Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania druciaki, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania druciaki, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2014

Druciaki

Po raz pierwszy moją uwagę na druciane koszyki zwróciła Agnieszka. Od tego czasu zaczęłam się rozglądać za podobnym. Pewnego razu i do mnie uśmiechnęło się szczęście: w moich czterech ścianach w krótkim czasie zagościły aż dwa kosze!
 
 
Pierwszy ze zdobytych koszyków to ten mniejszy. Wiąże się z nim zresztą pewna historia. Było to jeszcze w czasach, gdy mój mąż był moim narzeczonym. W czasie jednej z wizyt u niego przechadzałam się po ogrodzie i zauważyłam w altance sąsiada (de facto nieużywanej i służącej raczej jako skład rzeczy wszelkich) druciany koszyk. Oczka mi się zaświeciły i pojawiła się w nich niema prośba skierowana do narzeczonego: „może mógłbyś kochanie porozmawiać z Panem Stefanem i zapytać, czy nie chce się go pozbyć?”. Po kilku dniach drogą telefoniczną nadeszła do mnie wiadomość od P. Odpowiedź Pana Stefana nie była kategoryczna, ale asertywnie odmowna i uzasadniona tym, że ten koszyk kojarzy mu się z dzieciństwem i rodzicami, bo pamięta mamę, która do tego koszyka zbierała ziemniaki na polu. Rozumiałam jego decyzję, ale mimo to było mi żal, że taka okazja przeszła mi koło nosa.
 
 
Po kilku dniach pojechałam z mamą do babci. Przy herbatce zaczęłam opowiadać im historię koszyka, gdy nagle mama mi przerwała i skierowała pytanie do babci: „a czy my też przypadkiem nie mieliśmy drucianego koszyka, który służył u nas do przechowywania owoców?”. Babcia po chwili zastanowienia przytaknęła jej i nie namyślając się wiele wysłała dziadka na poszukiwania. I rzeczywiście, po 10 minutach dziadek wrócił z powrotem, niosąc przed sobą piękny (w moich oczach, oczywiście), stary koszyk druciany, nadgryziony zębem czasu. Babcia widząc go, stwierdziła, że ona mi go dać nie może. Lekko spanikowałam słysząc takie słowa, a babcia na to: „on jest taki stary, brudny i uszkodzony, przecież to wstyd, żebym ja ci coś takiego dała J”. Przekonanie babci, że to żaden wstyd zajęło mi trochę czasu.
 
 
Oczyszczenie kosza trwało dosłownie chwilę, a to, że kosz jest stary i krzywy moim zdaniem tylko dodaje mu uroku i przypomina o jego pochodzeniu. Wróciłam więc do domu jako dumna i przeszczęśliwa posiadaczka drucianego kosza, a zaledwie kilka dni później zadzwonił do mnie mój P. i zapytał zagadkowo: „zgadnij, co mam…?”. Oczywiście nie wiedziałam. A ona na to: „przyszedł dzisiaj do mnie Pan Stefan…” i przyniósł… swój kosz, mówiąc: „Jednak zmieniłem zdanie. Daj go Marcie. Gdy mnie zabraknie, dla nikogo nie będzie stanowił większej wartości i pewnie zostanie wyrzucony. U Marty – jestem tego pewny – będzie w dobrych rękach”.
 
 
Tym samym w krótkim czasie zostałam właścicielką dwóch drucianych koszy, z których każdy ma swoją historię. Dziś w większym koszu trzymam koce, a w mniejszym włóczki, aby mieć je pod ręką, gdy nagle przyjdzie mi ochota, by chwycić za szydełko. Każdy ma więc swoją funkcję, która w każdej chwili może się zmienić w zależności od potrzeb. Na koniec wniosek: jeśli czegoś naprawdę chcesz, to w końcu się to spełni, trzeba tylko mocno w to wierzyć :-)
 
Owocnych poszukiwań wymarzonych przedmiotów
Marta