciałabym, naprawdę bym chciała to jak najbardziej zminimalizować. Ile razy słyszę: "po co się męczysz z tym domowym budyniem waniliowym? To tyle zachodu...". No tak, bo lepiej zrobić ten z paczki, który z wanilią nie ma nic wspólnego. W tej chwili utkwił mi w głowie przepis na domową kostkę rosołową. Możdzierz pełniłby więc rolę łącznika między zdrową żywnością a zdrowiem. ALE: nie chciałabym, żeby chęć posiadania znowu przesłoniła mi to, co najważniejsze - że jesteśmy zdrowi i mamy co do garnka włożyć. Doceniajmy zdrowie, doceniajmy to, co mamy.

5. Rower Batavus -  to również kolejny krok do zdrowia. Uwielbiam jeździć na rowerze.  Naprawdę uwielbiam.  ALE umówmy się, jeździć można też na starym rowerze, nie trzeba do tego wypasionego dwukołowca prosto z katalogu. I znowu: ważne, że mogę jeździć i mam z kim jeździć. To takie proste.

6. Maszyna do szycia Silvercrest - lubię otaczać się ładnymi rzeczami, jestem estetką, nawet ręczniki kuchenne jestem w stanie wybierać godzinami. Jednocześnie mam też strasznego węża w kieszeni, zawsze szukam alternatywy dla wielu produktów, które mi się podobają. Na punkcie poszewek na poduszki również mam fioła i zawsze sobie wmawiałam, że gdybym miała maszynę do szycia, to z pewnością nasze cztery kąty byłyby jeszcze ładniejsze, bogate w tkaniny i tekstylia, ALE czy na pewno? Czy maszyna do szycia nie byłaby kolejną fanaberią po 5 minutach zainteresowania odstawioną w kąt z powodu braku czasu? Równie dobrze jeśli naprawdę się zmotywuję, mogę tych kilka poduszek w roku uszyć ręcznie i nikt na tym nie ucierpi. Moja duma również.

7. Krzesełko Tripp Trapp Stokke - kolejne pragnienie, które pozostanie raczej w sferze niespełnionych marzeń. W tym przypadku nie chodzi o design czy historię tego krzesełka, tylko - jeśli wierzyć fizjoterapeutom, a także innym, bardziej doświadczonym użytkownikom - o zdrową postawę naszego dziecka. Zła postawa to nie tylko nieprawidłowe ustawienie części ciała w przestrzeni i wizualna dysharmonia, ale także nieprawidłowa praca narządów całego ciała. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że wszystkie elementy ludzkiego organizmu są ze sobą połączone i często dysfunkcja w obrębie stawów skroniowo-żuchwowych (to te przy policzkach) będzie rzutowała na dolegliwości aż w stawach skokowych (czyli w "kostce" w nodze). Zdrowie mojego dziecka i moich najbliższych to dla mnie sprawa priorytetowa. I to jest chyba jedyny z prezentów z powyższej listy, do którego nie mam żadnego ALE. Zdaję sobie sprawę, że za sukcesem firmy i sprzedażą stoi sztab marketingowców, dla których rodzice są łatwym kąskiem. Może być też jednak tak, że faktycznie przyjmowana na krześle pozycja będzie wyrabiała w dziecku prawidłowe nawyki i syn mój ukochany nie byłby tak uroczo pokrzywiony jak jego matka. Mimo, że krzesełko byłoby przeznaczone dla dziecka, to chyba jednak dla mnie byłby to największy prezent.

8. Zawieszka Apart - to coś, co powinno się znaleźć raczej na początku listy, niż na jej końcu. Niby tylko zawieszka, ale jednak również symbol wiary. Wiary, która w dzisiejszym świecie jest czymś, co się ukrywa. Wiary, za którą można stracić życie. Piękna zawieszka - cudowna w swej prostocie, ALE wcale jej nie potrzebuję. O wiele bardziej chciałabym usłyszeć, że światu nie grozi wojna i nie przyjdzie nam żyć w coraz bardziej niespokojnych czasach. Dla moich najbliższych chciałabym pokoju na świecie - jakkolwiek pusto by to nie brzmiało. Chciałabym, żebyśmy wszyscy mogli sobie spokojnie żyć i aby jedynym naszym zmartwieniem było to, że mamy niewygodną kanapę.

Podsumowując:
Jasne, że chciałabym mieszkać pięknie, żyć pięknie, ale ponad wszystko chciałabym być człowiekiem o pięknej duszy. Piękno zewnętrzne przeminie, wyjdzie z mody, ulotni się, a piękno duchowe pozostanie. To co, Dzieciątko - chyba będziesz mieć w tym roku mniej pracy, bo to raczej dłuuugoterminowe zadania dla mnie, a nie robota dla Ciebie na jedną noc. A wishlista... może kogoś zainspiruje, bo mnie się raczej nie przyda :)

Marta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz