niedziela, 9 marca 2014

Prezent na Dzień Kobiet

Zrobiłam prezent na Dzień Kobiet. Tyle, że nie sobie, tylko... mojemu mężowi :) Chodzi o to, że uwielbiam jeździć na rowerze. Mam starego, starusieńkiego, zardzewiałego, ale niesamowicie wygodnego holendra, mąż mój natomiast skazany był do tej pory na swój wysłużony i popularny dawno temu rower górski. Nie ma co ukrywać: unikał przez to przejażdżek rowerowych, bo potem naprawdę wszystko go bolało. W związku z tym, żeby już nie unikał tych wypraw, sprawiłam mu dzisiaj...rower :)
 
 
Zakupiony na giełdzie staroci, używany rower produkcji holenderskiej. Muszę powiedzieć, że jestem niezłomną zwolenniczką używanych rowerów holenderskich aniżeli nowych rowerów produkcji polskiej. Z racji choroby mojego P. wyruszyłam na giełdę z mamą, bez żadnego konkretnego celu. Już na samym początku zobaczyłyśmy ten rower. Zapytałam o cenę, dałam sobie dłuższą chwilę na przemyślenie, skonsultowałam telefonicznie swój szalony pomysł z małżonkiem i... kupiłam :)
 
  
Wróciłyśmy z naszym łupem do samochodu, poczekałyśmy, aż z naszego otoczenia znikną ludzie, którzy mieliby ubaw spoglądając na nasze poczynania przy wkładaniu niewiarygodnie nieforemnego roweru do samochodu i usatysfakcjonowane wróciłyśmy do domu :) Tym sposobem mąż mój stał się posiadaczem nowego-starego roweru, a ja - w ramach długofalowego prezentu na Dzień Kobiet - zyskałam towarzystwo ukochanego męża również w czasie przejażdżek rowerowych. Jak dla mnie - bezcenne :)
 
Pozdrawiam rowerowo
Marta
 
 

 


 

1 komentarz:

  1. Super, nie ma to jak prawie spontaniczny zakup ;-)

    OdpowiedzUsuń